Autor: Autumn Woods
Tytuł: Nightshade
Wydawnictwo: Jaguar [współpraca reklamowa]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 384
Narracja: pierwszoosobowa (dwie perspektywy)
Gatunek: young adult
Ocena: 5/10
Opis:
On spaliłby dla niej cały świat... ale ona planuje najpierw zrównać jego świat z ziemią.
Ukryty w szkockich Highlands Uniwersytet Sorrowsong przyjmuje tylko dzieci elit. Ophelia Winters nie pasuje do tego świata, ale przyznane jej stypendium daje idealną okazję, by zbadać „przypadkową” śmierć swoich rodziców w pobliżu zamkowych murów.
Początek nie należy do łatwych – Ophelia natychmiast popada w konflikt z Alexem Corbeau-Greenem, synem jej głównego podejrzanego. Dla niej jest on tylko młodszą wersją swojego ojca miliardera – potworem skrytym pod piękną fasadą.
Jednak kiedy nieznany prześladowca zaczyna śledzić Ophelię, Alex niespodziewanie staje się jej sojusznikiem. A gdy ona zaczyna zakochiwać się w jego wrażliwym sercu, ukrytym pod twardą powłoką, pragnienie zemsty po raz pierwszy zaczyna słabnąć.
Recenzja:
Wczoraj skończyłam czytać tę książkę, ale musiałam się przespać trochę z myślami, żeby sobie odpowiednio to w głowie ułożyć, zanim wrócę do Was z recenzją. Noc minęła, więc wracam do Was z moją opinią na temat "Nightshade". Nie, żebym miała jakieś bardzo sensowne powody, dlaczego daję akurat pięć na dziesięć - po prostu ocenę podpowiada mi moja intuicja...
Niemniej jednak rozumiem, czemu spotykam się ze skrajnymi ocenami na temat tego tytułu. Ba, kilka osób powiedziało mi nawet, że to ich DNF - czyli, że odłożyli książkę bez chęci skończenia jej (zrezygnowali w trakcie czytania). Ja wiem, że szczególnie sposób pisania (według mnie jest za mało opisów wewnętrznych przeżyć, uczuć i emocji) i tempo akcji, które leci czasem jak szalone, na łeb, na szyję. Niemniej jednak plusem jest chociażby sam pomysł na fabułę i dodanie tych motywów w taki sposób, że są one całkiem sensownie zestawione.
Ophelia od czterech lat żyje w zawieszeniu. Jej rodzice umarli w wypadku helikoptera, który miał być standardowym lotem pracowniczym. Oboje pracowali dla Uniwersytetu Sorrowsong, więc gdy tylko dziewczyna ma opcję studiować tam psychologię za pełne stypendium, praktycznie po raz pierwszy wychodzi z domu od czasu katastrofy, by starać się drążyć i próbować odkryć prawdę.
Od samego początku ktoś wydaje się ją prześladować. Wysyła jej dziwne wiadomości na skrzynkę e-mail, włamuje się do jej pokoju, a nawet zabija jedną osobę (chociaż dalej nie wiem czemu to miało służyć). Bez wątpienia czyha też na życie Ophelii - a nasza główna bohaterka podejrzewa, że za tym wszystkim stoi Alex: syn faceta, który na co dzień ma styczność z wieloma inwestycjami, w tym z helikopterem, którym lecieli jej rodzice.
Tyle, że dosyć szybko okazuje się także, że Alex wydaje się całkiem w porządku - i chociaż Ophelia z całej siły próbuje go znielubić, on daje jej mnóstwo powodu do tego, żeby mu zaufać. Tyle, że jeśli prawda będzie następująca, że to faktycznie ojciec Alexa jest w to wszystko zamieszany, to dziewczyna wie, że bardzo zaszkodzi to rodzinie chłopaka, która jest dla niego najważniejsza i dla której jest on w stanie zrobić dosłownie wszystko...
"Nightshade" ma zakończenie, które w pewien sposób kończy się trochę z dupy - że sobie pozwolę użyć takiego nieładnego sformułowania. Wiadomo, że jakby prawda została odkryta, ale chyba nie cała, bo zapowiada się kontynuacja. Ba, mam także świadomość, że wybór osoby, która była najbardziej zaangażowana w śmierć rodziców Ophelii, to był wybór, który trochę nie miał sensu - miało to zaskoczyć czytelnika, ale dalej nie rozumiem pewnych podjętych działań przez tę osobę. Ani sposobności do tego, żeby dosypać coś Ophelii w pewnym momencie (bo w ogóle nie kojarzę sceny, aby było to imię wówczas wspomniane).
Dobrze się bawiłam przy czytaniu - a sama czynność była dla mnie szybka i relaksująca - bo mimo wszystko zestawienie motywów, które lubię, odwaliło tu kawał dobrej roboty. Co więcej, dynamika akcji, mimo że jest zbyt szalona i często na tym cierpi kwestia logiki, powodowała, że czytelnik nie jest w stanie się znudzić: bo ciągle coś się działo, wypływało jakieś nowe wydarzenie...
No i to wydanie. Całkiem ładne - widać, że Wydawnictwo Jaguar chciało zrobić wszystko, by zapewnić polskiemu wydaniu jak najlepszy start na polskim rynku wydawniczym. I myślę, że całkiem dobrze im się to udało: bo jednak na social mediach trochę o "Nightshade" słychać - chociaż opinie bywają akurat w tej kwestii różne co do tego, czy ta historia się ludziom podoba...
Ja nie mówię, że odradzam czytanie. Bo myślę sobie, że to nie jest zła książka, chociaż trochę wymagałaby większych umiejętności warsztatu Autumn Woods, żeby była lepsza - a tego zabrakło, pewnie przez brak wprawy w pisaniu. Niemniej jednak, mimo przeciętnej oceny, to jedna z tych opowieści, które bardzo umiliły mi luty. Sięgając po ten tom miejcie tylko i wyłącznie świadomość, że to nie jest zbyt wymagająca lektura - i że jednak te minusiki się pojawiają.
Podsumowując: decyzję, czy chcecie przeczytać, pozostawiam w pełni Wam!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz