Autor: Skyla Arndt
Tytuł: Dom Kier
Wydawnictwo: Nowe Strony [współpraca reklamowa]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 293
Narracja: pierwszoosobowa
Gatunek: young adult
Ocena: 6,5/10
Opis:
Violet Harper wie, że jej najlepsza przyjaciółka została zamordowana. Nawet jeśli wszyscy inni uznali jej śmierć za „tragiczny wypadek”, Vi jest pewna, że tuż przed śmiercią dziewczyna próbowała powiedzieć jej coś ważnego. Tajemnicze wiadomości dotyczące elitarnej szkoły z internatem, burzliwego romansu i tajnego stowarzyszenia, w które jej przyjaciółka była uwikłana, wskazują na znacznie mroczniejszą historię.
Violet robi więc to, na co nikt inny nie ma odwagi: przenosi się do tej samej prestiżowej szkoły, by zinfiltrować stowarzyszenie oraz odkryć, co spotkało jej przyjaciółkę. Wie, że prawda może okazać się brutalna, ale nie spodziewa się, że na jej drodze stanie przystojny chłopak – Calvin Lockwell, brat jej głównego podejrzanego i potomek założyciela szkoły. Jest irytujący, uprzywilejowany i doprowadza Violet do szału, a mimo to dziewczyna nie może zignorować wzajemnej fascynacji.
Nawet gdy na jaw wychodzą szczegóły śmiertelnej klątwy nękającej szkołę, Vi nie potrafi uciec od swoich prawdziwych uczuć do Calvina. Problem w tym, że pokochanie go może być ostatnią rzeczą, jaką zrobi w życiu.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.
Recenzja:
Powiem tak - okładka bardziej kojarzy mi się z takimi wampirzymi klimatami, ale mamy tu "tylko" duchy - i nie, nie tylko jednego ducha, tylko pojawia się ich w sumie więcej, co jest związane z rodzinną klątwą... Ale o tym szerzej zaraz napiszę. W każdym razie "Dom Kier" był dla mnie interesującą przygodą, mimo tego że nie stał się ulubioną książką tego miesiąca.
Violet wie jedno - jej przyjaciółka umarła w prywatnej akademii, a jej śmierć uznano za nieszczęśliwy wypadek lub nawet za celowe działanie. Tyle, że nasza główna bohaterka wie jedno - ktoś musiał w tym pomóc, bo nie było żadnej opcji, by zmarła celowo czyhała na swoje życie, szczególnie, że zostawiała przecież Vi pewne komunikaty, które sugerowały, że dzieje się coś dziwnego...
Violet nie sądziła, że znajdzie się w tej dark akademii, ani tym bardziej, że zacznie brać udział o miejsce w tajnym stowarzyszeniu. Ba, nie sądzi nawet, że jest się w stanie zbliżyć do prawdy odnośnie sensu i celu działania takiej organizacji - bo w końcu zajmowanie się rodzinną klątwą nie jest czymś, co zwykle robią dzieciaki po godzinach nauki... Okazuje się jednak, że Violet podczas pobytu w nowym miejscu zaczyna dostrzegać coraz więcej dziwnych rzeczy i ma coraz większy zamęt w głowie odnośnie do tego co się wydarzyło i kto za tym wszystkim tak naprawdę stoi...
Powiem tak: "Dom Kier" czytało mi się mega szybko i całkiem przyjemnie. Spędziłam z tą książką przyjemną sobotę (tak, w tamtym tygodniu, a dopiero dzisiaj wracam z recenzją, ale zdjęcie i rolki hulają sobie śmiało po moich social mediach już od kilku dni). Nie jest to bardzo wymagająca historia, bo jednak jest to young adult, ale...
No właśnie. Czasem bywa krwawo, trochę okrutnie, a czasem okazuje się, że uczniowie są w stanie być ogromnymi dupkami, którzy wyżywają się na innych. Uważam jednak, że jak jednym z głównych motywów miała być dark akademia, to założenie zostało spełnione naprawdę dobrze przez Skylę Arndt.
Jak nie jestem w stanie przyczepić się do tego, jak ta książka jest napisana, tak nie ukrywam, że trochę przeszkadzało mi zakończenie (nie sama ostatnia scena, tylko bardziej końcówka), szczególnie, że dosłownie leci z tempem na łeb, na szyję. Czasami musiałam czytać pewien fragment po dwa, trzy razy, żeby sobie w pełni to w głowie ułożyć. Rozumiem zamysł i sens, ale dołożenie kilku dodatkowych stron, ciut więcej logiki i sensu by nie zaszkodziło tej fabule.
Jeśli chodzi o samą ostatnią scenę w "Dom Kier", tu akurat myślę, że wyszło to całkiem w porządku i trochę przewrotnie w stosunku do tego, jakie były nałożone oczekiwania. Podobało mi się to, jak stworzyła się pewna więź, jak opisane były pewne relacje (w tej kwestii niestety nie wszystkie - ale ta bardziej romantyczna była według mnie całkiem w porządku).
Ostatecznie oceniam na sześć i pół gwiazdki na dziesięć i wydaje mi się, że jak ktoś lubi podobne klimaty, to może się przy czytaniu dobrze bawić. Dawno nie czytałam nic z duchami, klątwą rodzinną, a już tym bardziej osadzone w pozycji bardziej dla starszej młodzieży, z miejscem akcji w luksusowej akademii... No samo połączenie wątków jest tutaj dużym plusem, nie ukrywam, ale ogólnie Skyla Arndt odwaliła kawał dobrej roboty. "Dom Kier" nie jest genialna w stylu "nigdy o niej nie zapomnę", ale to na pewno dobry sposób na spędzenie przyjemnego dnia.

Z ciekawości pewnie kiedyś po to sięgnę
OdpowiedzUsuńJeżeli nadarzy się okazja to skuszę się
OdpowiedzUsuńPamiętam jak pierwszy raz zobaczyłam tę książkę to uznałam, że to historia o wampirach, które bardzo lubię. Duchy również więc zupełnie mi to nie przeszkadza :)
OdpowiedzUsuń