Autor: Edyta M. Matejko
Tytuł: Krew Pogromców
Wydawnictwo: Zysk i S-ka [współpraca reklamowa]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 428
Narracja: pierwszoosobowa
Gatunek: fantasy
Ocena: 1/10
Opis:
Asa, młoda dziennikarka, przez przypadek odkrywa mroczny świat wampirów. Nie wie jeszcze, że jej krew ma niezwykłą moc. Tajemniczy Cień, z którym złączył ją los, okazuje się śledczym zakonu, pilnującego porządku wśród nieśmiertelnych. Został przysłany na Dolny Śląsk, by wyjaśnić sprawę tajemniczej księgi i zawartych w niej przepowiedni o wybrańcu. Do jakich poświęceń będzie zdolna Asa, by go ocalić? Czy ich uczucie przetrwa? To powieść o rozdarciu pomiędzy obowiązkiem a wyborem, o poznawaniu siebie i o uniwersalnym znaczeniu miłości. Akcja powieści toczy się w malowniczym Wrocławiu, w Pradze i w szwajcarskim Sankt Gallen.
Recenzja:
Chciałabym napisać jakiś wstęp, który pozwoliłby Wam zrozumieć, dlaczego dałam taką, a nie inną notę. Rzadko, bardzo rzadko daję jeden na dziesięć w kwestii oceny - zwykle staram się doszukiwać jakichś plusów, ale mam wrażenie, że w kwestii "Krew Pogromców" nie mam jednak nic miłego do powiedzenia. Myślę sobie, że to nie był udany debiut - i chociaż bardzo się starałam być wyrozumiała, niestety na pewne rzeczy nie jestem w stanie przymykać oka - i zaraz Wam dokładniej o wszystkim opowiem, żeby nie było, że to hejt, bo będę chciała stworzyć bardziej konstruktywną krytykę.
Asa - czyli tak naprawdę Agnieszka - to dziewczyna, która chciała po prostu dobrze wykonywać swoją dziennikarską robotę. Przez przypadek wpada jednak w sam środek wampirzego świata - i to dlatego, że jakieś stare i potężne istoty nie są w stanie zapanować nad swoją naturą. Pech chce, że zostaje ona w pewien sposób związana krwią z zakonnikiem - zwanego Cieniem.
Co gorsza, Cień ma rozwiązać zagadkę tego, co się dzieje na Dolnym Śląsku - bo dochodzi do zbrodni, do porwań, a niby wszystkiemu winna jest stara księga z przepowiednią, która sugeruje, iż ma pojawić się jakiś wampir, by zrewolucjonizować hierarchię i wampirze życie. Jej wyznawcy nazywają się Czysta Krew i są święcie przekonani, że to właśnie Cień mógłby okazać się ich zbawicielem...
W międzyczasie oczywiście wychodzi, że i Cień, i Asa są w pewien sposób wyjątkowi. Zresztą, opis (najciekawsza część tej pozycji) zdradza bardzo wiele - a tytuł chyba podsuwa, jaka to moc może tkwić w naszej głównej bohaterce, która chyba nie jest aż tak bezradną owieczką, jak można by się było tego spodziewać.
Tyle, że jak właściwie znacie już największą tajemnicę - z tytułu - i przeczytaliście opis... To nie dosyć, że mnóstwo najciekawszej akcji macie już za sobą, to jeszcze musicie mieć świadomość, że w sumie nic równie ciekawego do końca tego tomu (bo to dopiero pierwsza część serii!) się już za bardzo nie wydarzy. Owszem, jest mnóstwo zdarzeń, akcja jest dynamiczna - ale są tak krótkie opisy i szybkie przeskoki, że ja czasem nie próbowałam szukać jakiegoś większego sensu, czemu coś się przytrafiło. Chociażby między założeniem pierścionka z pewną przysięgą aż do zdrady poprzez zakochanego... cóż, minęły z dwie, może trzy strony. Obrazuje to pewną tendencję do tego, że warsztat pisarski Edyty M. Matejko nie był jeszcze gotowy na to, by wypłynąć na szersze wody.
"Krew Pogromców" to pozycja, która w żaden sposób mnie nie zaskoczyła, nie wywołała we mnie efektu "wow", nie miała w sobie żadnej intrygi, której bym nie przewidziała. Postacie, które się pojawiają, zwykle zachowują się tak, jakby były szalonymi marionetkami - ale wydaje mi się, że są też stworzeni bardzo jednowymiarowo. Zwykle także mało o nich więcej wiemy, nie poznajemy ich jakoś bardziej - a ja uważam, że jeszcze dziś wieczorem zacznę zapominać, jak się nazywali główni bohaterowie...
Miłość pojawia się bez żadnego sensu i logiki - po prostu zaczyna istnieć, chociaż ani tak naprawdę nikt się dobrze nie poznał, ani nie było jakichś większych dialogów i interakcji - a zwalanie tego na więź krwi podobno jest zbyt delikatnym określeniem na to, co łączy Asę i Cienia. Szczerze? Ja w to nie byłam w stanie uwierzyć od samego początku - ale z drugiej strony przedstawienie Cienia, jego rola w zakonie i w ogóle to, jak został on wykreowany, także pozostawiało wiele do życzenia. Było dużo logicznych dziur, których nawet dobra redakcja nie była w stanie się pozbyć - bo właściwie trzeba by pewne rzeczy, podstawy i różne fragmenty tworzyć od początku.
To nie tak, że wątpię w to, że "Krew Pogromców" się niektórym spodoba. To nie tak, że jakość redakcji czy korekty była słaba, a techniczne wydanie było nie do przyjęcia. Wręcz przeciwnie - wydawnictwo Zysk i S-ka uwierzyło w tę historię i dało z siebie wszystko, by ją dopracować. Ale niestety, ja nie byłam w stanie uwierzyć w "Krew Pogromców" - więc kontynuacji nie zamierzam dać szansy i raczej nie dowiem się, jak to dalej się rozwinie. Nie polubiłam tej opowieści i w intenrecie widzę, że jest mnóstwo skrajności w opiniach - więc chociaż bardzo trzymam kciuki za dalszy rozwój kariery pisarskiej Edyty M. Matejko, to obstawiam również, że najpierw czeka ją dużo treningu, nim nabierze wprawy i udoskonali literacki warsztat.
Ta historia osadzona jest w głównej mierze w Polsce - i angielskie czy łacińskie nazwy czasami brzmiały tu dziwnie, nawet, jeśli byśmy uwierzyli, że jakikolwiek stary wampir chciałby się tu osiedlić i mieć swój ród. Jednak wampiry musiałyby się też dostosować do aktualnych realiów i rzeczywistości, która ich otacza. Według mnie było też za dużo wspomnianych miejsc, ulic - nic mi to nie mówiło, a czasami wywoływało w głowie tylko mętlik, czy oni tam już byli, czy powinnam coś o tej okolicy kojarzyć...
Podsumowując: "Krew Pogromców" mnie nie zachwyciła - raczej było to moje największe rozczarowanie tego roku jak na razie - ale jak wydaje się Wam, że chcielibyście poznać tę powieść, to nie będę Wam tego zabraniać. Tak czy siak: ja jestem zawiedziona.

Jej, jakie piękne nazwisko... Od razu bym pewnie zapytała, czy to z "tych"...
OdpowiedzUsuńNo i miejsca akcji są super, nie czytałam jeszcze powieści, która dzieje się w Pradze. We Wrocławiu jedną czy dwie, były całkiem spoko, ale o Pradze właśnie żadnej, a jest tam o czym pisać, bardzo dużo miejsc na zalążek pomysłów.
Tylko, no właśnie... Myślę, że przede wszystkim koncept zabiły wampiry. Po co do nich znowu wracać, to już było. Pewnie książka miała powstawać na kanwie "Zmierzchu" i tej podobnej serii z wampirami jak z "Kodu są Vinci"... Zapomniałam tytułu...
Chyba autorka wciągnęła treść swojego streszczenia na okładkę, bo nie chciało jej się wymyślać czegoś nowego. Jak dla mnie, to powinna spróbować w malarstwie, a nie w pisarstwie, bo drugi tom lub w ogóle jej jakąkolwiek drugą książkę, jeśli ktoś spróbuje znowu zapaskudzić sobie renomę wydawnictwa, to już nikt nie sięgnie. To już kolejna tak zła książka w tym wydawnictwie, ono schodzi na dno, a kiedyś było takie super. Już nic wolę od nich nie brać, skoro nie chce im się nawet czytać książek, które wydają. Pewnie zwolnili wszystkich recenzentów na swoje podwyżki. Tylko tak dalej, a niedługo przeczytamy o ich upadłości. Szkoda, że tak upadli.
Żal. Co tu dużo mówić.