Autor: Devney Perry
Tytuł: Indigo Ridge
Wydawnictwo: Czwarta Strona [współpraca reklamowa z Audioteka]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 352
Narracja: pierwszoosobowa
Gatunek: romans
Ocena: 4/10
Opis:
Winslow Covington, nowa komendantka policji w Quincy, ma przed sobą trudne pierwsze zadanie – musi udowodnić mieszkańcom, że zasłużyła na to stanowisko. Według jej dziadka wystarczy jedno: zdobyć sympatię rodziny Edenów. Przekonanie założycielskiego rodu miasteczka byłoby jednak znacznie łatwiejsze, gdyby nie jej jednonocna przygoda z najstarszym synem Edenów. Doszło do niej, gdy Winslow dopiero co przybyła do Quincy i nie miała pojęcia, że ten szorstki, a jednocześnie czarujący mężczyzna należy do lokalnej "rodziny królewskiej”.
Spędzenie nocy z Griffinem było ogromnym błędem. Facet jest arogancki, nie do zniesienia i nieustannie daje wszystkim do zrozumienia, że nowa komendantka nie należy do ich społeczności. Winslow stara się go unikać, ale gdy na terenie należącym do Edenów zostaje znaleziona martwa kobieta, nie mają wyboru i muszą zacząć współpracować.
Kiedy nieustępliwość Winslow prowadzi do wyjawienia kolejnych sekretów, Griffin zaczyna dostrzegać w niej coś więcej. Jest piękna, inteligentna – i zdecydowanie trudno jej się oprzeć.
Recenzja:
Kilka dni temu sprzątałam sobie w towarzystwie tego audiobooka - i jakoś tak chyba właśnie z tego powodu, że głosy lektorów były bardzo w porządku (bo mamy podział na narrację z perspektywy kobiety i mężczyzny), to przesłuchałam to wszystko do końca. Naprawdę, audiobook był spoko - ale sama historia była według mnie przeciętna i niestety nie oczarowała mnie tak, jak mogła mnie oczarować.
Przechodzę od razu do konkretów.
Winslow - nasza główna bohaterka - staje się komendantem na posterunku policji w wieku trzydziestu lat. Co więcej, przeprowadza się do miasteczka, w którym to jej dziadek jest burmistrzem, aby objąć to stanowisko - i chociaż jest to wyjaśnione tak, że była naprawdę najlepszą kandydatką na to miejsce, wygrała w uczciwym konkursie, to nie wszystkim się to podoba: i nawet lokalna gazeta pisze przede wszystkim o tym, jaka to ona jest młodziutka, a nie jak bardzo jest w stanie popchnąć rozwiązywanie spraw kryminalnych w XXI wiek.
Oczywiście Winslow nie chciała się z nikim wiązać - przede wszystkim dlatego, że niedawno zakończyła ośmioletnią relację, bo jej narzeczony ją zdradzał, a ona zaczęła mieć tego świadomość. Chciała przygody na jeden raz - ale niestety okazało się, że jej nowy wybranek nie był przejazdem, tylko okazało się, że to ranczer, który zarządza największym terenem w miasteczku. I na którego to terenie znajdują zwłoki młodej dziewczyny...
To miało być samobójstwo, ale ostatnie statystyki pokazują, że w ciągu kilku ostatnich lat wypadało praktycznie jedno rocznie - co dla Winslow okropnie śmierdzi i coś w tym wszystkim nie daje jej spokoju. Jak chociażby to, że niby dziewczyna skoczyła z góry, a widać, że nie miała na sobie butów, a jej stopy nie wydawały się poranione...
W tym wszystkim oczywiście aktywnie bierze udział Griffin, który nie jest w stanie zapomnieć o tym, jak uprawiał seks na tylnym siedzeniu swojego samochodu z nową panią komendant - i chociaż obiecywał sobie, że nie będzie się do niej zbliżał, ciągnie go do niej, niczym ćmę do światła. Co dziwne, Winslow też na to pozwala, bo ma wrażenie, że dosyć szybko stają się sobie bliscy, chociaż ona przecież nie chciała teraz angażować się w żadną relację...
I tu jest pies pogrzebany. Praktycznie się nie znają, a nie są w stanie o sobie zapomnieć - a dosłownie w pewnym momencie zachowują się jak para bardziej niż większość ludzi, których znam. W ogóle mam wrażenie, że Winslow to nie sypia, kilkanaście godzin dziennie potrafi pracować, później przyjeżdża na seks do Griffina (albo on do niej) i jakoś to się ciągnie. Tyle, że nie licząc rozmowy, gdzie nasza główna bohaterka zwierza mu się ze swoich największych koszmarów, to nic tu nie jest odpowiednio zaopiekowane - oni nie chodzą na randki, poznają się głównie fizycznie, a trauma Winslow nie jest w żaden sposób leczona terapeutycznie: chociaż jej zachowanie często nie bywa normalne, bo w takim trybie nie da się zdrowo funkcjonować.
Mimo wszystko intuicja Winslow jest całkiem w porządku - i chociaż mniej więcej spodziewałam się, że rozwikłana tajemnica może iść w tym kierunku, to mimo wszystko Devney Perry udowodniła mi, że i tak może trochę mnie zaskoczyć i jeszcze więcej wycisnąć z tego rozwiązania. Pod tym kątem było całkiem w porządku, bo naprawdę takie zwieńczenie śledztwa całkiem mi się spodobało - i to jeden z mocniejszych aspektów, jakie można znaleźć w "Indigo Ridge".
Nie wiem, czy będę chciała sięgnąć po kontynuację - po prostu nie wiem. Zdaję sobie sprawę, że jest mnóstwo innych książek, które na mnie czekają - w samej aplikacji Audioteka mam ich odłożonych co najmniej kilkanaście, ciągle czegoś słucham. Zobaczę, czas pokaże, ale nie nastawiam się pod tym kątem, ani na stuprocentowe tak, ani na stuprocentowe nie.
Może po prostu w tym tomie zabrakło mi takich większych logicznych podstaw do tego, bym w pełni pokochała tę relację i uwierzyła w to, że fizyczna atrakcyjność bywa czasem idealnym powodem do tego, by budować związek - bo może się okazać, że oprócz tego dwójkę ludzi łączy dużo więcej innych rzeczy. Tyle, że według mnie nie zostało to tak wszystko sensownie pokazane w "Indigo Ridge" - a potencjał był.
Nie uważam tej książki za złą - po prostu według mnie jest raczej przeciętna i jakoś szczególnie myślami do niej wracać w przyszłości nie będę. I myślę sobie, że wielu czytelników też będzie to traktować bardziej jako chwilową przyjemność - szczególnie podczas tych trwających upałów...

A zapowiadalo się ciekawie. Słabiutka ocena 🙈
OdpowiedzUsuńDziękuję za szczerą opinię. Po opisie zapowiadała się ciekawa historia, ale po niskiej ocenie raczej jej nie będę czytała.
OdpowiedzUsuń