piątek, 6 lutego 2026

Natasha Preston - "Okłamuj mnie"

Autor: Natasha Preston

Tytuł: Okłamuj mnie

Wydawnictwo: Feeria [współpraca reklamowa]

Data wydania: 2026

Ilość stron: 472

Narracja: pierwszoosobowa (dwie perspektywy)

Gatunek: romans young adult (ale dużo spicy scen!)

Ocena: 2/10


Opis:

Dziewiętnastoletnia Savannah Dean zostawia rodzinie jedynie krótki list pożegnalny. Musi uciec z domu, by znaleźć się jak najdalej od ludzi, którzy wyrządzili jej tyle krzywdy… Teraz mieszka sama i trzyma się na uboczu.

Kent Lawson wciąż nie pozbierał się po zdradzie, która złamała mu serce i nauczyła nieufności wobec kobiet. Teraz traktuje je tylko jako zabawki na jedną noc.

Kiedy losy Savannah i Kenta się krzyżują, ta dwójka nie może znieść swojego towarzystwa. Kent wie, że Savannah coś ukrywa, a kłamcy budzą jego szczerą pogardę. Jej nie pozostało już jednak nic poza jej sekretami…

 

Recenzja:

Czytałam już książkę tej autorki - w 2018 roku - i aż sprawdziłam, że "Silence" dałam wtedy notę cztery na dziesięć. Niemniej jednak mam świadomość, że ludzie się rozwijają, warsztat ewoluuje, więc sięgnęłam po "Okłamuj mnie" - szczególnie, że Klaudia, która także wcześniej recenzowała na Książkowirze, oceniała inne tytuły tej pisarki na solidną siódemkę.

Cóż, pierwsze co mnie zaskoczyło w kwestii "Okłamuj mnie", to fakt, że nie jest to nowość wydawnicza - za granicą ten tytuł ma w tym momencie jakieś osiem lat, czyli pochodzi z roku 2018, więc jakoś wybitnie od "Silence" warsztatem nie mógł się różnić. No i według mnie: nie różnił się, bo porównując moje odczucia w opinii z wtedy, a z teraz, mam wrażenie nawet, że książka, którą dzisiaj recenzuję okazuje się wypadać w tym zestawieniu dużo gorzej...

Druga kwestia, która mnie zaskoczyła, to było to, że od samego początku czułam, że coś jest w kwestii warsztatu literackiego nie tak. W dosłownie pierwszych stronach bohaterka przechodziła pewne kryzysy egzystencjalne - a to mówiła, że chciałaby być taka niezależna jak jej szefowa, a to, że w sumie już jest, skoro trzy lata mieszka sama, a to, że w sumie jej najbliższą przyjaciółką jest jej szefowa, a to, że w sumie ta szefowa mało co o niej wie (a o przeszłości Savannah to już w ogóle nic)... Pomieszanie z poplątaniem, jakby Natasha Preston nie do końca wiedziała, czy chce z bohaterki zrobić coś w stylu bad ass czy raczej szarej myszki. Ostatecznie wyszło tak, jakby Savannah była niczym dwa oddzielne byty jednocześnie: i w zależności od sytuacji zachowywała się, jak akurat się jej chciało - jej postać w ogóle nie była spójna.

Niemniej jednak i tak postać Savannah wypadała według mnie lepiej niż podryw Kenta - który najpierw wręcz nie lubił pracownicy swojej siostry (między innymi podejrzewał ją, że mogłaby okraść jego siostrę lub krzyczał na naszą główną bohaterkę z powodu tego, że spodobał mu się kokosowy zapach jej szamponu do włosów i nie mógł tego udźwignąć). Chłopak starszy od Savannah o kilka lat, wykształcony programista, który nie umie się opanować: i rzuca do praktycznie obcej dla siebie baby, że chciałby być jej pierwszym i że on na pewno by jej dał orgazm, skoro jej były najwidoczniej tego nie potrafił.

Naprawdę, zaloty między Savannah a Kentem wyglądały mniej więcej tak, że kto się czubi, ten się lubi... Tylko z odjęciem dużej ilości sensu i logiki, za to ze sporą dawką alkoholu (bo w tej książce ten wątek był poruszany co najmniej kilkukrotnie - dziwne, że tam nikt nie zaczął wpadać w alkoholizm...). Może trochę z tym alkoholizmem przesadzam, ale sorki, bardzo nie lubię nadmiaru takich scen. A tu było zarówno zbyt dużo scen chlania, jak i jakichś erotycznych igraszek - gdzie nie sądziłam, że kiedykolwiek to napiszę, ale to miał być romans w stylu young adult, gdzie w opisie mocno podkreślono, jaka bohaterka była skrzywdzona w przeszłości: a okazało się, że w sumie po wycięciu wszystkich scen seksu i dwuznaczności, prawdziwej fabuły zostałoby niewiele.

Sam powód, dla którego Savannah uciekła przed trzema laty zostaje wyjawiony gdzieś bliżej końca, natomiast ustalmy, że chociaż rozumiem jej ból, cierpienie i rozgoryczenie, to nie wiem, czy reakcja nie była jednak trochę przesadzona. A zakończenie, które serwuje nam Natasha Preston (nie ten "rok później" - tylko ten fragment chwilę przed) to dosłownie sprawia, że zaczynam wątpić we wszystkie rzeczy na świecie - bo wychodziłoby na to, że magia miłości potrafi działać cuda: lepiej niż jakakolwiek wiara w boga...

No a o tym "rok później", które powinno być wisienką na torcie, to już w ogóle dajcie mi zapomnieć. Biedne drzewa zostały ścinane, by być nośnikiem rozdziału, który totalnie nic nie wnosi, oprócz jeszcze większej dawki erotyzmu - bo według mnie nie bliskości i intymności. Związek Savannah i Kenta przez większość czasu w "Okłamuj mnie" w ogóle był budowany na namiętności, a nie zaufaniu...

Podsumowując: piękna okładka i kuszący opis (chociaż trochę myli - bo bohaterka nie ma już dziewiętnastu lat, tylko trzy lata więcej) dały mi do zrozumienia, że ta pozycja to będzie coś, przez co będę mogła zrozumieć fenomen Natashy Preston. Nie udało się - chociaż usilnie próbowałam. Poczekam na kolejne tytuły, może kiedyś po coś od niej jeszcze sięgnę, ale mam nadzieję, że tym razem będzie widać progress. Na razie mam wrażenie, że mimo tego że jest początek lutego, to zapoznałam się już z potencjalnie najgorszym tytułem, na jaki mogłam trafić w tym miesiącu. 

1 komentarz:

  1. Zapowiadało się tak interesująco, ale ocena temu przeczy, szkoda

    OdpowiedzUsuń