sobota, 31 stycznia 2026

Liz Tomforde - "Play Along"

Autor: Liz Tomforde 

Tytuł: Play Along

Wydawnictwo: NieZwykłe [współpraca reklamowa z Woblink]

Data wydania: 2025

Ilość stron: 510

Narracja: pierwszoosobowa (dwie perspektywy)

Gatunek: romans

Ocena: 9/10


Opis:

Powieść nominowana do Goodreads Choice Award 2024 w kategorii: Ulubiony romans 
Kennedy Kay ma mgliste wspomnienia z tego, co zaszło podczas jej pobytu w Las Vegas. Niezaprzeczalnie została wtedy żoną. Okazało się, że jej nowy mąż to bejsbolista drużyny z Chicago, który uganiał się za nią bardzo długo. 
Świetnie. 

Niestety Kennedy nie może tak łatwo się z tego wywinąć, bo tak się składa, że Isaiah Rhodes może jej pomóc w realizacji planów zawodowych, a w zasadzie to w ich zmianie. Oboje pracują dla  Windy City Warriors, ale Kennedy ze względu na zachowanie przełożonego chce zmienić pracę. Lecz jeszcze nie teraz. 
Umawiają się, że utrzymają tę farsę przez jeden sezon. Mężczyzna wcale nie ma zamiaru zmarnować szansy, by pokazać Kennedy, że może być dla niej partnerem na stałe. 

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.   

 

Recenzja:

Kocham tę książkę, uwielbiam tę serię i szczerzę wierzę w to, że w sumie jest to jeden z lepszych cykli romansów, jakie miałam okazję w życiu czytać. Zaczynam wierzyć, że Liz Tomforde to jest jedna z tych cholernie utalentowanych autorek, które potrafią zaskoczyć na każdym kroku - bo chociaż nie spodziewałam się, że może być jeszcze lepiej, skoro poprzednie części były genialne, to jednak okazało się, że nieoczywiste zestawienie wątków sprawia, że od "Play Along" nie da się oderwać.

Już wiem, że pewnie w ciągu najbliższego miesiąca przeczytam najnowszy tom, piąty - który podobno jest przez wielu rozpatrywany jako najlepszy z całej serii. Już teraz wiem, że sięgnę po tę część także na Woblink, bo tam mam wszystkie poprzednie na półeczce. Jak i Wy macie ochotę poczytać serię Windy City w stylu "już, teraz", to też Was tam serdecznie odsyłam.

Przejdźmy jednak do tego, co dzieje się konkretnie w "Play Along". Mamy tutaj Isaiaha i Kennedy - dwójkę bohaterów, które znamy już z poprzedniego tomu. Ba, wiedzieliśmy nawet w ramach takiego smaczku, że ta para wzięła po pijaku szybki ślub w Las Vegas...

Przybliżając jednak bliżej historię tych postaci: Isaiah to jeden z najlepszych graczy chicagowskiej drużyny baseballowej, który poznaje Kennedy w momencie, w którym przez przypadek staje się świadkiem tego, jak seksistowsko zostaje ona potraktowana przez głównego lekarza drużyny: miała być jego prawą ręką, ale gdy odkrył, że jest ona kobietą, degraduje ją do roli rehabilitanta sportowego. Kennedy prosi Isaiaha, aby nie ujawniał jej prawdziwych kompetencji - a sama przez trzy lata robi wszystko, by udowodnić swoją wartość.

Mimo że Kennedy ma jedne z najlepszych kwalifikacji i doskonałe wykształcenie, szansa na to, żeby awansować i pracować na stanowisku, które odpowiada jej talentowi, ma pojawić się dopiero za kilka miesięcy. Tyle, że teraz ta szansa ma okazję w ogóle się nie pojawić - bo przez przypadek Kennedy pod wpływem impulsu (w ramach zemsty) bierze ślub z Isaiahem, z którym trochę za dużo wypiła podczas wizyty w Las Vegas...

Isaiah od lat kocha się w Kennedy, więc chce zrobić wszystko, aby dziewczyna nie straciła możliwości rozwoju i okazji do tego, aby spełnić swoje marzenia. W międzyczasie ma nadzieję, że Kennedy się także w nim zakocha i zmieni postrzeganie na jego temat: że nie jest playboyem, tylko kimś, kto zawsze marzył o tym, by być w poważnym związku...

"Play Along" zachwyca: i tym, jak to wszystko jest napisane - jak Liz Tomforde kreuje bohaterów, i jak opisuje emocje  oraz uczucia - ale także jakie pomysły zostały podjęte. Czytam naprawdę dużo - w styczniu wpadło już trzynaście tytułów - ale wiem, że "Play Along" mnie zachwyciło tak bardzo, że odnoszę wrażenie, że to jedna z lepszych powieści, jakie czytałam w życiu.

Trudno mi powiedzieć, dlaczego dokładnie warto dać szansę tej konkretnej pozycji. Ten tytuł wypada po prostu zacząć czytać - a szybko czytelnik się zakochuje w treści i już wie, jaką magię roztacza Liz Tomforde. Wyróżnia się także kwestia wątków: szczególnie kwestia nierozróżniania kolorów, brak umiejętności doceniania dotyku (bo w dzieciństwie nikt nie okazywał Kennedy miłości i uwagi) czy chociażby pozycja kobiety w męskiej drużynie sportowej.

Podsumowując: myślę, że nigdy o tej serii nie zapomnę - jest to jedna z tych serii, które totalnie kocham i będę je polecać: z ręką na sercu, podpisując się pod tym rękami i nogami. Oszalałam na punkcie Isaiaha - i definitywnie jest to jedna z tych postaci, która mogłaby śmiało zostać moim książkowym mężem (chociaż ustalmy: w ogóle bohaterowie w tej serii, a także damskie charaktery, są po prostu fenomenalnie dopracowane - i chce się o nich czytać).

KOCHAM!!!

Niebawem wracam z kolejną recenzją z tej serii - i trzymam kciuki, żeby było jeszcze więcej powieści od Liz Tomforde na polskim rynku wydawniczym. Ta kobieta zasługuje na szacunek, uznanie i same szczyty bestsellerów: także w naszym państwie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz