Autor: Paulina Kozłowska
Tytuł: Miłość jest blisko. Bracia Dreks. Tom 1
Wydawnictwo: Replika [współpraca reklamowa]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 320
Narracja: pierwszoosobowa (dwie perspektywy)
Gatunek: romans
Ocena: 3,5/10
Opis:
Wojtek Dreks niedawno spędził noc z kobietą, która – nie mogąc pogodzić się z odrzuceniem – zaczyna go prześladować. Za namową zaniepokojonej rodziny, w obawie o swoje bezpieczeństwo, wynajmuje agencję ochrony. Nie spodziewa się jednak, że jego bodyguardem zostanie… kobieta, i to jeszcze o głowę niższa od niego!
Iga Daniec – młoda, ambitna profesjonalistka niekoniecznie ma ochotę czuwać nad zdrowiem i życiem jakiegoś zarozumiałego biznesmena. Szczególnie teraz, gdy mierzy się z własnymi problemami.
Od początku relacja Igi i Wojtka jest pełna napięć, a współpracy nie ułatwia wyczuwalna między nimi chemia. Czy uda im się dojść do porozumienia?
Recenzja:
Mam mieszane uczucia do tej książki, bo gdyby to była powieść obyczajowa - i gdyby wywalić z niej elementy naciąganego romansu, które się pojawiły pod koniec, tylko gdyby oprzeć tę historię na tym, że kobiety mogą pełnić różne role - w tym takie uznawane typowo za męskie - a jako pewną wisienkę na torcie dodać wątek przyjaźni, rozwiązanego śledztwa... No wszystko to byłoby wtedy naprawdę apetyczne i ciekawe. Naciągany wątek miłosny psuje jednak wszystko, bo nie byłam w stanie uwierzyć w to zakochanie - próbowałam, ale nie byłam w stanie. Być może to przez to, że nasi główni bohaterowie mało co się o sobie dowiadywali, bardziej skupiali się jednak na powierzchowności i poczuciu pożądania...
Od razu dodam, że nie mam warsztatowi pisarskiemu Pauliny Kozłowskiej nic do zarzucenia - stworzyła całkiem intrygujących bohaterów, kilka fajnych wątków, a nawet ulokowała akcję w Polsce (co dla mnie jest miłym akcentem). Tyle, że pod kątem relacji jej bohaterów coś nie zagrało - mówi się oczywiście, że kto się czubi, ten się lubi, ale w tym wypadku nie umiałam spojrzeć na to inaczej niż na usilne dążenie do związku. A czy wszystko musi kończyć się miłością i happy endem?
Iga to ochroniarka - w tym momencie jej życie to ochrona różnych osób - i jest w tym raczej całkiem dobra, mimo że pracuje w firmie ojca, więc można byłoby się spodziewać, że nawet gdyby była tragiczna, to tata by ją zatrudniał. Niemniej jednak Iga to temperamentna kobieta, która nie daje sobie w kaszę dmuchać, jest feministką i chce zrobić wszystko, by ludzie zaczęli traktować ją poważnie, szczególnie w kwestii zawodu, którego się podjęła. Iga jest dosyć wysoka - ma ponad metr siedemdziesiąt - i chociaż dla większości facetów dalej może wydawać się od nich niższa, nie powinno to w żaden sposób wpływać na odbiór jej osoby i nie powinno podważać jej kompetencji.
Tyle, że Wojciech Dreks, do którego ochrony zostaje zatrudniona, od samego początku wydaje się mieć problem z tym, że własnym ciałem miałaby go zasłaniać kobieta. Ba, on w ogóle nie chciałby żadnej ochrony - mimo że jest w Polsce wielką szychą z branży nieruchomości i w sumie to na własne życzenie wplątał się w problem, że jakaś dziewczyna na jedną noc nagrała ich igraszki i go szantażuje (twierdząc przy okazji, że albo będzie jej, albo powinien być martwy). Co dziwne, policja właściwie zdaje się nic nie robić, nie zbiera żadnych śladów, nie ma żadnych poszlak. Nie, żeby Iga nagle miała robić policyjną robotę - ale chce się wykazać i udowodnić, że umie utrzymać krnąbrnego klienta przy życiu - nawet jak nie chce jej słuchać i z nią współpracować.
Na tym powinnam zakończyć wprowadzanie do fabuły - bo później jeszcze trochę się w "Miłość jest blisko. Bracia Dreks. Tom 1" dzieje, ale to też nie tak, że chciałabym Wam jakąkolwiek scenę zaspojlerować, bo wydaje mi się, że jednak największą przyjemnością jest zapoznawanie się z historią na własną rękę. Dodam tylko, że oczywiście nic nie idzie łatwo - i zwykle też nic nie idzie zgodnie z planem...
Zakończenie naprawdę mnie dobiło. Jak wspomniałam już w pierwszym akapicie - gdyby to była obyczajówka, która by miała dobrze rozwinięty ten motyw dziwnej stalkerki, to moja ocena by się radykalnie podniosła. W nieoczekiwane wyznanie uczuć nie byłam w stanie uwierzyć. Szczególnie, że sama sytuacja ze stalkerką została wyjaśniona w tak prozaiczny sposób i tak szybko, że jedyne co mi przeszło przez myśl, to fakt, że policja w Polsce musiałaby być totalnie nieudolna i bardzo by musiała nie chcieć pomóc panu Dreksowi, żeby nie rozwiązać tej sprawy dużo wcześniej (może to być jednak kwestia tego, że mój tata jest emerytowanym policjantem - i widziałam na co dzień dużo większą skuteczność i dużo szerzej zakrojone działania niż to, co dostajemy w "Miłość jest blisko. Bracia Dreks. Tom 1").
To dopiero pierwszy tom serii - kolejny będzie o innym z braci (jest ich trójka) - a smaczek, który zostawiła autorka, sprawia, że chciałabym się dowiedzieć, jak będzie wyglądała opowieść o innym Dreksie. Podkreślmy, że "Miłość jest blisko. Bracia Dreks. Tom 1" to nie jest zła powieść - tylko według mnie to raczej taki średniaczek, który na długo nie zagrzeje miejsca ani w mojej głowie, ani w moim sercu.
Ważny temat, który się tu także pojawia, to kwestia badania się na potencjalne choroby genetyczne. Matka Igi zmarła z powodu zbyt późno wykrytego nowotworu piersi - i jej córka potencjalnie może być też nosicielką genu, który sprawia, że ma się do tego większe predyspozycje. Myślę, że akurat ujęcie badań, oczekiwania na wynik i czytania wyniku były w książce Pauliny Kozłowskiej całkiem dobrze przedstawione: to według mnie jeden z najsolidniejszych fundamentów tej pozycji.
Podsumowując: jeśli macie ochotę na tę powieść, to Wam jej nie zabronię - ale miejcie przy okazji świadomość, że nie do końca jestem w stanie uwierzyć w wątek miłosny, a ja jestem akurat wielką i zwykle niepoprawną romantyczką (więc skoro mnie jest trudno, to wielu z Was będzie miało jeszcze ostrzejszą reakcję). Decydujcie więc sami, czy chcecie poznać historię Wojtka i Igi!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz