niedziela, 12 lipca 2026

Liana Cincotti - "Tego dnia zrywaliśmy stokrotki"

Autor: Liana Cincotti

Tytuł: Tego dnia zrywaliśmy stokrotki

Wydawnictwo: MUZA [współpraca reklamowa]

Data wydania: 2026

Ilość stron: 320

Narracja: pierwszoosobowa

Gatunek: romans

Ocena: 7/10


Opis:

Niepoprawna romantyczka zgadza się na udawany związek ze swoim najlepszym przyjacielem z dzieciństwa. Ku jej nieszczęściu ON jest też jej pierwszą miłością.

Daniella Daisy Maria (l. 22) zawsze wierzyła w miłość idealną – aż zakochała się w swoim najlepszym przyjacielu. Levi był dla niej wszystkim… dopóki nie powiedział, że nic do niej nie czuje.

Cztery lata później spotyka go w zatłoczonym barze w Nowym Jorku. Jedno spojrzenie sprawia, że jej serce znów bije za szybko, ręce drżą i nie może złapać oddechu.

A potem Levi prosi ją, by udawała jego dziewczynę.

Dla niego to układ – potrzebuje partnerki na ślub swojej siostry.

Dla niej ryzyko, że znowu będzie miała złamane serce.

I w ogóle jak tu udawać miłość…

skoro nigdy nie przestało się kochać?


Recenzja:

Miło w końcu sięgnąć po słodki, uroczy wręcz romans, który nie ma w sobie żadnych spicy scen - a pocałunek nie jest tu do końca punktem kulminacyjnym, tylko raczej łagodnym podkreśleniem uczuć, bo najwięcej dzieje się jednak między bohaterami - w ich konwersacjach i zachowaniach względem siebie.

Może zacznę od tego, że Liana Cincotti jest blogerką - która kocha książki, modę i z tego co zauważyłam poprzez przeglądanie jej strony: także Francję. Widać to w "Tego dnia zrywaliśmy stokrotki": bo dosłownie nasza główna bohaterka zajmuje się modą, nasz główny bohater pisze wiersze po francusku i zajmuje się nauczaniem o literaturze. Uważam, że autorka jednak fajnie ukierunkowała swoją wiedzę i umiejętności, bo stworzyła przez to koncept książki, w której to bohaterowie wydają się być bardzo realni - i naprawdę dobrze się o nich czyta.

Nie mówię, że "Tego dnia zrywaliśmy stokrotki" nie ma wad: bo ma. Chociażby to, że gdy Dani spotyka Leviego po czterech latach, on z marszu proponuje jej udawany związek, a ona totalnie się zgadza, chociaż bez wątpienia okazuje się, że tak właściwie nikt nie miał pojęcia, dlaczego ich przyjacielska relacja rozpadła się na tak wiele lat.

Levi to oczywiście przykład książkowego męża - zakochany w literaturze słodziak, który zrobiłby wszystko dla swojej rodziny, a przy okazji jest do tego na tyle seksowny, że nawet studentki do niego wzdychają. Dani to za to dziewczyna z ogromnym talentem, do której dalej nie dociera, że jest totalnie atrakcyjna - ale za to ma wspaniałą paczkę przyjaciół i otwarte serce.

Można więc powiedzieć, że jeden wieczór i rozmowa, która była wręcz pijacka - i której przebieg poznajemy później, chociaż w prologu mamy pewien zaczątek tej historii - nie powinna była skreślić ogromnej przyjaźni między Levim a Dani. Tyle, że skreśliła - bo podczas balu dziewczyna wyznała swojemu najlepszemu przyjacielowi, że go kocha... No i jak widzicie: ewidentnie nie skończyło się to happy endem.

Tyle, że teraz mijają cztery lata - siostra Leviego bierze ślub - a Dani musi mu pomóc udawać, że jest w szczęśliwym związku, aby mama byłej partnerki Leviego dała mu pracę w prestiżowym czasopiśmie. I chociaż Dani wcale nie musiałaby tego robić, szybko uświadamia sobie jednak, że inaczej by nie potrafiła - bo dalej kocha swojego przyjaciela i dalej jest w stanie powiedzieć, jakie są ulubione kwiaty jego siostry i jego mamy...

"Tego dnia zrywaliśmy stokrotki" to naprawdę urocza opowieść z satysfakcjonującym zakończeniem, która jest idealnym przerywnikiem od wszystkich tych gorących romansów, które bardziej polegają na fizyczności niż na nawiązywaniu chemii, budowaniu poczuciu komfortu i poczuciu bezpieczeństwa. Liana Cincotti stworzyła historię, która otula niczym kocyk - i którą chce się czytać, nawet mimo tego że jest kilka takich nielogicznych nieścisłości (w końcu po jednej rozmowie może niekoniecznie by się zapominało o latach przyjaźni i chciałoby się chociażby pewne rzeczy wyjaśnić i naprostować na tyle, żeby móc być dla siebie kimś neutralnym).

Do tego wszystkiego pięknie wydana. Jestem ciekawa innych pozycji tej pisarki - bo sprawdziłam już, że jest ona autorką jeszcze dwóch pozycji. Myślę sobie, że jeśli miałyby być tak samo wyjątkowe, jak "Tego dnia zrywaliśmy stokrotki", to chciałabym, żeby w Polsce także się ukazały.

Cóż, ze swojej strony po prostu polecam! Miła odskocznia!

2 komentarze:

  1. Lubię czytać podobne historie na poprawę humoru. Przyjemnie się je czyta, choć są zazwyczaj przewidywalne. Nie wiem jaki tu jest zakończenie, ale mogę się tylko domyślać. Dziękuję za polecenie tej książki i Autorki. Na razie nie mam w planach tej historii, ale może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za motywem friends to lovers, ale ta historia mnie kusi. Do tego waszą opinia utwierdza mnie w decyzji. Czuje ,że powinna mi się spodobać, dobrze że czeka już na półce

    OdpowiedzUsuń