Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Woman Down. Kobieta na dnie
Wydawnictwo: Otwarte [współpraca reklamowa]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 336
Narracja: pierwszoosobowa
Gatunek: thriller romantyczny
Ocena: 6/10
Opis:
Petra Rose jeszcze niedawno była na szczycie. Jej książki podbijały listy bestsellerów, publiczność kochała ich bohaterów i ją samą. Film na podstawie jednej z powieści miał być spełnieniem marzeń Petry, ale przez fatalny błąd straciła wszystko.
Osaczona przez media i odrzucona przez fanów Petra nie jest w stanie pisać.
Aby dokończyć swoją najnowszą powieść, dzięki której ma nadzieję spłacić długi i odbudować wizerunek, wyjeżdża do domku na odludziu. Słowa nie chcą jednak płynąć, praca nad książką utyka w martwym punkcie.
Pewnego dnia Petrę budzi błysk policyjnych świateł. W jej samotni pojawia się Nathaniel Saint, śledczy badający sprawę wypadku, do którego doszło w okolicy. Zaintrygowana mężczyzną Petra proponuje mu, by doradzał jej podczas pracy nad powieścią.
Konsultacje szybko przeradzają się w płomienny romans. Saint staje się dla Petry źródłem niewyczerpanej inspiracji i wzorem głównego bohatera. Kobieta przekonuje się jednak, że ta fascynacja ma też mroczną stronę, a podjętej gry nie da się łatwo zakończyć. Każde spojrzenie i gest zacierają granicę między fikcją a rzeczywistością. Tylko czy Petra wciąż potrafi odróżnić jedno od drugiego?
Recenzja:
Zacznę od tego, że bardzo miło było zobaczyć, że Colleen Hoover wróciła do pisania, bo chyba z trzy lata nie wydała żadnej nowości. To nie tak, że jej książki zmieniły moje życie - zwykle odbieram je pozytywnie, jako przyjemne czytadełka, ale te bardziej mroczne faktycznie sprawiły, że zbierałam szczękę z podłogi. Mając więc świadomość, że "Woman Down. Kobieta na dnie" będzie z jednej strony thrillerem romantycznym, a z drugiej strony: owocem pracy po kilku latach przerwy, byłam ogromnie ciekawa tego, jak to wszystko wyjdzie i czy mi się spodoba.
Przede wszystkim podkreślę, że ta powieść nie jest moją ulubioną spod ręki tej pisarki. Miała już lepsze pozycje i lepsze wykonania: ale zaraz postaram się napisać o tym ciut więcej, by wytłumaczyć, dlaczego tak sądzę, bo nie chodzi o to, by rzucać słowa na wiatr.
1) Główna bohaterka jest pisarką, która mierzy się z medialnym hejtem. Wydawała bestsellery, utrzymywała się z tego, ale od czasu, gdy zrobiono ekranizację jednej z jej powieści, zaczęła się na Petrę publiczna nagonka. Nie dziwi mnie to, bo w filmie wycięli wątek trójkąta miłosnego, właściwie jeden bohater (kluczowy), w ogóle wyleciał ze scenariusza, a produkcja przedstawiła to wszystko tak, jakby Petra się na to zgodziła i jakby było to jej winą. To, że nie było - a w pewien sposób produkcja ją zmanipulowała - okazało się dla Petry takim problemem, że przez ostatnie półtorej roku nie napisała żadnej książki, ale w sumie w żaden sposób nie protestowała publicznie, nie starała się pokazać swojej narracji, tylko siedziała cicho i zbierała baty.
Gdy więc wyjechała na kilka tygodni do wynajętego domku, by odblokować się pisarsko, nikt nie spodziewał się, że faktycznie to coś da. Bo skoro pisze się o policjancie, a nagle ma się okazję poznać seksownego gościa, który też jest policjantem, to wydawać się może, że wszechświat zesłał jakąś muzę by dawała ogrom inspiracji...
