Autor: Adele Parks
Tytuł: To, co ukryliśmy
Wydawnictwo: MOVA [współpraca reklamowa]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 416
Narracja: pierwszoosobowa
Gatunek: thriller
Ocena: 5/10
Opis:
Miała dwa życia. Dwóch mężów. I jeden sekret, który musiał zostać pogrzebany.
Nowa książka Adele Parks – mistrzyni mrocznych sekretów ukrytych za drzwiami zwyczajnych domów.
Kylie Gillingham znika bez śladu.
Zostawia po sobie chaos i pytania, na które nikt nie jest gotowy.
Szybko okazuje się, że prowadziła podwójne życie — była żoną dwóch mężczyzn, którzy nie mieli pojęcia o swoim istnieniu. Obaj są zdruzgotani. Obaj stają się podejrzani. Śledztwo odsłania kolejne warstwy kłamstw, a napięcie rośnie wraz z pytaniem: czy Kylie uciekła… czy ktoś pomógł jej zniknąć na zawsze?
Mroczny, wciągający thriller psychologiczny o zdradzie, lojalności i sekretach, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego.
Recenzja:
Moje drugie zetknięcie z książkami od Adele Parks - pierwsza z nich wywołała we mnie niechęć, a "To, co ukryliśmy" wydaje się przeciętniakiem: ale też dostaje informacje od ludzi z bookmediów, że to jedna z lepszych powieści tej pisarki... Cóż, trochę w takim wypadku dziwi mnie jej fenomen, ale zaraz dokładniej opiszę co mi się podobało, a co mnie zniechęciło.
W ogóle dodam, że podobno jest jakaś część pierwsza - chociaż nie są ze sobą jakoś mocno powiązane, bo podczas czytania "To, co ukryliśmy" przez ani sekundę nie miałam wrażenia, że losy Kylie były już gdzieś wcześniej opisane: i tamta fabuła opiera się na tym, dlaczego kobieta zdecydowała się na życie bigamistki i jak w tym wszystkim odnajduje się jej najlepsza przyjaciółka, Fiona. Jak jednak wspomniałam wyżej - "To, co ukryliśmy" da się czytać bez znajomości tego bardziej miłosnego dramatu - wszystko jest tu tak przedstawione, że każdy szczegół jest wyjaśniony (i gdyby nie to zdanie ze swego rodzaju podziękowań, nie wiedziałabym, że Kylie ma jakąś inną historię...).
Mam wrażenie, że Adele Parks nie umie w plot twisty - większość z nich się domyśliłam już na starcie, a kilka niespodziewanych wydarzeń, które się okazały w trakcie, nie były według mnie aż tak emocjonujące, jak być powinny. Autorka komplikuje akcje - często niepotrzebnie - ale takich szerszych opisów uczuć za bardzo nie mamy, przez co czasem trudno zrozumieć dokładniejsze umotywowanie "co i jak": co na przykład bardzo mi przeszkadzało na końcu tej historii, gdy już wszystkie karty wyszły na stół, bo nie spodziewałam się do końca takiego obrotu spraw.
Kylie ma dwóch mężów - jeden z nich ma dwóch synów, którymi kobieta opiekuje się od dziecka, a drugi jest bardzo bogaty. W pewnym momencie pojawia się jednak pytanie - czy ktoś ją zamordował, czy jednak wydarzyło się coś innego? Pewne ślady wskazują na to, że przez jakiś czas byłą przetrzymywana, ale czy to jednoznacznie musi świadczyć o tym, że już nie żyje? A jeśli tak - to kto jest sprawcą, skoro najczęściej zabija małżonek, a Kylie miała aż dwóch?
Powiem szczerze, że w kwestii tego, co się stało z Kylie, wiedziałam to już w jednym z pierwszych rozdziałów - miałam takie przeczucie, które sprawdziło się w stu procentach. Osobę, która była największym kombinatorem też już wypatrzyłam dosyć szybko - a ona sama w swoich rozdziałach zresztą się praktycznie od razu do tego przyznała, więc nie było żadnego zaskoczenia odnośnie tego, kto tu próbuje zacierać ślady i w jaki sposób...
Zakończenie zalatywało już bardziej dramą rodem "Moda na sukces" niż czymkolwiek innym - ale tuż przed zakończeniem, jeśli miałabym ocenić końcówkę, to powiedziałabym, że to najlepsza część "To, co ukryliśmy" - i że wtedy dało się odczuć najwięcej emocji i czytelnik z największym zaciekawieniem badał wszystko, co się działo i co tam Adele Parks serwowała.
W "To, co ukryliśmy" było też kilka takich niuansów związanych z niedopatrzeniami redakcyjnymi: brak spacji, fragment testu mniejszym rozmiarem niż cała reszta tekstu (chociaż nie powinno się to różnić). Nie przeszkadza to w żaden sposób w czytaniu i w odbiorze tekstu, niemniej jednak wolę Was uprzedzić, żebyście nie mieli później zaskoczenia, że się taka rzecz w recenzji nie znalazła. Ale okładka ładna - podoba mi się taki koncept!
Podsumowując: no dla mnie ten tytuł był takim średniakiem po prostu, jakoś mnie bardzo nie zachwycił, ale też nie sprawił, że miałam ochotę porzucić czytanie (jak to miałam w przypadku "Pod jednym dachem". Sami więc zadecydujcie czy macie ochotę zapoznawać się z historią Kylie - a jak wolicie sięgnąć po coś innego, to też to rozumiem, bo wydawnictwo MOVA ma dużo innych fajnych tytułów!
Nie mam jej w planach 🤭
OdpowiedzUsuńNo to jednak nie dla mnie, a szkoda bo chciałam przeczytać
OdpowiedzUsuńNie planuje czytać.
OdpowiedzUsuń