sobota, 18 lipca 2026

Hannah Bailey - "Teraz i na zawsze. Ranczo Wellsów. Tom 1"

 

Autor: Hannah Bailey 

Tytuł: Teraz i na zawsze. Ranczo Wellsów. Tom 1

Wydawnictwo: Książnica

Data wydania: 2025

Ilość stron: 384

Narracja: pierwszoosobowa (dwie perspektywy)

Gatunek: romans ranczerski

Ocena: 5,5/10


Opis:

Czy na kanadyjskiej prowincji można zapomnieć o trudnej przeszłości? Iskrzący romans pełen kowbojów, bzu i drugiej szansy na szczęście

Cecily Kennedy jest dziewczyną z miasta, która nigdy nie przypuszczała, że kiedykolwiek trafi na ranczo. Ale gdy jej trudne małżeństwo przeradza się w koszmar, z pomocą przychodzi poznana online kobieta z grupy wsparcia – oferuje schronienie i pracę na ranczu Wellsów.

Nowe życie nie jest lekkie, a szef Cecily – ponury, choć pociągający Austin Wells – nie ułatwia sprawy. Wysyła sprzeczne sygnały, jakby sam nie wiedział, czy chce się do niej zbliżyć, czy trzymać ją na dystans. A dla Cecily przelotny romans z szefem to ryzyko, na które nie może sobie pozwolić.

On się boi, że ona odejdzie. Ona się martwi, że zostanie.

Życie nauczyło Austina, że ludzie odchodzą – a ślad po obrączce na palcu Cecily tylko to potwierdza. Jednak kiedy przeszłość dziewczyny zagraża jej bezpieczeństwu, Austin uświadamia sobie, że zrobi wszystko, by nikt już nigdy jej nie skrzywdził.

 

Recenzja:

Myślę sobie z perspektywy czasu, że trochę za ostro mogła wybrzmieć moja recenzja przy zdjęciu na Instagramie i Facebooku tuż po zakończeniu czytania - ale właśnie tam staram się dawać myśli na bieżąco. Nie, żeby "Teraz i na zawsze. Ranczo Wellsów. Tom 1" zwaliło mnie z nóg ilością pozytywów, ale mam wrażenie, że Hannah Bailey po raz pierwszy w życiu w romansie pokazała mi, jak wygląda prawdziwe ranczo: od kwestii rygorystycznego wstawania, aż po kwestię znakowania bydła.

Wydawać by się mogło, że na ranczo nie ma czasu na nudę - i wbrew pozorom najwięcej ma jej chyba Austin Wells - nowy szef Cecily, który jest zakopany w papierkową robotę, bo to on musi dopilnować pod kątem organizacyjnym, żeby wszystko szło zgodnie z planem. Tyle, że on ma mnóstwo roboty - a to, że jest nudna, niekoniecznie oznacza, że jej nie ma...

Można byłoby powiedzieć, że w spokojnym życiu Austina zadziało się już wszystko, ale nie był przygotowany na przyjazd pięknej miastowej, którą jego kucharka/gosposia (nie wiem dokładnie jak nazwać tę rolę - babka po prostu dbała o wyżywienie na ranczo) zatrudniła do pomocy. Nie miał też zielonego pojęcia, że tak naprawdę Cecily skrywa w sobie ogromny ból: bo nie trafiła na ranczo przez przypadek, tylko była to jej ucieczka przed pomocą domową, a Beryl była na tyle wspaniałomyślna, że zaopiekowała się nią i przez internet zaproponowała lokum i miejsce, gdzie będzie mogła zarabiać pieniądze.

Czy jednak znajomość przykrej historii Cecily sprawiłaby, że Austin byłby dla niej na start mniejszym bucem i gburem? Trudno powiedzieć, gdyż i jego dręczyły własne demony - ostatnia kobieta, która mu się tak spodobała, złamała mu serce i w końcu odeszła na tyle daleko, że obecnie nie miał z nią żadnego kontaktu...

Ostatecznie po przeczytaniu "Teraz i na zawsze. Ranczo Wellsów. Tom 1" i przemyśleniu trochę tego, nie uderza mnie już sam fakt znakowania bydła (bo okazuje się, że faceci także się oznakowali - może w ramach eksperymentu czy to bardzo bolesne), a bardziej uderzała mnie kwestia traktowania kobiet: bo początkowo, zanim Cecily bardziej się tam zaaklimatyzowała, to słyszała nawet pytania, czy chciałaby być nazywana jałówką...

Ja rozumiem podział obowiązków: każdy ma swoją działkę i musi ją spełnić, ale jakoś momentami brakowało mi zwykłej ludzkiej dobroci i powiedzenia jakiegoś miłego słowa. Tyle, że nagle, w pewnym momencie, gdy już wyszło na jaw, że i Cecily podoba się Austin, i Austin pożąda Cecily, okazało się, że jakoś te relacje mogą przybierać dużo milszy obrót - i gdy już weszła całkiem spora ilość scen erotycznych, to nagle wyszło, że Cecily zasługuje nawet na nowe, puchate ręczniki...

I jak Cecily polubiłam od razu - jej postać, nawet pod kątem psychologicznym jest świetnie zarysowana, tak do Austina długo dłużej musiałam się przekonywać, by uwierzyć w szczerość jego intencji i tego, że i on nie skrzywdzi naszej głównej bohaterki. Nie, żeby był przemocowym dupkiem, jak mąż, od którego w końcu odeszła, ale czasami zachowywał się jak taki zwykły samiec alfa, który musi rządzić i nie da sobie nic przetłumaczyć.

Ostatecznie "Teraz i na zawsze. Ranczo Wellsów. Tom 1" odbieram na poziomie pięciu i pół gwiazdek na dziesięć możliwych - czyli taki przeciętniak, który ma ogromną szansę się rozwinąć w kolejnych tomach (o innych bohaterach) - a dostałam już informację od zaczytanych znajomych, że kontynuacja jest dużo lepsza, ale że jednak trzeba zacząć czytać ten cykl od samego początku, żeby wiedzieć "co, gdzie, jak i dlaczego".

Czy żałuję tego, że przeczytałam "Teraz i na zawsze. Ranczo Wellsów. Tom 1"? Nie, zdecydowanie nie. Mam wrażenie, że ta pozycja otworzyła mi oczy na to, jak naprawdę wygląda życie ranczera i kowbojów - a sprawia to, że teraz będę miała rygorystyczne warunki co do tego w innych książkach, tym bardziej w romansach, gdzie zwykle jest to bardzo przesłodzone: i okazuje się, że przecież tak być nie powinno!

Poczekajcie na recenzję drugiego tomu - wrócę z nim do Was na dniach - i wtedy pozwólcie sobie podjąć decyzję, czy warto się bardziej zagłębić w tę serię, czy jednak totalnie nie jest to coś dla Was. 

1 komentarz: