niedziela, 12 kwietnia 2026

Elizabeth Hart - "Czerwień królewskiej krwi"

 

Autor: Elizabeth Hart

Tytuł: Czerwień królewskiej krwi

Wydawnictwo: Jaguar [współpraca reklamowa]

Data wydania: 2026

Ilość stron: 30

Narracja: pierwszoosobowa

Gatunek: romantasy young adult

Ocena: 6/10


Opis:

Morderstwo.
Trzech książąt.
Jedna dziewczyna, która nie miała nosić korony.
Ruby zna pałac od podszewki. Wie, które drzwi skrzypią, kto kłamie, kto zdradza. W końcu przez lata była służącą. W dodatku jest świetna w rozwiązywaniu zagadek. Jednak nigdy nie przypuszczała, że tuż przed śmiercią król wskaże ją jako… swoją następczynię.
Wrzucona w samo serce gniazda żmij, musi zmierzyć się ze wściekłą wdową, trzema roszczeniowymi (i irytująco przystojnymi) książętami oraz dworem pogrążonym w kryzysie.
Jakby tego było mało, tuż po koronacji znajduje tajemniczą wiadomość: król został zamordowany, a ona może być następna.
Aby przetrwać, Ruby będzie musiała grać w grę, której zasad nie zna – zawierać sojusze i decydować, komu może zaufać. Bo na dworze każdy ma motyw. Każdy coś ukrywa. A jeden z książąt może być zarówno jej największym wrogiem, jak i jedyną szansą na ocalenie.
Bo korona to nie nagroda.
To wyrok.

 

Recenzja:

Hm, mam mieszane uczucia co do tej książki - bo to jednak taki przeciętniak, a jednak miał swoje oryginalne momenty. "Czerwień królewskiej krwi" jest skierowana bardziej dla młodszego czytelnika: takiej starszej młodzieży - dlatego ja uważam, że gdybym była młodsza, to ta pozycja bardziej by mi się podobała. Niemniej jednak uważam, że jest to całkiem spoko romantasy w stylu young adult.

 "Czerwień królewskiej krwi" opowiada o losach Ruby - dziewczyny, która trafiła do zamku jako sierota: i która ze służącej stała się królową, bo król przed śmiercią - w swoim ostatnim dekrecie - odebrał władzę trzem swoim synom i podarował ją właśnie naszej głównej bohaterce.

Przede wszystkim zwróćmy uwagę na to, że służąca staje się królową - i nikt nie wie dlaczego. Ona sama nie ma zielonego pojęcia, dlaczego król ją wybrał - bo nie wiedziała nawet, że ją kojarzy. Na dodatek wszędzie czyha niebezpieczeństwo: a król w swoim sekretnym liście do Ruby zdradził, że spodziewa się tego, że ktoś może go zamordować i że w historii są wszystkie wskazówki, które mogłyby pomóc rozwikłać tajemnicę i odszukać mordercę.

Można więc powiedzieć, że Rose trafiła na świecznik - ale jako osoba, której zdrowie i życie jest zagrożone: a każda osoba, która znajduje się na królewskim dworze jest podejrzana i mogłaby okazać się zbrodniarzem oraz intrygantem. Co więcej, nasza główna bohaterka podejrzewa, że sprawca jest w bliskim otoczeniu i był kimś bliskim dla zmarłego króla...

"Czerwień królewskiej krwi" to swego rodzaju opowieść, w której najważniejsza jest zagadka - i chociaż nie jest ona jakoś mega oczywista, to pewne rzeczy po prostu podejrzewałam i nawet wiele z tych podejrzeń okazało się trafnych. Nie zepsuło to jednak mojej rozrywki z czytania, bo całkiem dobrze czytało mi się tę książkę.

Akcja jest dynamiczna, sporo się dzieje, nie ma zbyt wielu długich i nudnych opisów. Ale jak jestem w stanie powiedzieć, że tajemnica była w miarę sensowna i logiczna, tak wątek romantyczny w ogóle do mnie nie przemawiał. Nazywam tę książkę romantasy głównie dlatego, że w takiej kategorii widnieje w księgarniach internetowych - bo dla mnie lepiej był stworzony każdy wątek przyjacielski, aniżeli jakikolwiek inny. Chemii - takiej miłosnej - między bohaterami dosłownie nie było. Zero wielkich porywów serc, zero większego budowania zaufania i poczucia bezpieczeństwa... Miałam przez dużą część czytania wrażenie, że autorka założyła sobie, że musi pojawić się jakaś miłość: i się pojawiła, chociaż brakowało jej solidnych podstaw.

Niemniej jednak jeśli zapomnimy o tym, że to powinno być romantasy i pomyślimy sobie, że to historia dotycząca odkrycia tajemnicy dokonanej zbrodni, to okazuje się, że czytelnik mocno się wciąga - i stara się zrobić wszystko, by domyślić się, kto mógł stać za tym wszystkim: kto miał najlepsze motywy, kto był najbardziej do tego zdolny... A wcale nie jest to takie łatwe i oczywiste!

W ogólnym rozrachunku jestem w stanie dać tej powieści sześć na dziesięć gwiazdek - bo to taka średniawka - ale weźcie sobie pod uwagę to, że naprawdę staram się tu nie oceniać wątku miłosnego, tylko bardziej staram się o nim zapomnieć. Także całokształt jest spoko, ale nie wbija w fotel i nie urywa czterech liter.

Podsumowując: lekka, ciekawa historia, która nie jest zbyt wymagająca - i przy której można się całkiem dobrze bawić. Tyle, że wątek miłosny według mnie został całkowicie zmasakrowany - chociaż mógł być naprawdę fajnie rozwinięty, bo miał potencjał. Ale co z tego potencjału, jak Elizabeth Hart więcej dała opisów życia z kotem niż interakcji między potencjalną dwójką zakochanych... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz