Tytuł:
Przysięga stali
Autor:
Douglas Hulick
Cykl:
Opowieść o Kamratach (tom 2)
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Literackie
Rok
wydania: 2015
Liczba
stron: 588
Ocena:
7/10
Opis:
Przebojowa kontynuacja Honoru złodzieja.
Przygodowa powieść fantasy na miarę Brenta Weeksa i Scotta Lyncha!
Minęły trzy miesiące, od kiedy Drothe
spalił dużą część stolicy imperium Ildrekki i nieoczekiwanie dla samego siebie
stał się jednym z najsłynniejszych, rządzących miastem Kamratów. Jako nowy
Szary Książę ma nie tylko przyjaciół, ale też niestety coraz większą grupę
wrogów. Jak mówią, krew Księcia jest tak samo czerwona jak krew zwykłego
złodzieja.
Gdy zostaje zamordowany inny Szary Książę i
wszystkie znaki wskazują, że to właśnie Drothe trzymał nóż, nasz bohater wie,
że za chwilę jego krew może spłynąć ulicami Ildrekki. Dotychczasowi sojusznicy
odwracają się do niego plecami, a po mieście krąży coraz więcej mrocznych
plotek. Wtedy pojawia się dziwny mężczyzna, który twierdzi, że rozwiąże
wszystkie jego kłopoty… w zamian oczekuje tylko małej przysługi.
Porywająca, wartka akcja i znakomite
postaci, które podbiją wasze serca – to najważniejsze cechy powieści Douglasa
Hulicka. Młody autor ani na chwilę nie zwalnia tempa i po raz kolejny
udowadnia, że zasługuje na miano jednego z najlepszych młodych twórców fantasy.
Recenzja:
Douglas Hulick powraca z nową częścią przygód honorowego złodzieja. Przysięga stali bez wątpienia trzyma
poziom poprzedniej części, ale ciężko mi powiedzieć, czy podobała mi się mniej
czy bardziej. Z jednej strony zwrotów akcji było nawet więcej niż w pierwszej
części, pojawiło się kilku ciekawych bohaterów, ale z drugiej – zanim doszło do
tych zaskakujących zwrotów akcji, trzeba było przemęczyć się z… cóż, tak
naprawdę pędzącą do przodu akcją. Jedno jest pewne, żadnej stagnacji nie można
autorowi zarzucić. Ale paradoksalnie wszystkie te następujące jedno po drugim
wydarzenia mogą okazać się męczące. W pewnym momencie już nie wiadomo, od kogo
Dorothe zbiera łomot. Ale po kolei.
Na końcu poprzedniej części Dorothe, Nos i w gruncie rzeczy bardziej
zwykły złodziejaszek niż geniusz przestępczego półświatka, przypadkiem został
Szarym Księciem. Tytuł tyle prestiżowy, ile przez bohatera niechciany. Nie dla
niego planowanie, snucie intryg i troska o podwładnych. On woli działać w
pojedynkę, bez żadnego większego planu. Fakt, że zostaje wrobiony w zabójstwo
innego Szarego Księcia i musi opuścić Ildreekę, jest mu tak naprawdę na rękę,
tym bardziej że chodzi o Brązowego Degana, przyjaciela, któremu – tak się
złożyło – wbił przysłowiowy nóż w plecy. Brązowy jest członkiem Zakonu Degan i tak
naprawdę wokół niego – tj. Zakonu – toczy się cała akcja. Och, to prawda, że
Dorothe podpada jeszcze innym osobom, ale to wątki poboczne, osią historii jest
Zakon. Jeśli już przy nim jesteśmy, nie dzieje się z nim dobrze. W zasadzie
chwieje się w posadach. Dorothe musi odnaleźć Degana, by powrócił do Ildreeki i
zapobiegł jego upadkowi.
Douglas Hulick pisze naprawdę dobrą fantastykę. Powiedziałabym nawet, że
ambitną. Może odrobinę zbyt ambitną dla czytelników, którzy wymagają od historii
tylko dobrej zabawy. Hulick wymusza na nich zaangażowanie, muszą uważnie śledzić losy Dorothe, by nadążać za tym, co się
dzieje. Choć bez problemu mogę nazwać jego Opowieści o Kamratach ciekawymi, z
akcją nieprzerwanie pędzącą do przodu i nieźle zarysowanym głównym bohaterem
(który jednak jak na mój gust zbyt często zbiera lanie), raczej nie nazwę ich porywającymi. To moje subiektywne
odczucie, ale Przysięga stali mnie
nie porwała. Owszem, podobały mi się wszystkie te zwroty akcji i cała intryga,
ale Dorothe na pewno nie zostanie moim ulubionym bohaterem, a jego historia
prędzej czy później wyleci mi z pamięci.
Niemniej polecam Opowieści o Kamratach wszystkich fanom fantastyki ambitniejszej
niż paranormal romance. Jeśli chcecie historii z dobrą intrygą, podczas której
ani przez chwilę nie będziecie się nudzić, poczytajcie Hulicka. Nie będziecie
zawiedzeni.
Za książkę dziękuję
Wydawnictwu Literackie
Nie znam ani tej książki ani poprzedniej... Nie wiem, czy chcę to zmienić :)
OdpowiedzUsuńRzadko sięgam po fantastykę, choć niedawno miałam okazję obcować z tym gatunkiem. niemniej powyższa pozycja nie wzbudziła mojego zainteresowania, wiec jednak odpuszczę ją sobie.
OdpowiedzUsuńBohater jeżeli o mnie chodzi jest wspaniały, charyzmatyczny, cudowny. W przeciwieństwie do recenzenta ja żyje historią Drothe'a, nim, jego życiem i jego sprawami, moim zdaniem to nie jest książka która wylatuje z pamięci, w ręcz przeciwnie - pozostaje na stałe.
OdpowiedzUsuńDokładnie! Zastanwiałam się, jaki napisać komentarz, aby zachęcić pozostałych czytelników tego bloga do sięgnięcia po "Przysięgę", ale Ty zrobiłeś/aś to najlepiej <3
Usuń