2) Od razu dodam, że "Woman Down. Kobieta na dnie" jest napisana w taki sposób, że czytanie stanowi przyjemność, a nie przykry obowiązek. Nie od dziś wiem, że Colleen Hoover umie pisać i mistrzowsko włada słowami: więc nawet jak pewne sceny są bardzo przewidywalne, to czytanie nie stanowi żadnego problemu i ja osobiście uwielbiam właśnie to, na jak wysokim poziomie warsztatu literackiego jest autorka, nawet po przerwie.
3) Nie wszyscy lubią motyw zdrady i nie każdy toleruje trójkąt miłosny. Od razu ostrzegam, że te wątki tu są i stanowią swego rodzaju podporę dla całej akcji, więc jeśli ktoś nie jest w stanie tego znieść, to niech lepiej się wycofa, bo szkoda, by negatywnie się nastawić do historii tylko i wyłącznie dlatego, że nie zna się trigger warningów.
4) Zakończenie było mega interesujące - w pewien sposób domknęło to tak, że lepiej sobie tego wyobrazić nie potrafiłam. Jest to trochę moralnie kontrowersyjne, a same powiązania relacyjne i dodatkowe tajemnice mogłyby być powodem kolejnych dramatów, ale do "Woman Down. Kobieta na dnie" takie zakończenie pasowało właśnie idealnie, bo nie da się tej fabuły odebrać jednoznacznie jako godnej potępienia, a przynajmniej ja nie umiałam tego zrobić.
5) Trochę takie dark momenty - porwanie, związanie czy stalking - mnie zastanawiały, bo ja wiedziałam, że to thriller romantyczny, ale niektóre sceny to były bardziej jak z dark romansu (w sensie: wiem, że mnie krzywdzisz, ale uprawiajmy seks i wszystko będzie dobrze). Myślę sobie, że właśnie dlatego ciężko jednoznacznie zdefiniować "Woman Down. Kobieta na dnie", bo bywa ta książka pełna sprzeczności - ale jednocześnie nie umiem dać jej niższej oceny niż sześć na dziesięć.
6) Wiem, że nie wszystkim się ta opowieść spodoba. Mam tego pełną świadomość, głównie ze względu na to, ile tajemnic jeszcze gromadzi w sobie Petra, a które wychodzą w czasie. Początkowo można odbierać ją nawet całkiem pozytywnie, być może nawet jako ofiarę, ale później jej postać budzi różne, często skrajne emocje.
Biorąc to wszystko pod uwagę podkreślę tylko, że podobało mi się najbardziej to, że ta książka nie była czarno-biała, a raczej była cholernie skomplikowana i zagmatwana, dawno czegoś takiego nie czytałam. Mimo wszystko uważam, że jest to raczej przeciętna opowieść, która nie zostaje ani wybitnie długo w myślach, ani wybitnie długo w sercach swoich odbiorców.
Trzymam kciuki, żeby Colleen Hoover wróciła na dobre jako pisarka - i wyczekuję, co jeszcze nam jej twórczość i pomysłowość za sobą przyniesie...
Hoover raczej kojarzę z romansów które lubię, po te historię pewnie kiedyś sięgnę, bo opis wydaje się ciekawy, ale nie w pierwszej kolejności.
OdpowiedzUsuńŚwietnie napisałaś tę recenzję! 😍 Bardzo podoba mi się, że tak szczerze i bez owijania w bawełnę oceniasz powrót Colleen Hoover. Twoje punktowe podsumowanie super rozjaśnia sytuację – zwłaszcza to ostrzeżenie o motywach zdrady i dark momentach, bo nie każdy to lubi. Skoro to taka skomplikowana, szara moralnie historia, to mimo oceny 6/10 chyba jednak dam jej szansę z czystej ciekawości. Dzięki za super tekst i oczywiście wielkie brawa za kolejną udaną współpracę! 🖤
OdpowiedzUsuń