sobota, 23 maja 2026

Aleksandra Muraszka - "Jeden moment"

Autor: Aleksandra Muraszka

Tytuł: Jeden moment

Wydawnictwo: Uniesienia [współpraca reklamowa]

Data wydania: 2026

Ilość stron: 536

Narracja: pierwszoosobowa

Gatunek: romans

Ocena: 5/10


Opis:

Czasami wystarczy jeden moment, by wszystko zniszczyć.

Talia pogodziła się z myślą, że Johansonowie zawsze będą w jej życiu. Gdy jej siostra Ronnie zaręczyła się z Torinem Johansonem, bratem jej byłego chłopaka, Talia założyła, że to ona zajmie się planowaniem ceremonii. W końcu jest najlepszą konsultantką ślubną w mieście. Jednak siostra zaserwowała jej koszmarną nowinę: Talia ma pracować z Haelem, swoim eks, który również zajmuje się organizacją wesel.

Hael nie spodziewał się, że przyjęcie tego zlecenia okaże się największym wyzwaniem w jego karierze. Rozstanie z Talią było zbyt gwałtowne, nieoczekiwane i bolesne. Jednak nie bez powodu w branży ślubnej nazywają go Rekinem – jest profesjonalny i bezkonkurencyjny. Tylko czy uda mu się zapomnieć o przeszłości? A jeśli ponowne spotkanie przyniesie jemu i Talii tylko więcej cierpienia?

Rozdrapywanie starych ran może nie być dobrym pomysłem…

Przeczytaj pierwszą powieść z nowej serii autorki bestsellerowej trylogii "Swallow”. Więcej historii o mieszkańcach Ann Arbor już wkrótce!


Recenzja:

Nie znałam wcześniej książek tej autorki, ale skusiło mnie piękne wydanie (widzieliście te barwione brzegi?!), a do tego zestawienie ciekawych motywów, które oferuje dużo ciekawej zabawy przy czytaniu. Tyle, że już od pierwszych stron odniosłam wrażenie, że nie wszystko będzie takie wspaniałe i kolorowe, jak miałam nadzieję, że będzie. Zresztą, zaraz Wam bardziej szczegółowo wszystko wytłumaczę - bo "Jeden moment" to dobra książka, ale bardziej przeciętna niż wybitna - stąd też moja ocena.

Talia kiedyś spotykała się z Haelem. Obecnie jej siostra i jego brat biorą ślub - co samo w sobie nie wydaje się aż takim koszmarem, jak to, w co para młoda postanawia wplątać swoje rodzeństwo... Zacznijmy może od tego, że Talia i Hael są wedding plannerami, którzy w pewien sposób ze sobą konkurują. Każde z nich lubi kontrolę, lubi dopracowywać pomysł ślubu samodzielnie, a do tego wszystkiego rozstali się oni w dosyć dramatycznych okolicznościach pięć lat temu, a od tego momentu nie wymienili ze sobą ani jednego słowa.

I pewnie już nigdy ex-partnerzy by się do siebie nie odezwali, gdyby nie to, na jaki pomysł wpada ich rodzeństwo. Siostra Talii zatrudnia ją do pomocy przy organizacji wesela, a brat Haela zatrudnia właśnie swojego brata. Oczywiście oni zdają sobie sprawę z możliwości katastrofy - więc Talia dostaje informację, że Hael pozytywnie podszedł do ich potencjalnej współpracy, a Hael dostaje informację, że Talia nie może się tego doczekać: co oczywiście jest kłamstwem i co wychodzi już podczas ich pierwszego spotkania na żywo...

Można powiedzieć, że czasem dwie odpowiednie osoby spotykają się w nieodpowiednim miejscu i że zasługują na drugą szansę, ale powiem Wam szczerze, że dawno mnie nic nie wkurzyło tak, jak zagrywki rodzeństwa naszych głównych bohaterów. Co więcej tak sobie myślę, że nawet mimo miłości do rodziny ja na miejscu Talii bym w życiu nie poświęcała aż tak bardzo siebie - a mimo wszystko ona chce za wszelką cenę zadowolić swoją siostrę.

Historia rozgrywa się w sumie na dwóch płaszczyznach: przeszłości (i tego, jak w ogóle doszło do tego, że główne postacie zaczęły się ze sobą spotykać i co doprowadziło do ich końca) oraz teraźniejszości (gdzie między innymi poprzez podjęcie terapii par starają się ułożyć między sobą relacje w taki sposób, aby byli oni chociaż w stanie współpracować dla wyższego dobra).

Motyw terapii par podobał mi się w tej pozycji najbardziej - być może dlatego, że jestem psychologiem, a być może także dlatego, że naprawdę fajnie i sensownie zostało to przedstawione: zarówno pod kątem potencjalnych oddziaływań, jak i kwestii tego, że nie trzeba być aktualnie razem i chcieć mieć swój romantyczny happy end, by chodzić na terapię par. Czasami pomaga to w innych kwestiach i innych problemach - a Aleksandra Muraszka przedstawiła to tak, że wielu autorów mogłoby z niej brać przykład w tym aspekcie.

Mocnym punktem książki jest także zakończenie - bo chociaż spodziewałam się, że tak się potoczą sprawy - i też przewidziałam dlaczego Talia i Hael rozstali się kilka lat wcześniej, to mimo wszystko mam wrażenie, że te kilkanaście ostatnich stron było takim promyczkiem nadziei i odrobiną optymizmu dla wszystkich tych, którzy właśnie czegoś takiego potrzebowali.

Podsumowując: nie jest to moja ulubiona książka maja, bo nie zapada ona aż tak bardzo w pamięć, ale całkiem dobrze bawiłam się przy czytaniu i gdybym miała zadecydować, czy ją przeczytać (zanim jeszcze ją zamówiłam), to definitywnie postąpiłabym tak samo - bo mimo wszystko mam wrażenie, że Aleksandra Muraszka jeszcze kiedyś sprawi, że będę zbierać szczękę z podłogi - wyczuwam w niej ogromny potencjał i trzymam kciuki za dalszy rozwój jej kariery!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz