Autor: Jessie Mihalik
Tytuł: Srebro i krew
Wydawnictwo: Jaguar [współpraca reklamowa]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 480
Narracja: pierwszoosobowa
Gatunek: romantasy
Ocena: 4,5/10
Opis:
Coś czai się w lesie…
Riela wchodzi tam niechętnie, ale nie ma wyboru. Jako jedyna magini musi zabić bestię terroryzującą wioskę. Problem w tym, że bestii jest więcej…
Gdy sytuacja wymyka się spod kontroli, Riela jest przekonana, że jej koniec jest bliski. Jednak wtedy pojawia się niebezpiecznie pociągający mężczyzna władający księżycową magią – ratuje ją i zabiera do swojego zamku.
Garrick nie jest zwykłym magiem. To wygnany władca, którego moc gaśnie…
W zamku pełnym tajemnic, otoczonym zdradliwym lasem, między dwojgiem magów pojawia się iskra pożądania – a potem coś więcej. Im bardziej odkrywają magię Rieli, tym wyraźniejsze staje się jedno: to ona może ocalić królestwo Garricka.
Albo je ostatecznie zniszczyć.
Recenzja:
Ostatnio często przy książkach mam mieszane uczucia - a już tym bardziej przy takich, gdzie dopiero później, gdy już sama szukam, dowiaduję się, że w sumie to nie jest takie otwarte zakończenie, tylko faktycznie ma być kontynuacja, bo zapowiadają, że pod koniec tego roku ma się ukazać tom drugi za granicą. Czy jednak w pełni oznacza to, że sięgnę po kontynuację? Niestety nie jestem tego taka pewna, bo mam wrażenie, że mogłabym poświęcić ten czas na zapoznawanie się z innymi tytułami...
Riela ma jakąś magię - ale ona totalnie nie wie, jak jej używać. Mimo wszystko mieszkańcy jej wioski wypychają ją do lasu, by pokonała jakieś potwory, chociaż nikt normalny nie powinien zapuszczać się sam w te rejony - a mimo to podobno potwory stanowiły zagrożenie dla mężczyzn z wioski. Tyle, że Riela dosyć szybko uświadomiła sobie, że w sumie jej szanse na wygranie jakiejkolwiek potyczki są wręcz na poziomie minusowym i praktycznie nie ma szans, żeby przeżyła w lesie.
Tyle, że ktoś otacza ją opieką. Garrick - bo tak ma na imię - jest tajemniczym nieznajomym, ale włada potężną magię - w końcu jest wygnanym władcą. I chociaż pewne klątwy, bo chyba tak to można nazwać, trzymają go z dala od swojego dworu, to i tak jest on osobą bardzo silną i posiadającą dużą wiedzę. Szczególnie o tym, co się dzieje wokół. Garrick dosyć sprawnie odkrywa też, jaka jest natura magii jego nowopoznanej towarzyszki - i że jego największy wróg będzie sobie bardzo na nią ostrzył pazury...
"Srebro i krew" jakoś przede wszystkim nie pozwoliło mi łatwo wkręcić się w klimat czytanej historii. Miałam wrażenie, że jest to napisane trochę zbyt topornie - a chociaż dialogów jest zwykle multum, jakoś brakuje w tym wszystkim budowania napięcia, rozwinięcia i lepszego opisu uczuć oraz emocji. Ba, czasami odnosiłam wrażenie, że nauka materializowania jedzenia w zamku była szerzej opisana niż pewne sceny walk - i to sprawiało, że w ogóle odnosiłam wrażenie, jakby proporcje dynamiki fabuły były mocno zachwiane.
Jessie Mihalik miała całkiem ciekawy pomysł - tyle, że według mnie nie do końca jej wyszło wykonanie. Nie na tyle, żeby ta książka była tragiczna, ale na tyle coś mi w "Srebro i krew" zgrzytało, że uznaję tę powieść za przeciętną - tylko i aż, bo długo zastanawiałam się, jaką ostatecznie dać jej notę. Mimo wszystko stwierdziłam, że w porównaniu do innych historii, które ostatnio czytałam, ta opowieść zasługuje na notę czterech i pół gwiazdki na dziesięć.
Rozumiem, że jakoś uniwersum musiało zostać nakreślone, ale naprawdę nie jestem w stanie spokojnie patrzeć na to, jak tak fajny pomysł na przygodę mógł obrać taki kierunek - i do teraz nie jestem w stanie na to odpowiedzieć. Zakończenie to już w ogóle było pomieszanie z poplątaniem, bo wydarzeń było multum, a praktycznie żadne z nich nie było bardziej rozwinięte - były tylko przeskoki między jednym wątkiem a drugim. Rozumiem, że miało to sprawić, że tempo akcji podskoczy na taki poziom, że czytelnik będzie domagał się wręcz tego, by dowiedzieć się, co się tam dalej podziało, ale uwierzcie mi - tak jak wspomniałam na początku - nie wiem czy należę do tego grona, zadecyduję chyba w momencie, jak wyjdzie polskie tłumaczenie drugiej części.
Najlepsza z tego wszystkiego była chyba kreacja bohaterów - chociaż bohaterka potrafiła ciut za bardzo zirytować swoim zachowaniem, ale mimo wszystko stawiałabym jednak na to, że pod kątem warsztatu literackiego Jessie Mihalik, był to najsolidniejszy punkt. Przynajmniej postacie nie powiewały jak chorągiewki na wietrze...
Podsumowując: piękne wydanie i rozczarowujące wnętrze. Mimo wszystko to tylko moja subiektywna opinia i mam świadomość, że wielu czytelników oceniło tę pozycję znacznie wyżej. Pokreślę tylko, że jest to powieść skierowana do osób powyżej osiemnastego roku życia - i pozwolę Wam samym zadecydować, czy macie ochotę przeczytać "Srebro i krew", czy raczej nie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz