wtorek, 11 sierpnia 2026

Adele Parks - "Pod jednym dachem"

Autor: Adele Parks

Tytuł: Pod jednym dachem

Wydawnictwo: MOVA [współpraca reklamowa]

Data wydania: 2026

Ilość stron: 448

Narracja: pierwszoosobowa

Gatunek: thriller domestic noir

Ocena: 3/10


Opis:

Córka w niebezpieczeństwie. Małżeństwo na krawędzi. Jak daleko się posuniesz, żeby ocalić wszystko?

Adele Parks, bestsellerowa autorka thrillerów psychologicznych i dramatów rodzinnych, powraca z pełną napięcia historią o sekretach, które mogą zniszczyć nawet najbliższych. To emocjonalna, wciągająca opowieść o matce gotowej zrobić wszystko, by ochronić swoją rodzinę, nawet jeśli będzie to oznaczało powrót do bolesnej przeszłości.

Connie z niecierpliwością czeka na święta, kiedy wszystkie jej córki znów znajdą się pod jednym dachem. Radość szybko ustępuje jednak miejsca lękowi, gdy poznaje Zaca, nowego chłopaka Fran. Mężczyzna przywołuje wspomnienie największego błędu Connie i tajemnicy, która niemal zniszczyła jej małżeństwo. Kiedy Fran oznajmia, że jest w ciąży, a napięcie w domu zaczyna narastać, Connie uświadamia sobie, że nie tylko ona ma coś do ukrycia. A jeden sekret może zagrozić wszystkim, których kocha.


Recenzja:

To moje pierwsze zetknięcie z twórczością Adele Parks - chociaż autorka w podziękowaniach umieściła informację, że "Pod jednym dachem" jest dwudziestą piątą pozycją, którą napisała. Widzę, że "Pod jednym dachem" to jednak dopiero czwarta powieść, która wyszła w Polsce - i myślę sobie, że albo ja nie doceniam thrillerów domestic noir, albo właśnie z "Pod jednym dachem" coś jest nie do końca tak, jak powinno - i zaraz Wam napiszę wszystkie swoje przemyślenia, żebyście podjęli jak najbardziej świadomą decyzję, jeśli będziecie się pisać na czytanie tej książki.

Thrillery domestic noir skupiają się na mrocznych rzeczach związanych z relacjami rodzinnymi - więc zwykle z jakimiś sekretami z przeszłości. W książce, którą jednak dziś recenzuję, miałam w ogóle wrażenie, że thriller to nie był - najciekawszy był prolog, on budził najwięcej emocji, a nie licząc jeszcze ostatnich kilku stron, po prostu męczyłam się przy czytaniu i nudziło mnie poznawanie kolejnych rodzinnych dramatów - bo większość z nich wprowadzona była, żeby być - a nie po to, żeby miało to jakiś realny wpływ na fabułę.

Connie jest matką trójki dziewczyn - i na co dzień udaje, że wszystko jest w porządku. Obecnie nawet jest, chociaż kobietę dużo kosztuje, by udawać promienną, pełną życia - ale robi to wszystko dla dobra rodziny, by scalić wszystkich razem. Tak jak teraz: w Wigilię, gdy do w jej domu znowu będą wszyscy jej najbliżsi - ukochany mąż, córki...

Tyle, że Fran - najstarsza z córek - dwudziestojednolatka, która dalej studiuje - pojawia się się na wigilijnej kolacji z Zackiem, swoim chłopakiem... i ojcem dziecka, które nie było planowane, ale które obecnie jest przez Fran bardzo wyczekiwane. Fran nie bardzo sądziła, że przy endometriozie jest w stanie zajść w ciążę, więc niekiedy zabezpieczeń nie stosowała: ale teraz nie cofnęłaby czasu nawet o sekundę, bo wie, że bardzo chce mieć tego syna.

W międzyczasie wychodzą sekrety, których pozazdrościłby scenarzysta "Mody na sukces" - nie będzie wielkim spojlerem, gdy okaże się, że ojciec Zacka był mamie Fran kiedyś bardzo bliski (i że przez niego prawie rozpadło się jej małżeństwo, o czym nie wie żadna z córek). Do tego dochodzi kwestia dodatkowej roboty Zacka, która nie jest legalna - a także pijacki wybryk Fran, który teraz ciągnie się w taki sposób, że dziewczyna nie wie już, jak mogłaby powiedzieć prawdę swojemu chłopakowi bez narażania ich związku.

Jeśli więc szukacie thrillera - i tej słynnej sceny strzelaniny, którą mamy w prologu... To cóż, ona powoduje najwięcej emocji i najwięcej zaskoczenia, bo później tych emocji jest coraz mniej, a niektóre dramaty są wprowadzane tylko po to, by niby coś się działo, ale tak naprawdę, gdyby połowę tych wielkich tajemnic wywalić z książki, też niewiele by to w moim odbiorze zmieniło - bo kwestia kochana Connie i (przez to) jej problemów z mężem były tak marginalnie zarysowane, że nawet bez tego by się czytelnik obył.

Zmiana perspektyw niby pozwalała poznać sytuację z różnych stron, ale tak naprawdę niektóre rzeczy nie miały większego sensu - Connie od razu miała pewne podejrzenia co do ojca Zacka, ale Fran jakoś była na tę kwestię ślepa. Najmłodszą córkę wpletli w to wszystko, by mniej więcej wzbudzić trochę większą dynamikę - ale ta środkowa równie dobrze mogłaby nie istnieć, bo w tym momencie nawet nie pamiętam już jej imienia, gdyż padło ono może w całej treści opowieści ze trzy razy. Już więcej akcji miała przyjaciółka Connie...

"Pod jednym dachem" mnie nie zachwyciło - zakończenie nijak nie wzbudza emocji - przynajmniej u mnie, bo ja nawet tych bohaterów nie polubiłam na tyle, by im w jakiś sposób współczuć czy kibicować. W ogóle mam wrażenie, że były przywoływane dramy - ale nie było miejsca czasami na to, by rozpisać, jak to rzuca się na rodzinę: i to nie tylko na Connie, Fran i Zacka... Brakło głębszych opisów emocji, uczuć, dzielenia się wewnętrznymi przeżyciami...

W opisie mamy "małżeństwo na krawędzi" - i to w sumie najmocniejsze podsumowanie, bo kochanek był, potem nie było, wybaczyli sobie i teraz nie do końca pewna rzecz pasuje, raczej zaczyna kłuć w oczy po wielu latach, ale nie ma nawet fragmentu szczerej rozmowy między Connie a jej ukochanym: nie licząc chyba jednego dialogu, który też za bardzo nic nie wniósł. Pełne zaufanie, pełna profeska komunikacyjna - bo lepiej pewne rzeczy dusić w sobie i ukrywać, chociaż trzymanie tych sekretów jest bez sensu...

Pomysł na tę pozycję był po prostu chyba zbyt słaby, żeby chcieć nazwać tę książkę thrillerem - bardziej to taka oklepana obyczajówka. Ale przynajmniej, gdybym nie spodziewała się tego, że powinnam czekać na więcej plot twistów, które są zwykle częścią thrilleru, to może bym ciut lepiej oceniła "Pod jednym dachem".

Obecnie jakoś nie kusi mnie czytanie innych książek Adele Parks...

2 komentarze:

  1. Nie dość, że nie moje klimaty, to jeszcze ocena słabiutka dobrze, że nie mam w planie

    OdpowiedzUsuń