czwartek, 9 lipca 2026

Allison Saft - "Utkane zaklęcia"

Autor: Allison Saft

Tytuł: Utkane zaklęcia

Wydawnictwo: Books4YA

Data wydania: 2026

Ilość stron: 424

Narracja: trzecioosobowa

Gatunek: romantasy

Ocena: 3/10


Opis:

Przyszłość, o której nie śmiała marzyć i uczucie, które może stać się jej największym wybawieniem...  albo zgubą.

Niamh Ó Conchobhair włada rzadką magią – wszywa emocje i wspomnienia w tkaniny, tworząc coś więcej niż zwykłe stroje. Ale każda nić magii przybliża ją do śmierci. Gdy dostaje szansę zaprojektowania strojów na królewski ślub w tajemniczym królestwie Avaland, nie waha się ani chwili  – to może być jej jedyna okazja, by zapewnić przyszłość swojej rodzinie.

Na miejscu szybko odkrywa, że Avaland nie jest bajką. Pod powierzchnią eleganckich bali i wystawnych przyjęć narasta bunt, a sam pan młody, Kit Carmine, wcale nie przypomina księcia z marzeń. Ostry, zbuntowany i zmuszony do małżeństwa z powodów politycznych, staje się dla Niamh kimś, kogo nie powinna pragnąć. A jednak napięcie między nimi jest tak intensywne, że każde spojrzenie parzy, a każdy przypadkowy dotyk grozi wybuchem czegoś, czego żadne z nich nie zdoła już zatrzymać.

„Utkane zaklęcia” to wciągające romantasy inspirowane epoką regencji, pełne napięcia, intryg i niezapomnianych emocji. Książka idealna dla fanów bestsellerowej dylogii „Krew gwiazd” Elizabeth Lim.


Recenzja:

Ciekawy i wciągający opis, a do tego okładka, która zapiera dech w piersiach - nic więc dziwnego, że chciałam przeczytać "Utkane zaklęcia" - szczególnie, że miało być to romantasy inspirowane epoką regencji. Tyle, że już od pierwszych stron poczułam pewien zgrzyt i totalnie nie byłam w stanie polubić głównych bohaterów, a czym dalej w las - a właściwie w historię - tym czasami mniej sensu według mnie mało ich uczucie, ale... Zaraz do tego szerzej przejdę, żeby solidnie Wam to wytłumaczyć, bo wolałabym, żeby była to jednak konstruktywna krytyka.

Więc tak: mamy sobie Niamh, której magia pozwala szyć niezapomniane stroje - gdyż potrafi wszywać ona emocje i wspomnienia w tkaniny. Odkąd na dworze rozniosło się, jak rzadki talent posiada, nie było innej opcji, aby ktoś inny szył stroje na królewski ślub - ale Kit, który ma być panem młodym, w ogóle w żaden sposób nie podchodzi do Nimah nawet z nutą życzliwości: a raczej od samego początku zachowuje się jak nienauczony manier gbur, zamiast jak spadkobierca praw do tronu.

I chociaż główna bohaterka wie, że ten ślub ma się odbyć głównie z przyczyn politycznych, to jednak nawet mnie było przykro, gdy Kit wprost mówił Niamh, że jej praca w ogóle go nie interesuje, bo on może ubrać na ślub cokolwiek i też by było. 

Po samym tym wstępie nie umiałabym na miejscu naszej głównej postaci poczuć cokolwiek pozytywnego do Kita - ale to właśnie między nimi niby ma się rozgrywać wątek miłosny. Tyle, że jest to pozycja adekwatna dla osób powyżej piętnastego roku życia - więc nawet, gdy mamy w pewnym momencie opis tego ślubu i nocy poślubnej, to opiera się on na wspólnym spaniu w jednym łóżku i na pocałunku. Naprawdę pod kątem scen intymnych niezbyt wiele się tam dzieje, ale co gorsza: mam osobiście wrażenie, że ja w ogóle w tej książce uczucia miłości nie poczułam - ani między braćmi, ani między głównymi bohaterami, ani między nikim innym... po prostu żadne miłosne uczucia według mnie nie były przedstawione na tyle wiarygodnie, żebym w nie uwierzyła.

Intrygi polityczne w ogóle przypominały mi najbardziej serię Bridgertonów od Julii Quinn, gdzie ktoś pisał pod pseudonimem o wszystkich spiskach, intrygach czy w ogóle przedstawiał różne ploteczki. Tak samo można było powiedzieć, że jest i w "Utkane zaklęcia" - bo największy wróg królestwa był swego rodzaju nieznanym pisarzem, który lubił wtrącać swoje trzy grosze...

"Utkane zaklęcia" to też opowieść o tym, jak wiele jest się w stanie zrobić dla władzy i dla utrzymania władzy, bo z wielu sytuacji dałoby się inaczej wyjść, gdyby nie kwestia pewnej dumy i pewnego unoszenia się nadmiernym ego. Jeśli jednak zestawimy to z zakończeniem, które było dla mnie mniej więcej tak porywające, jak obserwowanie wyścigów ślimaków, dostajemy przede wszystkim to, że do romantasy bym "Utkane zaklęcia" do końca nie zaliczyła - i że gdyby zrobić z tego uroczą młodzieżówkę, to miałoby to większy sens, ale próba włączenia w to wątku miłosnego (wręcz na siłę), gdzie ewidentnie się to nie lepi, spowodowało we mnie pewien niesmak. Szczególnie, że po kilku pobieżnych rozmowach bohaterka ma wrażenie, jakby Kita znała najlepiej na świecie i jakby już go całego przejrzała: co oczywiście nie jest możliwe.

Staram się mimo wszystko znaleźć jakiś plus - bez wątpienia samo tkanie zaklęć jest mega ciekawym wątkiem, ale też według mnie nie zostało to odpowiednio podkreślone przez Allison Saft. Miałam wrażenie, że jakiś ciekawy pomysł miała, ale też miała duże trudności z jego wykonaniem i pełną prezentacją wszystkich asów, które ukrywała - bo ani jeden z tych asów w moich oczach nie zamienił się w plot twist, którego bym nie przewidziała.

"Utkane zaklęcia" rozwija się dosyć schematycznie - a bardziej obyty w książkach czytelnik jest w stanie praktycznie wszystkie rozwiązania fabularne sobie dosyć szybko przewidzieć. Nie zmienia to faktu, że wydawnictwo Books4YA naprawdę dopracowało tę pozycję najlepiej, jak tylko mogło - ale myślę, że grupa docelowa tej książki to jednak młodzież bliżej tego piętnastego czy szesnastego roku życia, a nie ktoś starszy: a już tym bardziej praktycznie dwa razy starszy...

Mam mieszane uczucia - ale wiem, że nie jest to najgorsza książka, jaką miałam okazję czytać w tym roku. Ot, trochę poniżej przeciętnej - bo gdyby próbować tym trafić do innej grupy docelowej, to myślę, że wywołałby ten tytuł większy efekt "wow". Przede wszystkim gdyby postawić tu na jakościowy rozwój relacji, dużo by "Utkane zaklęcia" na tym zyskały. No cóż, sądzę, że nie będę jednoznacznie twierdzić, czy powinniście przeczytać, czy wręcz Wam to odradzać - myślę, że ocenicie sami na ile to może być pozycja, która Was oczaruje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz