Autor: Sarah McLean
Tytuł: Letnie sztormy
Wydawnictwo: Czwarta Strona [współpraca reklamowa]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 503
Narracja: trzecioosobowa
Gatunek: literatura obyczajowa
Ocena: 5/10
Opis:
Bogactwo, sekrety i rodzinne rozgrywki
Alice Storm nie jest taka jak jej rodzeństwo. Podczas gdy reszta walczyła o aprobatę rodziców, ich uwagę i niewyobrażalne miliardy, ona odeszła, budując własne życie poza wpływami rodziny. Nic nie mogłoby skłonić jej do powrotu – oprócz nagłej śmierci ojca. Teraz, gdy wróciła na prywatną wyspę rodziny u wybrzeży Rhode Island, planuje nie rzucać się w oczy, oddać ojcu ostatni hołd i wyjechać zaraz po pogrzebie.
Niestety jej ekscentryczny i manipulujący ojciec miał wobec rodziny inne plany. Pozostawił bliskim ostatnie wyzwanie – grę o spadek, która wywróci ich świat do góry nogami. Zasady są proste: muszą spędzić tydzień na wyspie, wykonać przydzielone zadania i odebrać należną część majątku.
Dla Alice tydzień w rodzinnym domu nie będzie jednak łatwy. Każdy zakątek rozległej posiadłości tętni chaosem: starsza siostra ukrywa romans, brat wciąż epatuje nieznośną arogancją, młodsza siostra wzbudza w Alice poczucie winy, a matka nieustannie ocenia swoje dorosłe dzieci chłodnym spojrzeniem. Nad wszystkim czuwa Jack Dean – intrygujący i zdecydowanie zbyt przystojny powiernik jej ojca. Cudem będzie, jeśli Alice uda się przetrwać ten tydzień bez szwanku.
Letnie sztormy to poruszająca powieść o rodzinie, żałobie i cenie, jaką płaci się za wolność.
Recenzja:
Powiem Wam, że to ostatnia książka, jaką miałam okazję przeczytać w sierpniu - a także w trakcie mojego urlopu - i przyznam szczerze, że mam mieszane uczucia. Zaraz postaram się Wam szczerzej o tym opowiedzieć, bo wychodzę z założenia, że powinniście znać moje odczucia (jeśli już tu trafiliście) zanim podejmiecie decyzję o tym, czy macie ochotę zapoznać się z tym tytułem.
"Letnie sztormy" to tytuł, w którym:
1) Mamy rodzinne dramy niczym w "Modzie na sukces" - właściwie z dnia na dzień umiera bardzo bogaty i wpływowy człowiek, a akcja skupia się na jego rodzinie, która dosłownie walczy, by wyrwać dla siebie kawałek spadku. Chociaż żadnych pieniędzy nie chce Alice, jedyna osoba, która wyrwała się z dyktanda ojca i żyła po swojemu - jej rola jest kluczowa, aby inni dostali "swój przydział".
Emocjonalnie dzieje się tu więc bardzo wiele - ale nie ma żadnych sensownych plot twistów, które by sprawiły, że zaniemówię (lub takich, których nie byłam w stanie przewidzieć). Pewne rzeczy po prostu obstawiałam, a patrząc na to, że ostatnie lata Alice była wręcz odcięta od rodziny, to i tak mam wrażenie, że jej rys psychologiczny nie był tak pogłębiony jak mógł być, żeby się jeszcze bardziej dało odczuć kwestie chociażby realizacji zadań pozostawionych przez ojca.
2) Ojciec zostawił zadania dla swoich dzieci, aby mogły one zdobyć spadek - i już po pierwszych stronach osoba, która jest wyznaczona do nadzorowania realizacji zadań, ma kontakt fizyczny z główną bohaterką. Oczywiście utrzymują to w sekrecie, jest wiele wzlotów i upadków - natomiast ten wątek całkowicie do mnie nie przemawiał, szczególnie w momencie, w którym na jaw zaczęły wychodzić pewne skrywane tajemnice i działania z przeszłości, w których pomocnik zmarłego maczał ręce...
Rozczarował mnie ten wątek miłosny - co tu dużo mówić.
3) Właściwie cała akcja skupia się na zdobyciu spadku, ale mamy tu dłuższe opisy związane z podróżowaniem niż sceny związane ze szczerą rozmową między rodzeństwem, czy między dziećmi a matką. Ja wiem, że to literatura obyczajowa, ale tym bardziej powinien być nacisk kładziony na relacje...
I właśnie relacje przyjacielskie, które zostały pokazane między Alice a jej dwoma przyjaciółkami, według mnie stanowił solidny plus w "Letnie sztormy". Powiem szczerze, że tutaj wsparcie było dobrze zobrazowane i podobał mi się kierunek, w którym to wszystko szło.
4) Książka jest ładnie wydana - szczególnie ma ładną okładkę i taki trochę wakacyjny vibe. Mimo wszystko w "Letnie sztormy" nie ma wakacji (raczej kilkudniowy pobyt na prywatnej wyspie, ale w niezbyt przyjemnych celach) - a samo słowo "sztormy" wzięło się od nazwiska bohaterów (Storm). Więc doceniam grę słów, ale myślę sobie, że w oryginale też musiało to całkiem fajnie brzmieć.
5) Całość "Letnie sztormy" jest napisana na tyle w porządku, że można się bez problemu z całością tekstu zapoznać - bo ani jakoś bardzo nie nudzi, ani nie urywa czterech liter z zachwytu. Ot, fajne czytadełko do tego, żeby miło spędzić czas i się trochę zrelaksować.
Jeśli chcecie wiedzieć, co ludzie są w stanie zrobić dla spadku i jak mogą wyglądać problemy bogatych rodzin, to polecam Wam zapoznać się z książką, którą właśnie dla Was recenzuję. Nie ukrywam, że to taki przeciętniaczek, o którym się później nie rozpamiętuje i jakoś bardzo tekstu także nie analizowałam po lekturze - ale uważam, że jest to pozycja, które znajdzie swoich odbiorców: i to takich, którym się spodoba bardziej niż mnie.
Podsumowując: decydujcie sami czy macie ochotę poznać!

Ciekawa opinia. Ładna okladka. Przyciąga wzrok. Ale nie mam jej w planach.
OdpowiedzUsuńBardzo rzadko sięgam po książki zagranicznych autorów ale po twojej recenzji chętnie sięgnę
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam już i muszę przyznać, że mi się podobała, ale... zawsze jakieś ale musi być. Czasami jest niepotrzebnie rozwleczona.
OdpowiedzUsuńZapusuję na liście do przeczytania
OdpowiedzUsuń