Autor: Elle Kennedy
Tytuł: Rok w Londynie
Wydawnictwo: Zysk i S-ka [współpraca reklamowa]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 520
Narracja: pierwszoosobowa
Gatunek: romans w stylu young adult
Ocena: 6/10
Opis:
W Londynie wreszcie miała zacząć żyć po swojemu. Zakochanie się – i to razy dwa! - nigdy nie było częścią tego planu
Kiedy dziewiętnastoletnia Abbey Bly dostaje szansę, by przez rok studiować w Londynie, widzi w tym idealną okazję, by wyrwać się spod skrzydeł nadopiekuńczego ojca – byłej gwiazdy rocka. Chce poczuć wolność, odnaleźć siebie, ale najpierw musi poznać współlokatorki. Jakie jest jej zdziwienie, gdy okazuje się, że w nowym, londyńskim mieszkaniu zamiast dziewczyn mieszkają chłopacy. Uroczy, zabawni, atrakcyjni – i poza zasięgiem, bo w domu obowiązuje zakaz romansów między współlokatorami.
Abbey nigdy nie uważała się za osobę łamiącą zasady. A jednak wkrótce zaczyna okłamywać ojca i zakochuje się nie w jednym, lecz w dwóch mężczyznach. Jak by tego było mało, badania, które prowadzi na studiach, naprowadzają ją na trop głęboko skrywanego skandalu związanego z pewną arystokratyczną rodziną.
Abbey już wkrótce będzie musiała zdecydować, które zasady – i które serca – warto złamać.
Rok w Londynie to nowa powieść Elle Kennedy, kanadyjskiej autorki bestsellerów, która na swoim koncie ma ponad czterdzieści tytułów, w tym m.in. serie „Off Campus” (Układ, Błąd, Podbój, Cel, Dziedzictwo) czy „Briar U” (Pościg, Ryzyko, Rozgrywka, Wyzwanie).
Recenzja:
Nie będę chyba umniejszać Elle Kennedy jak powiem, że jej książki zrewolucjonizowały w pewnym momencie rynek wydawniczy - i mam wrażenie, że od lat jest ona królową romansów hokejowych. Jej warsztat pisarski stoi na najwyższym możliwym poziomie - i widać to także w książce, którą dziś recenzuje, ale... "Rok w Londynie" według mnie okazał się najsłabszym z tytułów od tej pisarki, które miałam okazję czytać (a czytałam wszystko, co zostało w Polsce wydane). Nie jest to oczywiście kwestia tego, że nie ma w historii Abbey hokeja - raczej jestem w stanie przyczepić się do kilku innych rzeczy: i zaraz szerzej Wam o tym opowiem.
Nie wiem jednak, czy zwróciliście uwagę, że najsłabiej oceniana przeze mnie książka Elle Kennedy dostaje notę sześć na dziesięć - czyli okazuje się, że definitywnie nie jest to zła pozycja, tylko raczej jest to jedna z tych powieści, które się czyta - i o których się dosyć szybko zapomina. Porównując do serii Off Campus, którą kocham od lat - bo pamiętam, jak "Układ" brałam wtedy pod patronat i piszczałam z radości, że coś takiego się w Polsce ukaże... No cóż, zostawię już może porównania w spokoju i przejdę sobie powoli do "Rok w Londynie".
Abbey ma dziewiętnaście lat, sławnego ojca (który teraz na muzycznej emeryturze robi wszystko, by otoczyć swoją córkę kokonem ochronnym) i plan, by wyjechać na jeden rok do Londynu, by studiować tam kierunek, którym zajmuje się także w Ameryce: historię Europy. Planem dziewczyny jest odkrycie samej siebie i przeżywanie swoich własnych historii, a nie tylko tych, które opowiada jej ojciec. Tyle, że już tuż po przylocie okazuje się, że Jamie, Jax i Jackie, to nie są damskie imiona, tylko męskie - i że chociaż Abbey umawiała wynajem mieszkania, a najemcy są prześwietleni tam z każdej strony, to założyła, że tylko dziewczyny będą szukać innej dziewczyny do swojej paczki...
