Autor: Ludka Skrzydlewska
Tytuł: Obrońca. Niegrzeczne short story
Wydawnictwo: Niegrzeczne Książki [współpraca reklamowa z Audioteka]
Data wydania: 2026
Czas trwania: 1 godzina 8 minut
Narracja: pierwszoosobowa
Gatunek: romans
Ocena: 5,5/10
Opis:
Pojawił się, by ją chronić. Został, bo nie potrafił jej porzucić.
Regina Roscoe próbuje ułożyć sobie życie po rozwodzie z Rayem, ale przeszłość byłego męża szybko upomina się o nią w najmniej oczekiwany sposób. Kiedy zostaje zaatakowana przez ludzi związanych z jego przestępczymi interesami, z pomocą przychodzi Ezra McLain – prywatny detektyw, który doskonale wie, kim jest Regina i dlaczego znalazła się w niebezpieczeństwie.
Ezra postanawia ją chronić, choć jego zainteresowanie Reginą sięga znacznie dalej niż zwykła zawodowa troska. Gdy kobieta ponownie wpada w ręce Raya, detektyw rusza za nią, nie zamierzając pozwolić, by stało jej się coś złego. Wspólne zagrożenie sprawia, że między nimi pojawia się uczucie, które coraz trudniej ignorować.
Tylko czy można zaufać mężczyźnie, który od początku skrywa tajemnice?
„Obrońca” to jedno z opowiadań z serii Niegrzeczne Short Story – pełnych namiętności, niebezpieczeństwa i emocji krótkich historii, które pochłoniesz w jeden wieczór.
Recenzja:
Kolejne opowiadanie w formie audiobooka, które musiałam przesłuchać, bo autorką jest Ludka Skrzydlewska - a pewnie wiecie już, że w kwestii jej książek staram się być bardzo na bieżąco. I znowu - mamy historię, która jest przyjemna, wywołuje szybsze bicie serca, ale w żaden sposób nie jest to opowieść, którą będę pamiętać przez dłuższy czas.
Dodam też, że opis powinniście przeczytać tylko w przypadku, gdy słuchacie "Obrońca. Niegrzeczne short story" dla scen seksu - bo opis zdradza dziewięćdziesiąt procent tego, co się dzieje w międzyczasie, nie licząc kwestii namiętności. Wydaje mi się, że można było napisać to bardziej ogólnikowo i po krótce: bo Ludka Skrzydlewska i tak ma już w Polsce taką reputację (i na tylu fanów), że by sobie po tę historię sięgnęli.
Lektorką w tej wersji audio jest Katarzyna Domalewska, która dała z siebie wszystko i stworzyła naprawdę fajny klimat oraz atmosferę, ale trzeba przyznać jedno: pewnych niespójnych niuansów w tej fabule nie było to w stanie zamaskować - i zaraz opowiem Wam, co według mnie było właśnie takim małym, niedopracowanym do końca elementem. Najpierw zróbmy sobie jednak krótkie wprowadzenie do fabuły, żebyście byli w stanie zrozumieć, dlaczego według mnie to jest dziwne!
Regina pół roku temu wzięła rozwód z facetem, który ją okłamywał i zdradzał. Kiedyś myślała, że to wielka miłość, ale pomyliła się - a jej były mąż okazał się zwykłym gnojem. Tym razem jednak solidnie przegiął, bo w wyniku jego działań ktoś poluje na życie Reginy - a raczej: chce ją wykorzystać jako kartę przetargową, by zmusić mężczyznę do oddania ogromnej sumy pieniężnej.
Można powiedzieć, że Reginę poznajemy w momencie, w którym pływa sobie na basenie, już nie do końca w godzinach, w których powinna - a ktoś dosłownie próbuje ją utopić. Jak to w bajkach bywa, pojawia się nagle książę z bajki - później okazuje się, że jest to Ezra, prywatny detektyw, który ratuje życie naszej głównej bohaterce i stwierdza, że zapewni jej bezpieczeństwo.
Na tym jakby urwę opisywanie fabuły - opis i tak zdradza zbyt dużo. Zastanawia mnie jednak to, że Ezra przez jakieś pół roku miał czas obserwować i w pewien sposób chronić Reginę, czekając właśnie na taki atak jak ten na basenie, a ona nigdy go nie zauważyła w swoim pobliżu. Ja rozumiem, że jest on prywatnym detektywem - ale to kolejna ciekawa sprawa: jak on w międzyczasie zarabiał, i to najwidoczniej na tyle dobrze, że z opisu jego auto brzmiało na drogie (sory, nie znam się zbyt dokładnie na kwestiach motoryzacji)?
Jeśli jednak spojrzymy na samą kwestię romantyczną, a raczej na kwestię namiętności, która pojawia się między Ezrą a Reginą, można przyznać, że Ludka Skrzydlewska odwaliła kawał dobrej roboty. Dało się tego słuchać i w pewien sposób uwierzyć w to, że ta relacja w przyszłości mogłaby mieć jakiś happy end, chociaż nie wiem, czy chciałabym budować związek z kimś, kto przez kilka miesięcy potajemnie mnie obserwował...
Rozumiem jednak ideę takich opowiadań audio. Mogłabym powiedzieć, że to są takie harlequiny w formie audiobooków, bo jednak rynek książki coraz bardziej musi walczyć o to, by proponować jakieś nowości i czymś się wyróżnić na tle konkurencji. Ustalmy, że harlequiny to było takie guilty pleasure i raczej nikt tego nie czytał pod kątem rozwojowym - raczej pod kątem poprawy nastroju i miłego spędzenia czasu, by się trochę odmóżdżyć i zrelaksować. "Obrońca. Niegrzeczne short story" to dokładnie tego typu opowiadanie - krótkie i pobudzające serce do szybszego bicia.
Jeśli macie więc ochotę poznać, serdecznie odsyłam Was na Audiotekę, gdzie są tam jeszcze inne pozycje z tej serii - Niegrzeczne short story zaczyna podbijać serca czytelników (a może raczej: słuchaczy?).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz