poniedziałek, 3 sierpnia 2026

Jennifer Donnelly - "Zatruta"

Autor: Jennifer Donnelly

Tytuł: Zatruta

Wydawnictwo: Zysk i S-ka [współpraca reklamowa]

Data wydania: 2026

Ilość stron: 400

Narracja: trzecioosobowa

Gatunek: retelling baśni

Ocena: 8/10


Opis:

Rozbij lustro. Rozprosz iluzję. Odzyskaj swoje serce. 

Dawno, dawno temu dziewczyna o imieniu Sophie wyruszyła do lasu w towarzystwie łowczego. Jej wargi miały kolor dojrzałych wiśni, skóra była miękka jak świeżo spadły śnieg, a włosy czarne niczym bezgwiezdna noc. Kiedy zatrzymali się na odpoczynek, łowczy wyciągnął nóż… i odebrał jej serce. 

Nie powinno to dziwić. Od dawna krążyły plotki i szepty: że jest zbyt dobra i naiwna, by rządzić, że jako przyszła królowa okaże się porażką. A Sophie w to wierzyła. Wierzyła we wszystko, co o sobie słyszała – w zatrute słowa, którymi próbowano ją przekonać, że dziewczęta takie jak ona nie powinny być zbyt silne. 

Z pomocą siedmiu tajemniczych nieznajomych Sophie udaje się przetrwać. A gdy odkrywa, że zazdrosna królowa może nie ponosić winy, musi znaleźć w sobie odwagę, by stawić czoła jeszcze groźniejszemu wrogowi. I przekonuje się, że nawet najciemniejsza magia nie zdoła zgasić ognia płonącego w ludzkim sercu i że dobroć bywa najpotężniejszą siłą.


Recenzja:

Z tej książki można wynieść więcej dobrego niż z wielu szkolnych lektur - taka myśl mi się nasunęła tuż po przeczytaniu i w sumie czym dłużej na ten temat myślę, tym bardziej się w tym utwierdzam. Lubię baśnie, chociaż zwykle retellingi opierają się o zbytni romantyzm, zbytni erotyzm - a nie o metafory, które są prawdziwie istotne i trafne.

Miło mi powiedzieć, że "Zatruta" jest obecnie moim ulubionym retellingiem odnośnie Królewny Śnieżki - ale definitywnie znajduje się także wśród trzech moich ulubionych retellingów w ogóle. Niewiele znam powieści, które by mnie zaskoczyły: a które niewiele miałyby wspólnego z nadmiernym skomplikowaniem fabuły.

Jennifer Donnelly zadała przede wszystkim - kto w całej tej baśni był zły... a kto był dobry. Jednoznacznie chyba nie da się na to w żaden sposób odpowiedzieć, że macocha naszej głównej bohaterki była potworem - i jest to w "Zatruta" świetnie przedstawione i uzasadnione. Ba, całokształt fabularny naprawdę zachwyca psychologiczną głębią.

Jak to w baśniach - mamy tu dosyć szybko pałanie sympatią, nadmierne ryzykowanie życia i tym podobne - ale chociaż księgarnie internetowe często określają "Zatruta" mianem "romantasy" - tak naprawdę trudno znaleźć tu bardziej zarysowany wątek miłosny: a tym bardziej jakiekolwiek fizyczne kontakty odpadają (najbardziej romantyczna rzecz to opieranie się o czyjeś ramię...).

Sophie - nasza główna bohaterka, która właśnie jest taką Królewną Śnieżką - przeżyła długą drogę od jej życzliwości i strachu na pierwszych stronach aż... Cóż, wolę, żebyście sami odkryli, ale to była piękna wewnętrzna przemiana, która w niej zachodziła: i myślę sobie, że Sophie dla wielu osób mogłaby się stać pewnego rodzaju wzorem do naśladowania.

Bywa krwawo - w końcu jednym z elementów jest dosłownie usunięcie serca bohaterki (nie jest to spojler, skoro dzieje się to w prologu...). Nie ma jednak zbyt wielu opisów i nadmiernej brutalności, a klimat baśni jest zachowany od pierwszego do ostatniego słowa. Wydaje mi się, że w swych opisach bracia Grimm bywali bardziej dosadni i bardziej okrutni.

Jennifer Donnelly stworzyła książkę, która wydaje się niepozorna - chociaż nasze polskie wydanie jest piękne: twarda oprawa, barwione brzegi, żółta wklejka. Z jednej strony więc piękny jest końcowy przekaz, a z drugiej: i zewnętrznie "Zatruta" kusi czytelnika. Super, że to się tak fajnie skomponowało - bo dzięki temu ten tytuł można nawet komuś sprezentować!

Jeśli lubicie historie, które chwytają za serce, mają trochę metafor (ale bardzo czytelnych) i gdzie akcja dynamicznie się rozwija, to polecam Wam tę pozycję. Swoją drogą, wydaje mi się, że nawet jak na co dzień nie czytacie baśni, ale lubiliście je w dzieciństwie, to w przypadku tej książki poczujecie nawet pewną nostalgię i zrobicie sobie małą wyprawę w przeszłość - bo wspomnienia definitywnie się tu uruchamiają.

"Zatruta" jest jednym z ciekawszych odkryć tego roku - i dziwię się, że nikt jej wcześniej w Polsce nie wydał, bo ta powieść ma już kilka lat na zagranicznym rynku. Jestem ogromnie ciekawa tego, co może jeszcze stworzyć ta świetna pisarka - i zacieram rączki, żeby jeszcze coś w Polsce zostało wydane z jej dorobku. Ja tymczasem muszę nadrobić "Przyrodnia siostra", która jest retellingiem Kopciuszka: bo oceny też ma naprawdę dobre, czyli raczej warto!

Podsumowując: macie może ochotę na baśniowy klimat?

9 komentarzy:

  1. Lubię baśnie, lubię retellingi. A o spiacej królewnie nie czytałam jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubiłam baśnie i chętnie przeczytam ten retelling 🥰

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej ho, to Śpiąca królewna (jest w pierwszym akapicie) czy jednak Śnieżka? Czy dwie wersje w jednym? Z opisu do książki wydaje się jednak, że to w sumie jest bardziej Śnieżka...
    Ale poza tym wydaje się to fajne. Mocno pokręcone, nie powiem, nawet bardzo, mocno zagmatwana i przerobiona, ale wydaje się to całkiem spoko poprowadzoną historią. Krwawe dzieje bardzo pasuje do Grimmów. Nie powiem, chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śnieżka, Śnieżka - już poprawiłam, bo oczywiście pogoda daje mi we znaki i coś namieszałam. DZIĘKI ZA CZUJNOŚĆ!

      Usuń
    2. Nie ma problemu! 🫡 Ja się po prostu zaczęłam zastanawiać, czy nie ma tu więcej baśniowych wątków 😉

      Usuń
  4. Lubie takie klimaty, zapisuje sobie ten tytuł

    OdpowiedzUsuń
  5. Paulina Sternak4 sierpnia 2026 12:45

    Ciekawie przedstawiona wersja ,,Królewny Śnieżki". Może bardzie krwawa, ale mnie bardzo ciekawi. Chętnie sięgnę po ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  6. Marta Dąbrowska4 sierpnia 2026 18:04

    O, tak. Krwawe, mroczne, pełne okrucieństwa, to coś dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  7. Po takiej recenzji naszła mnie ochota na książkę z baśnią w tle a "Zatruta" zapowiada się wyśmienicie.

    OdpowiedzUsuń