sobota, 23 maja 2026

Roshani Chokshi - "Łabędzia córa"

Autor: Roshani Chokshi 

Tytuł: Łabędzia córa

Wydawnictwo: Galeria Książki [współpraca reklamowa]

Data wydania: 2026

Ilość stron: 376

Narracja: trzecioosobowa

Gatunek: romantasy

Ocena: 3,5/10


Opis:

Książę Arris wie, że małżeństwo oznacza wyrok śmierci. Przez jedno niefortunnie sformułowane życzenie rządy na Wyspie Malys od pokoleń może objąć tylko ten, kto zdobędzie serce i rękę następcy tronu – bez względu na to, czy wybranek to przeżyje. Jedyną szansą Arrisa na długie życie jest więc prawdziwa miłość.

Gdy rodzice ogłaszają turniej o jego rękę, do zamku przybywa tłum pięknych kandydatek. Arris nie potrafi jednak odróżnić, która z nich kieruje się miłością, a która żądzą władzy.

Ostatnią nadzieją księcia okazuje się Demelza, łabędzica veritas, która schroniła się w zamku, szukając azylu.

Dzięki swej pieśni dziewczyna ma moc poznania prawdy, toteż ci dwoje zawierają układ: Arris zapewni jej kryjówkę w zamian za pomoc w przejrzeniu intencji potencjalnych panien młodych.

Lecz gdy miłość i prawda splatają się tak nierozłącznie, nadchodzi czas, by zdecydować, co jest ważniejsze: samo przetrwanie czy pogoń za życiem wartym przeżycia.


Recenzja:

Jak widzicie, mam mega mieszane uczucia - i właśnie stąd się wzięła moja ocena. Przede wszystkim trudno mi jakoś nazwać książkę, którą teraz recenzuję, mianem romantasy. Dla mnie to taka baśń z elementami romansu - ale jednak dalej ten baśniowy klimat jest według mnie najbardziej widoczny. Roshani Chokshi zresztą też ma taki styl pisania, który właśnie pasuje bardziej do baśni niż do pełnych emocji i namiętności opowieści.

W tej książce już na samym początku dowiadujemy się, że matka głównej bohaterki - także łabędzica veritas - oddała swoje serce pewnemu czarownikowi, który to odebrał jej zdolność do przemiany, a raczej: to on dyktował, czy kobieta akurat przybierała formę łabędzia, czy człowieka. Można więc powiedzieć, że oprócz miłości, matka Demelzy czuła przez cały czas także strach i obawę co do swojego losu. A później złożyła jaja i wykluło się siedem córek - tylko, że jedna z nich nie miała łabędzich skrzydeł, a jej śpiew nie brzmiał magicznie, tylko raczej jak skrzek.

Siostry Damelzy miały jeden cel - ich ojciec w pewien sposób handlował je za jakieś cenne informacje, księgi, rękopisy. Zaś sama główna bohaterka dalej mieszkała z rodzicami, a jej głównym zadaniem było zdobywanie wiedzy, gdyż za bardzo różniła się od innych łabędzi veritas, aby móc być użyteczna w inny sposób. W pewnym momencie jednak jej matka, widząc, że może czyhać na nią niebezpieczeństwo ze strony jej własnego ojca, robi wszystko, by Demelza trafiła na zamek: jedyne miejsce, do którego jej ojciec nie miał wstępu.

Na zamku miał być akurat zorganizowany turniej, by młode dziewczęta mogły starać się o małżeństwo z księciem. Tyle, że i na nim była pewna klątwa - gdy wziął z kimś ślub, a ktoś wyrwał mu serce z piersi, on zamieniał się w drzewo, a jego małżonka zyskiwała pełnie władzy i całą potęgę. Książę Arris przez całe życie pragnął tylko poznać prawdziwej miłości i poczucia bezpieczeństwa, jakie widywał na co dzień u swoich rodziców - bo jego matka nie zabiła jego ojca. Tyle, że szansa na to, że Arrisowi uda się spełnić swoje cele i przeżyć, była niezwykle mała...

Nie spojlerując, "Łabędzia córa" jest właśnie napisana w taki sposób, że dla mnie to wszystko przypomina raczej baśń. Język nie jest taki prosty i lekki - definitywnie nie tego oczekuje się od książki, która wrzucona jest w księgarniach internetowych do kategorii romantasy. I oczywiście, jest tu wątek miłości - ale jest on nawet w baśniach dla dzieci. A naprawdę nie ma tu wielkich wybuchów pożądania i namiętności, które by były w stanie przekonać mnie do tego, że to romantasy. Szczególnie, gdy pomyślimy sobie o innych pozycjach z tego gatunku i będziemy chcieli zrobić jakiekolwiek porównanie.

Sama historia jest ciekawa - chociaż jeszcze zakończenie zostawiło we mnie pewien niesmak - ale ten specyficzny styl pisania autorki sprawia, że bez wątpienia wielu czytelników będzie miało ochotę rwać sobie włosy z głowy. Trzeba mieć świadomość, że trzeba w przypadku "Łabędzia córa" bardziej się skupiać na czytaniu i wykrzesać z siebie trochę więcej energii, by jednak w pełni wszystko zrozumieć i za wszystkim nadążyć.

Mam wrażenie, że "Łabędzia córa" łączy w sobie to, że miłość zawsze łączy się z pewną niepewnością - i jest to oczywiście prawda, ale myślę sobie, że za mocno zaakcentowano to, że może się także łączyć ze zbyt dużym strachem o własną wolność i o własne życie. Przynajmniej ja tak to momentami odbierałam, a obstawiam, że nie będę w tej kwestii osamotniona.

Piękne wydanie, twarda oprawa z obwolutą, do tego tasiemka... I treść, która mimo wszystko jest trochę niczym drzazga w palcu. Nie do końca się da o tej historii zapomnieć, bo bez wątpienia sama istota jak łabędź veritas jest dla mnie mega interesujący, ale też przedstawienie pewnych rzeczy mimo wszystko mnie nie urzekło w taki sposób, bym wprost napisała Wam, że musicie przeczytać. Napiszę więc inaczej - jeśli lubicie takie właśnie baśniowe, momentami przegadane pozycje, to wtedy sięgnijcie sobie po "Łabędzia córa" i sprawdźcie sobie, czy ten tytuł się Wam spodoba.

Jeśli jednak czujecie pewne wahanie związane z tym, że ta książka mogłaby się Wam nie spodoba, Galeria Książki ma mnóstwo innych wspaniałych tytułów (także tej autorki), które mogłyby Wam bardziej przypaść do gustu.

To co, jaka jest Wasza decyzja?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz