czwartek, 29 października 2026

Ivy Fairbanks - "Czułe struny"

Autor: Ivy Fairbanks

Tytuł: Czułe struny

Wydawnictwo: Albatros [współpraca reklamowa]

Data wydania: 2026

Ilość stron: 368

Narracja: pierwszoosobowa

Gatunek: romans

Ocena: 5/10


Opis:

ONA NIE WIERZY W DRUGIE SZANSE. ALE ON JESZCZE NIE SKOŃCZYŁ PISAĆ ICH WSPÓLNEJ PIOSENKI.

Cielo „Lo” Valdez nie zamierza dwa razy wchodzić do tej samej rzeki. Udało jej się wymknąć ze śmiertelnych objęć choroby, a to nauczyło ją, że życie jest zbyt krótkie, by tracić czas na kogoś, kto cię skrzywdził. Aidan O’Toole jest jednak zdeterminowany, by udowodnić jej, że powinni spędzić życie razem.

Kiedy Cielo, twarda jak skała Teksanka, przeprowadziła się do Galway, by studiować medycynę, nie szukała miłości. Ale Aidan, przystojny, wytatuowany prawnik i utalentowany muzyk, bez większego trudu przedarł się przez mur, który wokół siebie wzniosła. Zakochali się w sobie błyskawicznie i namiętnie.

Pomimo uczucia, które ich połączyło, Aidan nie wahał się, gdy zaproponowano mu przeprowadzkę do Londynu i nagranie płyty – skorzystał z życiowej szansy, łamiąc serce Lo. Jednak ponad dwa lata później, po wydaniu przebojowego albumu, każda piosenka, którą Aidan pisze, wciąż opowiada o miłości, której pozwolił odejść. I za każdym razem, gdy Lo słyszy w radiu jego głos, czuje, jakby strzała przeszywała jej duszę na wskroś.

W ten weekend ich drogi skrzyżują się ponownie – w malowniczym zamku w Irlandii, gdzie odbędzie się ślub ich przyjaciół.

Czy niektóre błędy warto wybaczyć?

Czy Aidan zdoła przekonać Lo, że ich wspólna piosenka wciąż rozbrzmiewa wyraźnie i głośno?

PORYWAJĄCY ROMANS AUTORKI BESTSELLERA „TWOJA AŻ PO GRÓB”.


Recenzja:

Ta książka mnie totalnie nie porwała. Ot, fajne czytadełko, które nie zostanie przy mnie na dłużej - bo jeden dzień po przeczytaniu (skończyłam czytać wczoraj) nie pamiętam już, jak nazywało się miasteczko, w którym rozgrywa się akcja. Niby nie jest to ważne, ale w niektórych książkach jakoś takie szczegóły mi zostają w myślach - a tu ewidentnie widać, że "Czułe struny" były dla mnie takim przeciętniakiem, że mój umysł woli się skupiać na innych rzeczach.

Jo i Aidan byli ze sobą przez jakiś czas, ale w sumie on miał opcję rozpocząć karierę muzyka, ona się jakoś odsunęła, za bardzo o to nie powalczyli. Tyle, że teraz on ciągle śpiewa piosenki o ich wielkiej miłości i tym podobne, a ona stara się unikać wszelkich informacji o swoim byłym, więc nawet go zablokowała na Spotify, żeby algorytm nie podpowiadał jej jego piosenek. Niby nic wielkiego się między nimi nie stało - chociaż naprawdę mieli złamane serca - ale zbliżający się ślub ich najlepszych przyjaciół szczególnie dla Jo stanowi duży problem: ona po prostu nie chce widzieć Aidana, ale wie, że dla szczęścia Lark i jej wybranka zrobi wszystko. Nawet przetrwa weekend w zamku, w którym ma się odbyć wesele.

Tyle, że Jo i Aidan nie spotykają się po raz pierwszy na weselu - a raczej chwilę przed, a dosyć szybko okazuje się, że stara miłość nie rdzewieje, bo ciągle mnóstwo o sobie wiedzą i potrafią dawać sobie wsparcie w sytuacjach, które są dla nich trudne.

Nie do końca wiedziałam w "Czułe struny" czemu Jo i Aidan tak naprawdę się rozstali, tak jak i nie wiedziałam, co było ostatecznie powodem, dla którego znowu się zeszli. W sumie nie wydarzyło się nic szczególnego, raptem z jedna bardziej sensowna rozmowa, a wydaje mi się, że Jo w ogóle powinna trafić na jakąś terapię, żeby nauczyć się komunikować swoje potrzeby i żeby zaleczyć rany z przeszłości, bo po tym, jak przeszła dosyć agresywny nowotwór, to do dzisiaj ciągle żyje widmem cierpienia, porzucenia i niepewności w kwestii tego, że bliscy jej nie zostawią.

Ogólnie od samego początku widać, że "Czułe struny" mkną w kierunku happy endu. Na tyle to wszystko leci, że nawet gdy Ivy Fairbanks tworzy pewną sytuację związaną z napięciem i czytelnik zastanawia się nad tym, czy zaraz trupy nie wypadną z szafy, to zostaje to dosłownie diametralnie ucięte, bo bohaterowie są już razem, więc po co to dłużej ciągnąć. Dosłownie odniosłam wrażenie, jakby ten wątek się pojawił, żeby wzbudzić ciekawość, a jak już zaczął płonąć ogień fajnego motywu, który można było dużo lepiej pociągnąć i zakończyć, to był on zgaszony praktycznie na jednej, może dwóch stronach.

Dużym plusem kwestia scen erotycznych - nie ma ich jakoś dużo, nie są jakieś rozwleczone i tak dalej, ale oddawanie kontroli i wiązanie wstążkami to myślę, że taki koncept wielu się spodoba, bo się to dobrze czyta.

"Czułe struny" to więc takie czytadełko - nic szczególnego, no ale to też nie tak, że tę książkę jestem w stanie nazwać złą czy najgorszą w tym miesiącu. Ot, nic szczególnego i odkrywczego pod kątem romansu. Kilka intrygujących motywów, które można było lepiej pociągnąć i rozwinąć, ale jakoś to autorce nie wyszło: miała na to inny koncept.

Podsumowując: zadecydujcie sami czy macie ochotę przeczytać. Nie będę ani polecać, ani odradzać! Po mojej recenzji macie mniej więcej przegląd plusów i minusów, starałam się za bardzo nie spojlerować, ale no, nie ma tu też zbyt wielu zaskakujących sytuacji - więc mniej więcej idzie to jednotorowo. Jak lubicie takie historie, które są lekko i przyjemnie napisane, to pewnie się Wam spodoba - ale jak szukacie czegoś bardziej wymagającego, to możecie czuć się rozczarowani lub sfrustrowani. 

4 komentarze:

  1. Chętnie przeczytam I się przekonam

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzeba będzie samemu sięgnąć i przekonać się

    OdpowiedzUsuń
  3. Dalej mam w planach tę książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Karolina Zawierucha29 października 2026 19:23

    Mam ochotę przeczytać

    OdpowiedzUsuń