Autor: Cecy Robson
Tytuł: Bloodguard. Tom 1
Wydawnictwo: StoryLight [wspópraca reklamowa]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 638
Narracja: pierwszoosobowa
Gatunek: romantasy
Ocena: 6/10
Opis:
WKROCZ NA ARENĘ. CHWYĆ DWIE BRONIE. TERAZ POSTARAJ SIĘ PRZEŻYĆ.
Sto lat. Dziesiątki tysięcy gladiatorów. A dziś tylko jeden sięgnie po chwałę…
Okazuje się, że królestwo Arrow stoi kłamstwem.
Leith z Grey był przekonany, że kiedy przybędzie do tej krainy i dobrowolnie stanie do walki na arenie gladiatorów, mierząc się z innymi w brutalnych, krwawych turniejach, zdobędzie dość złota, by ocalić umierającą siostrę. Wydawało mu się, że nie ma już nic do stracenia.
Mylił się. Odebrano mu wszystko. Nadzieję. Wolność. Człowieczeństwo.
Leithowi pozostało ciało naznaczone bliznami po niezliczonych walkach, napędzane gniewem i zahartowane przez lata nieustannych zmagań, by przeżyć kolejny dzień.
Pewnego razu spotyka Maeve, elfią księżniczkę, uosobienie wszystkiego, czym on gardzi. Wszystkiego, czego powinien nienawidzić. Ona tymczasem może dać mu tę jedyną rzecz, której potrzebuje najbardziej: szansę na zdobycie upragnionego tytułu Strażnika Krwi i wolność.
Ale w królestwie zbudowanym na sekretach i kłamstwach nadzieja ma wysoką cenę.
Podobnie jak jego zemsta…
Recenzja:
Jak się człowiek dowie, że to dopiero pierwszy tom serii (chociaż od dwóch lat nawet za granicą nie ma kontynuacji), to jakoś trochę inaczej patrzy na to zakończenie, które w żaden sposób mnie nie zadowoliło, tylko właśnie było takim ukróceniem pewnych wątków - dającym nadzieję, ale jednocześnie wygląda to trochę tak, jakby autorka chciała już skończyć pisać tę historię (przynajmniej w moim odczuciu, bo wszystko dzieje się później w taki sposób, jakby ślub i uwolnienie miały wprowadzić na świecie spokój i ład - ale jak będą wyglądać rządy, to już nie musimy wiedzieć).
Także miło wiedzieć, że podobno jest to seria - ale nie mam pewności, czy kontynuacja w ogóle zostanie wydana, ani tym bardziej kiedy, bo jakoś nie umiem dotrzeć do tych informacji. I czy jak będzie kontynuacja, to czy właśnie będzie się opierać na tym, jak Maeve będzie władać królestwem i wprowadzać pewne zmiany, czy jeszcze całkiem coś innego? Tyle pytań, tyle niewiadomych, a tak mało odpowiedzi...
Historia "Bloodguard. Tom 1" skupia się na Leithcie, który jest gladiatorem, wojownikiem - jakkolwiek go nie nazwiemy - i który musi stoczyć (i wygrać) w odpowiedniej ilości walk, by zdobyć tytuł Bloodguard - bo pozwoli mu to na posiadanie odpowiedniego majątku, a dzięki temu mógłby wesprzeć swoją rodzinę, której od bardzo dawna nie widział, bo żeby walczyć - musiał wyjechać do królestwa Arrow. Niemniej jednak Leith ma nadzieję, że rzeczy, które wysyła rodzinie, jakoś poprawiają jej funkcjonowanie tam, na rodzinnej ziemi, a obecnie mężczyźnie zostało już bardzo niewiele, by osiągnąć sukces... Nie, żeby regent i jego syn bardzo chcieli, żeby on zwyciężył: i można powiedzieć, że Leith naprawdę mierzy się z samymi czeluściami piekieł...
Maeve jest natomiast wnuczką królowej, ale z racji wieku nie jest jeszcze władczynią - niebawem ma dwudzieste pierwsze urodziny i gdy weźmie ślub, będzie w stanie odebrać władzę regentowi i jego synowi. Niemniej jednak widzi, że w kwestii władzy nie traktują jej do końca poważnie, a regent najchętniej widziałby Maevę jako żonę swojego potomka, który jest bardzo brutalny i okrutny. W ogóle można powiedzieć, że Maeve chciałaby inaczej władać Arrow - szczególnie, że pobliskie krainy od dłuższego czasu mierzą się z katastrofami, głodem, biedą... Arrow jakoś się trzyma, między innymi dzięki walkom na śmierć i życie, ale nasza główna bohaterka ma dobre serce i chciałaby wprowadzić zmiany, które wszystkim miałyby pomóc. Tylko czy będzie w stanie?
Pewnego dnia Maeve do głowy wpada, że gdyby Leith stał się Bloodguardem, to mogłaby wziąć z nim ślub, unikając dzięki temu małżeństwa z synem regenta - bo nikt ze szlachetnych rodów nie oświadczy się naszej bohaterce, gdyż zbyt bardzo baliby się konsekwencji z tym związanych: lub odwrotnie, to oni chcieliby rządzić i odsunąć Maeve na boczny tor... Tylko czy ten plan byłby w stanie się powieść, skoro Leitha czekają coraz trudniejsze zadania, coraz gorsi przeciwnicy, a on sam nie jest już w najlepszej fizycznie kondycji?
"Bloodguard. Tom 1" ma dużo opisów walk - często krwawych, ze sporą ilością szczegółów - i jakby rozumiem, że jest to kwintesencja naszego głównego bohatera: bo ma walczyć i zwyciężać (i pewnie bardzo bym narzekała, gdyby pojawiały się tylko krótkie wzmianki o pojedynkach i informacja, że jakoś to przetrwał), ale mam czasem wrażenie, że na arenie skupia się większość akcji - i że gdyby to nawet o połowę obciąć, to powieść straciłaby tylko trochę na objętości, ale nie na sensie i nie w kwestiach emocji, które wzbudza...
Dodajmy do tego, że fabuła raczej zbyt skomplikowana nie była - dało się przewidzieć mniej więcej jak się to wszystko potoczy, przynajmniej w takich ogólnikach. Myślę, że pojawienie się jednej informacji miało być większym plot twistem, ale jakoś tak tego nie odbierałam - więc powiązane z tym wszystkim zakończenie właśnie było taką nadzieją na lepsze jutro dla królestw, ale niekoniecznie jakoś spektakularnie podkreśliło to relację między Leithem a Maeve. Oczekiwałam może czegoś innego: chociaż od samego początku między tymi postaciami było gorąco, padały też różne deklaracje - to moja dusza romantyczki by jeszcze coś z tego chciała wycisnąć, skoro podkreślają, że to romantasy.
Nie jest to zła książka - ale nie jest też najlepszą, jaką czytałam w ostatnim czasie. Dosłownie czasem trudno wczytywać się w te wszystkie szczegóły walk i morderstw, a sceny erotyczne są w porządku (ale zajmują łącznie dużo mniej niż jakakolwiek scena walki). Jeśli lubicie takie klimaty, to wydaje mi się, że jak sięgniecie po "Bloodguard. Tom 1" to będziecie się dobrze bawić, ale ja jednak liczyłam w tym wszystkim na chociażby trochę lżejsze opisy, które pozwoliłyby mi gładko mknąć przez tę fabułę.
Także najlepiej sami zdecydujcie czy macie ochotę przeczytać. Myślę, że jednak bardziej jest to dla fanów fantastyki (szczególnie opartej o szczegółowe opisy potyczek, ze sporą ilością stron książki i bardziej podniosłym, nie do końca codziennym stylem pisania), a nie dla osób, które szukają czegoś innego jednak.
Gdyby była kontynuacja - przeczytałabym. Tak to może podsumuję ze swojej strony. Wciągnęło na tyle, bym chciała wiedzieć, co tam Cecy Robson mogłaby jeszcze wymyślić...

Opis na tyle mnie zaciekawił, że już czeka na półce
OdpowiedzUsuń