Nasza główna bohaterka już wie, że gdyby o wpadce mieszkaniowej dowiedział się jej ojciec, Abbey od razu musiałaby wrócić do domu, więc wciska ojcu kit, że wszystko jest w porządku i że jej współlokatorki są super - ale tak naprawdę wie, że i tak nie chciałaby mieszkać nigdzie indziej, bo szybko nawiązała kontakt z nowymi znajomymi: Jaxem, który jest przeuroczym gejem; Jamiem, który jest członkiem arystokratycznej rodziny i Jackiem, który ogromnie się jej podoba... Tyle, że w mieszkaniu panuje tylko jedna zasada: zakaz romansowania między współlokatorami.
Nic więc dziwnego, że kiedy Abbey zaczyna się jeszcze podobać Nate - basista, który przy okazji jest chłopakiem najlepszej przyjaciółki siostry Jaxa, to nasza główna bohaterka jest totalnie rozbita. Nie zamierza oczywiście podrywać zajętego chłopaka, ale Nate w sumie sam kilka razy proponuje jej podwózkę w celach badawczych - bo Abbey prowadzi projekt dotyczący rozwikłania jednej z historycznych zagadek, na bazie obrazu, który znalazła na wyprzedaży garażowej...
Mamy trójkąt miłosny - później sprawy się trochę bardziej zagęszczają, żebyście mieli tego świadomość. Mnie mega przeszkadzało to, że ona spotyka się z dwójką facetów na raz - i chociaż oni o sobie wiedzieli, bo nie były to relacje na wyłączność - to jednak zabrakło mi takiego budowania chemii, z której Elle Kennedy słynie. Przez to wszystko zakończenie, w którym Abbey w końcu się decyduje z kim chce być, wydaje się takie trochę zbyt szybkie, na siłę, nie rozciągnięte odpowiednio w taki sposób, by czytelnik mógł mieć takie uczucie, że to faktycznie zwyciężyła prawdziwa miłość.
Najlepszą częścią "Rok w Londynie" jest rozwiązywanie tej zagadki sprzed lat - i zajmuje to chyba nawet jeszcze więcej stron niż jakieś intymne sceny. Nasza główna postać ciągle przesiaduje w bibliotece, ciągle czyta jakieś dokumenty i w ogóle jest bardzo związana z tym, żeby dowiedzieć się, jak się to potoczyło - i czy dziewczyna z obrazu miała swój happy end.
"Rok w Londynie" jest więc pozycją, która udowadnia, że Elle Kennedy potrafi pisać książki w innym klimacie - ale gdyby skupiła się na przykład tylko na romansowaniu z zakazanym współlokatorem, dużo bardziej by mnie to wszystko kręciło, bo nie miałabym takiego zamieszania w głowie związanego z tym, że ostatecznie do samego końca naprawdę nie mam pojęcia, w którą stronę popchną ją jej uczucia - czy wybierze stabilność... czy raczej przygodę?
Myślę sobie, że fani autorki definitywnie powinni przeczytać, ale mając przy okazji na uwadze, że jest to coś zupełnie innego i poznaje się trochę inne wydanie Elle Kennedy. Uważam, że ja przy czytaniu dobrze się bawiłam - chociaż jak wspomniałam już dużo wcześniej, wychodzę z założenia, że o "Rok w Londynie" szybko zapomnę, bo nie jest to jedna z tych historii, które długo skłaniałyby do mnie do myślenia.
Podsumowując: jeśli tylko macie ochotę, czytajcie śmiało!

Teraz zaczęłam się tego bać 🤣🤣🤣. Kiedys juz czytalam książkę Elle ktora byla słaba wiec jak z tym bedzie podobnie to lipa😅. Ma wrażenie, że najlepiej jej wychodzą hokejówki z resztą jakoś się gubi i nie potrzebnie komplikuje
OdpowiedzUsuń