niedziela, 14 czerwca 2026

Sinead Nolan - "Policz do dziesięciu"

Autor: Sinead Nolan

Tytuł: Policz do dziesięciu

Wydawnictwo: MOVA [współpraca reklamowa]

Data wydania: 2026

Ilość stron: 432

Narracja:

Gatunek: irlandzki kryminał

Ocena: 5,5/10


Opis:

Osiem, dziewięć, dziesięć.

Komu uda się uciec z lasu?

Jedno z najgorętszych odkryć 2025 roku według Sunday Independent.

Gęsty thriller psychologiczny spleciony z irlandzkim folklorem, lokalnymi przesądami i duszną atmosferą prowincji.

Książka określana jako błyskotliwa i wciągająca („Irish Examiner”) oraz wielowarstwowy, atmosferyczny i zaskakujący thriller psychologiczny (Caitlin Mullen).

Irlandia, 1995 rok. Spokojną wieś Drumsuin paraliżuje strach, gdy w pobliskim lesie znika nastoletnia Saoirse.  Dawne przesądy odżywają, a społeczność pogrąża się w panice.

Jedna osoba widziała, co się wydarzyło. Dziewięcioletni Jack. Do sprawy zostaje zaangażowana Freya – angielska psychoterapeutka. Czy uda jej się dotrzeć do chłopca, zanim będzie za późno?

Mroczna, hipnotyzująca i poruszająca opowieść o żałobie, winie i niszczącej sile sekretów – debiut, który zapowiada jedną z najciekawszych nowych autorek irlandzkiego kryminału.


Recenzja:

Już Wam wczoraj na Instagramie i Facebooku dawałam znać, że skończyłam czytać "Policz do dziesięciu" - i że mam mętlik w głowie, bo nie umiem jednoznacznie powiedzieć, co w tej książce mi się podobało, a co nie. Postarałam sobie to ułożyć jakoś, nawet pewne rzeczy rozpisałam na kartce w notatniku, zanim usiadłam do tej recenzji. Ostatecznie zdecydowałam się dać notę pięć i pół na dziesięć - co nie sprawia, że według mnie książka jest zła, tylko jest momentami dosyć przeciętna, a momentami bardzo topornie napisana i trudno się przebija człowiekowi przez pewne zakamarki tej opowieści.

Zaraz się Wam postaram dokładniej rozpisać wszystkie plusy i minusy - i myślę, że sami na bazie tego podejmiecie decyzję, czy chcecie tę historię poznać, czy raczej szukacie czegoś, co bardziej mogłoby wstrząsnąć Waszym czytelniczym światem...

Mamy Irlandię, rok 1995 - i okazuje się, że w małej wsi, gdzie dosłownie wszyscy się znają, ginie młoda dziewczyna - wiadomo, że wchodzi ona do lasu, ale nie wychodzi z niego i bardzo trudno jest ją znaleźć. Praktycznie jedyną osobą, która może zdradzić pewne szczegóły, jest młodszy brat zaginionej nastolatki, Jack, który jest bardzo specyficznym dzieckiem. W ogóle cała rodzina jest specyficzna i mocno poturbowana - Jackiem i zaginioną dziewczyną w tym momencie zajmuje się ich najstarsza siostra, Kate, bo matka umiera w podejrzanych okolicznościach, a na co dzień pomaga im jeszcze mieszkająca po sąsiedzku ciotka, która jest schorowana, ma ponad czterdzieści lat i o której mówi się na wsi, że bardzo chciałaby mieć dzieci...

Do pomocy zostaje ściągnięta psychoterapeutka, która kiedyś sama straciła dziecko w wyniku strasznego przypadku - po prostu na pięć minut odeszła od basenu... Niemniej jednak Freya chce zrobić wszystko, by pomóc odnaleźć zaginioną nastolatkę - szczególnie, że okazuje się, że lata temu w tym lesie dochodziło już do trzech zaginięć młodych dziewczyn... 

Nic nie jest takie proste i oczywiste, jak się wydaje, bo Jack wielu rzeczy nie pamięta - albo nie chce pamiętać - a do tego wszystkiego czas płynie nieubłaganie, a przecież każda sekunda się liczy, gdy walczy się o czyjeś życie i zdrowie. Do tego wszystkiego nie tylko Jack, ale też mieszkańcy wsi, zwykle wierzą w to, że ten las jest w pewien sposób nawiedzony, zamieszkały przez pewną Istotę - i że to właśnie ona, gdy nieodpowiednio gra się w pewną zabawę, miesza się i wydaje swego rodzaju samosąd.

Przyznam szczerze, że nie tyle, że nie spodziewałam się takiego zakończenia - bo nie było ono najgorsze (i plusem jest to, że naprawdę logicznie wytłumaczone), co ogólnie w całej tej powieści brakowało mi pewnej dynamiki akcji i momentów, które bardziej chwytałyby za serce. Tak naprawdę całą tę książkę czytałam bez większych emocji, gdyż one się u mnie nie pojawiały - nie licząc początku, gdy z wielką ciekawością podeszłam do rozwiązywania zagadki, bo zaginięcie młodej dziewczyny jest mimo wszystko przerażające samo w sobie.

Nie jest to zła książka - naprawdę. Nie mogę się przyczepić praktycznie do żadnych elementów śledztwa, a wiele postaci także zostało wykreowanych w taki sposób, że nie zlewali się oni ze sobą. Niemniej jednak zabrakło mi czegoś, co mogłoby sprawić, że nie będę w stanie o "Policz do dziesięciu" przestać myśleć i że ciągle będę odtwarzać pewne sceny i analizować wątki.

Podobno jest to debiut, więc mocno trzymam kciuki za to, żeby Sinead Nolan bardziej popracowała nad emocjonalną stroną historii - bo te logiczne zagrywki i wyciąganie kolejnych asów z rękawa nie idzie jej źle. Ale co z tego, że fabuła jest dopięta na ostatni guzik, jak ja osobiście nie byłam w stanie poczuć tego strachu, niepewności, lęku, bólu straty i cierpienia? Może jestem wyjątkiem - i inni czytelnicy odbierali to inaczej, ale mimo wszystko piszę tu przecież tylko o swoich subiektywnych odczuciach.

Podsumowując: "Policz do dziesięciu" ma mnóstwo ciekawych motywów, szczególnie irlandzki folklor i motyw dziecka, które jest w stanie pomóc rozwiązać śledztwo, ale mimo wszystko w mojej opinii potencjał nie został w pełni wykorzystany. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz