Autor: Matt Haig
Tytuł: Ojciec Gwiazdka i ja
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 29 października 2018
Liczba stron: 304
Ocena: 9/10
Opis:
Dorastanie w Elfim Jarze, gdzie wszyscy mieszkańcy są zupełnie inni od ciebie, nie zawsze jest łatwe. Nawet jeśli twoimi przybranymi rodzicami są nowożeńcy, Ojciec Gwiazdka i Mary. Amelia doświadcza tego na co dzień.
Po pierwsze, elfia szkoła może się okazać trochę męcząca, kiedy każdego dnia śpiewa się świąteczne piosenki – nawet w lipcu – i kiedy nie zdaje się egzaminów z zabawek. Po drugie, może być bardzo, bardzo zimno.
Ale gdy zazdrosny Króliczek Wielkanocny i jego wojsko przeprowadzą atak, by zatrzymać Boże Narodzenie, tylko od Amelii, jej nowej rodziny i elfów będzie zależeć, czy uda się uratować święta Bożego Narodzenia. Zanim będzie za późno…
Recenzja:
Do Bożego Narodzenia jeszcze daleko, ale w księgarniach już można znaleźć książki o tematyce świątecznej. Zwykle taki pośpiech mnie (i zapewne nie tylko mnie) ogromnie irytuje, ale tym razem było zupełnie inaczej. Dlaczego? Na powieść Ojciec Gwiazdka i ja czekałam niecierpliwie cały rok, bowiem poprzednie części (Chłopiec zwany Gwiazdką oraz Dziewczynka, która uratowała Gwiazdkę) urzekły mnie nietuzinkowym humorem i mądrością. Nie mogłam również doczekać się kolejnej dawki wspaniałych ilustracji Chrisa Moulda, w których jestem zakochana! No i – jak możecie przekonać się z opisu – po prostu musiałam tę książkę przeczytać, aby… uratować święta!
Ojciec Gwiazdka i ja to kolejne spotkanie z Amelią Wishart oraz pozostałymi bohaterami. Dziewczynka próbuje dopasować się do nowego stylu życia, ale to wcale nie jest takie proste, gdy trafia się do elfiej szkoły, gdzie jest się – no cóż – dziwakiem i wielkoludem. Upierdliwą kwestią jest tutaj również śpiewanie świątecznych piosenek przez cały rok (mnie już do granic wytrzymałości doprowadza notorycznie puszczane Last Christmas w grudniu, więc nawet nie wyobrażacie sobie, jak jej współczułam). Powyższe jednak okazuje się niczym w porównaniu do tego, że w Elfim Jarze zaczyna dziać się źle. Bardzo źle. Ktoś rozprzestrzenia liczne kłamstwa i nieuchronnie nadciąga atak Króliczka Wielkanocnego – wraz z całym jego uszatym wojskiem! Czy święta zostaną uratowane?
Matt Haig po raz kolejny zaskoczył mnie niepoprawnie magiczną i urokliwą opowieścią w świątecznym klimacie. Choć jest to opowiastka dla młodych ludzi, dorośli bawią się przy niej równie dobrze. Miejscami historia jest głupiutka, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Akcja i narracja zaskakują na każdym kroku, budzą w czytelniku zarówno grozę, jak i wesołość. Porusza również problemy nastolatków w przystępny dla nich sposób. Opowieść ta ma po prostu wszystko to, co świąteczna książeczka mieć powinna – jest rozrywkowa, wzruszająca i doprowadza do łez… ze śmiechu! Nie można przejść tutaj również obojętnie obok postaci – nieprzeciętnej Amelii, która nie tylko walczy o święta, ale również poszukuje siebie samej oraz innych, mniej lub bardziej dziwacznych postaci – jak choćby wspomnianego Króliczka Wielkanocnego. Wspaniałe w tej książce jest to, że magiczne jest tutaj absolutnie wszystko – nie tylko mieszkańcy i przedmioty w Elfim Jarze, ale magiczna jest i pozorna zwyczajność. Bo – jak się okazuje, choć pewnie z wielu Was już o tym się przekonało – i w prawdziwym życiu nie brakuje magii.
Ojciec Gwiazdka i ja to przepięknie ilustrowana, wzruszająca, magiczna, pełna humoru i absurdów oraz akcji opowieść - nie tylko - dla dzieci i młodzieży (wiele smaczków zrozumie jedynie starszy czytelnik). Nie brakuje w niej morałów (m.in. na temat krzywdy jaką wyrządzają kłamstwa) oraz fragmentów, które sprawiają, że łzy same płyną po policzkach. Jestem przekonana, że ta książka oczaruje każdego. Polecam z całego serca. To znakomity pomysł na prezent na nadchodzące Mikołajki!
P.S. Pod obwolutą okładka jest zupełnie inna - czerwona z cudownym, złotym napisem. Wygląda po prostu... magicznie!


