Autor: J. R. Ward
Tytuł: Korona wojny i cienia. Królestwa Kompasu. Tom 1
Wydawnictwo: Nowe Strony [współpraca reklamowa]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 676
Narracja: trzecioosobowa
Gatunek: fantasy z nutą romansu
Ocena: 6/10
Opis:
Pod osłoną nocy rodzą się namiętności, a imperia upadają.
Witaj w Królestwach Kompasu.
Fulcrum słabnie. Demony przenikają do świata śmiertelników, a po zapadnięciu zmroku wyruszają na łowy. Nikt nie jest bezpieczny, a zwłaszcza Sorrel. Jako sierota i wyrzutek całe życie spędziła w murach niewielkiej wioski, wykluczona z powodu mistycznych zdolności. Pragnie jedynie przetrwać… i może w końcu odnaleźć miejsce, które mogłaby nazwać domem. Lecz Los ma wobec niej inne plany.
Albowiem Sorrel została wybrana. I przeklęta.
Musi więc przemierzyć Manowce, by zwrócić królowej koronę i przekonać tę budzącą grozę władczynię, by ocaliła świat przed zagładą. Doskonale świadoma, że żadna z niej odważna bohaterka, Sorrel zawiera niebezpieczny układ z Mercem – mrocznym, apodyktycznym najemnikiem, znanym wyłącznie z bezwzględnego wykonywania swojego fachu.
Warunek? Musi spędzić w jego łóżku jedną niezapomnianą noc, a w zamian za to on bezpiecznie przeprowadzi ją przez dzikie ostępy.
Lecz Merc również skrywa własne sekrety.
Między nimi wybucha namiętność, wrogowie czają się na każdym kroku, a niebezpieczeństwo i zdrada grożą ze wszystkich stron.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Recenzja:
Kiedy w głowie ma się taką mieszankę myśli, jak ja - trudno jednoznacznie ocenić książkę, ale ostatecznie oceniam ten tytuł na sześć na dziesięć gwiazdek i zaraz Wam po kolei wyszczególnię, co mi się podobało, a co mi się nie podobało, żebyście mieli pełny obraz sytuacji. Zdaję sobie sprawę, że to tylko moja opinia - więc wielu może podobać się bardziej, wielu może ta pozycja podobać się mniej. Jeśli jednak zaglądacie na ksiazkowir.pl, możecie wiedzieć (chociażby mniej więcej) czy mamy podobne gusta.
Sorrel długo ukrywała swoją prawdziwą naturę - że nie tyle jest w stanie uzdrawiać, co wręcz igrać ze śmiercią - a w świecie, w którym jej magia zostaje uznana wręcz za demoniczną (a ludzie ogromnie boją się demonów, które powoli uwalniają się z klatki, jaką stworzyła dla nich Zbawicielka), nasza główna bohaterka z jednej strony jest nienawidzona, a z drugiej: ludzie potrzebują jej zdolności.
Gdy prawda zostaje ujawniona, a ona wraz z najemnikiem - Mercem - ma wyruszyć w kierunku północy, dziewczyna nawet nie zdaje sobie sprawy, ile może ją to kosztować i jak będzie to niebezpieczne. Tyle, że jakoś Sorrel daje sobie radę pokonywać wszystkie przeszkody: jeździ na koniu, jakby się na nim urodziła, a pływanie (które wcześniej kojarzyło jej się tylko z możliwością utonięcia), teraz wydaje jej się świetną zabawą.
Tyle, że sama misja Sorrel nie może być świetną zabawą, skoro właściwie od niej i od jej działań ma zależeć to, czy sam Król Demonów nie zbierze na tyle dużych sił, by się uwolnić - bo oznaczałoby to koniec życia w świecie, jaki jest znany... Nie przeżyłby nikt oprócz mrocznej siły.
"Korona wojny i cienia. Królestwa Kompasu. Tom 1" to fantastyka z nutą romansu - ale w pewnym momencie odnosi się wrażenie, jakby romans był w to wszystko trochę bardziej wpisany niż powinien. Chociaż Merc za swoje usługi żąda wspólnej nocy - to właściwie Sorrel zdaje się mieć na jego punkcie jakąś obsesję i zdaje się w ciągu tych kilku dni zakochiwać w nim bardziej niż logika by podpowiadała. Szczególnie, że nie licząc jakichś akcji typu ucieczka czy walka, niewiele mają sposobności, żeby się bliżej poznać - a tym bardziej, żeby sobie od serca szczerze porozmawiać.
Mimo wszystko doceniam kreację świata zrobioną przez J.R. Ward - bo "Korona wojny i cienia. Królestwa Kompasu. Tom 1" ma naprawdę ciekawe uniwersum, a sam Merc wydaje mi się jedną z ciekawszych postaci, jakie ostatnio miałam okazję poznać. Tyle, że nasza główna bohaterka to już inny poziom - i inna kategoria - bo oprócz tego, że ma mnóstwo rozmyślań (co jeszcze jestem w stanie przeboleć), to okazuje się taką "Mary Sue" - czyli osobą, która jest w stanie bez większego wysiłku poradzić sobie w każdej sytuacji (i która praktycznie nie ma wad). Szczególnie duży nacisk na podobieństwo do takiej wyidealizowanej postaci mamy już na samym zakończeniu - które z jednej strony daje widoki na świetną fabułę opartą o wojnę z demonami - a z drugiej: Sorrel w jednej chwili jest jeszcze bardziej wyniesiona na piedestał.
Nie lubię za bardzo głównej bohaterki - nic dodać, nic ująć. Po takim zakończeniu, które miało za dużo tempa i za mało sensu, tym bardziej odnoszę wrażenie, że ta ujmująca Sorrel, którą miałam przez kilka pierwszych rozdziałów książki, gdzieś się ulotniła - i raczej już nie wróci.
Mimo wszystko chętnie poznałabym kontynuację - bo jestem ciekawa co J.R. Ward może jeszcze wymyślić. Miałam okazję czytać już inne książki tej autorki - i "Korona wojny i cienia. Królestwa Kompasu. Tom 1" naprawdę ma potencjał do tego, żeby stać się moją ulubioną serią spod jej ręki, ale czas pokaże, bo wiele zależy tu od tego, jak ostatecznie zostanie przedstawiona Sorrel (właściwie od tego w największej mierze zależy, czy książkę będzie dało się czytać - i czy wciągnie w swą historię - czy będzie ona raczej frustrować i irytować tym, że potencjał został zmarnowany poprzez zbytnie wyidealizowanie jednej osoby).
Mam też nadzieję, że niektóre przygody nabiorą więcej głębi - bo tutaj szczególnie kwestia przebijania pewnego przejścia przez bramę czy walka o rubin... No nie są to moje ulubione fragmenty - tak, jakby trochę zabrakło pomysłu i polotu pisarce. Uważam jednak, że wiele jest też scen (chociażby z odbierania porodu), które chwytają za serce.
Więc tak: mam dużo zmieszanych myśli i emocji dotyczących tej pozycji. Zadecydujecie więc sami, czy i Wy macie ochotę sięgnąć po "Korona wojny i cienia. Królestwa Kompasu. Tom 1", czy raczej nie jest to opowieść dla Was - i wolicie poszukać bardziej bezpiecznej opcji.

Dzięki za szczerą opinię, na dzień dzisiejszy ją sobie odpuszczę 🤭
OdpowiedzUsuń
OdpowiedzUsuń"Korona wojny i cienia" to pierwsza część serii Królestwo Kompasu i pierwsza książka J. D. Ward jaką miałam okazję czytać. Muszę przyznać, że świetny miała na nią autorka pomysł.
To historia pełna samotności, cierpienia, niesprawiedliwości oraz walki z przeznaczeniem.
Ta historia pełna tajemnic, mroku ale i magii.
Sorrel zawsze była sama. Żyła na obrzeżach społeczeństwa, w cieniu, pod kapturem. Ukrywała swoją moc, ale pomagała jak była taka potrzeba. Była uzdrowicielką, ratowała życie, ale jej dar posiadał również inną stronę. Każdemu, komu spojrzała w oczy widziała i przeżywała jego śmierć, więc starała się tego unikać. Żyła w ciągłym strachu, bo magia jest zakazana. Gdy demony zaczynają pojawiać się w świecie śmiertelników, ktoś musi ich powstrzymać i ten cel przypada Sorrel. To jej przeznaczenie, ale czy zna wszystkie fakty o sobie? Co sama skrywa? W podróży towarzyszy jej najemnik, Merc. Jedyna osoba, która jej nie ocenia, tylko pragnie. Tylko i on skrywa tajemnice. Jakie to się dopiero okaże.
Muszę przyznać, że autorka stworzyła bardzo ciekawą historię. To pierwsza część więc jesteśmy zasypani informacjami dotyczącymi świata i jest tego sporo. Żeby się w nim odnaleźć trzeba czytać w skupieniu, bo czasami można się pogubić.
Naszą bohaterkę też da się polubić, ale czasami za dużo myśli co na dłuższą metę jest trochę irytujące 😅.
Lubię jej relację z Mercem. On od początku mówi, czego oczekuje. Nie kryje się z tym. Jest gburowaty i skryty, ale pokazuję czasami inne oblicze.
Ta historia to bardziej fantastyka z nutą romansu, niż romantasy. Choć Sorrel dużo o nim myśli, ale to nie jest jej cel.
Jedyna rzeczą do której mogę się przyczepić to długie opisy. Ta książka liczy grubo ponad 600 stron i czasami właśnie te opisy są męczące, i jak dla mnie zbędne.
Ostatnie 100 stron to istny rollercoaster. Ile tu się dzieje, akcja i te emocje. Warto było czekać dla tego. Zakończenie w pełni mnie usatysfakcjonowało więc będę wypatrywać kontynuacji.
Generalnie może ciekawie zarysowany świat. Na takie misje może bym się i skusiła - denerwuje mnie tylko ten wątek romansowy tutaj, no i też niezbyt dobrze zarysowany pod względem logiki. Nie rozumiem, po co go było wsadzać na siłę. Z innej strony - może to taki motyw, który zostanie rozwinięty w drugim czy kolejnym tomie? I stanie się bardziej oczywisty? Czasem tak jest z tymi seriami, że nam się wszystko nie klei, a to ma być tak specjalnie. Ale nie chcę bronić tej pozycji xD
OdpowiedzUsuńJako tako myślę, że bym podziękowała, na razie jestem zmęczona tym gatunkiem. Może kiedyś do niego wrócę. Ale bardziej chciałabym do niego wrócić, gdy się coś poprawi. Bo na razie to są zwykle romanse z nutką fantastyki, a kiedyś było odwrotnie, co mi się bardziej podobało.
Narazie chyba nie mam jej w planach.
OdpowiedzUsuńDziękuje za recenzję. Jednak nie jest to mój klimat książki...
OdpowiedzUsuńByłam raczej na tak ale nie lubię irytujących głownych bohaterek więc chyba nie bardzo.
OdpowiedzUsuń