sobota, 10 października 2026

Sophie Jomain - "Tajemnice Little Balmoral"

Autor: Sophie Jomain 

Tytuł: Tajemnice Little Balmoral

Wydawnictwo: Jaguar [współpraca reklamowa]

Data wydania: 2026

Ilość stron: 352

Narracja: pierwszoosobowa (dwie narracje)

Gatunek: jesieniarski romans

Ocena: 5/10


Opis:

Odziedziczenie starej posiadłości i sporej sumy na jej remont mogłoby wydawać się ekscytujące. Zwłaszcza gdy ktoś ledwo wiąże koniec z końcem. Jednak Phèdre Demay nie czuje ekscytacji. Zdecydowanie nie planowała przeprowadzać się do Little Balmoral, miejsca, z którym wiąże się jej największe rozczarowanie miłosne. Na domiar złego dom wydaje się wyjątkowo niechętny nowej lokatorce: cały aż skrzypi, a okna otwierają się same.

Phèdre ma wszelkie powody, by zacząć wierzyć w duchy. Zwłaszcza gdy dziwnym trafem do jej drzwi puka Adam, chłopak, który złamał jej serce, a w różnych zakamarkach domu w tajemniczy sposób pojawiają się zaszyfrowane wiadomości.

Jesień zapowiada się wyjątkowo burzliwie: wśród nieoczekiwanych spotkań, rzeźbienia w dyniach i wiązek szałwii…

Chyba że magia Halloween potrwa aż do Bożego Narodzenia...

Wyjątkowa, prawdziwie jesienna opowieść, z dołączonym w środku magicznym liściem pozwalającym odczytać ukryty tekst!


Recenzja:

Z ciężkim sercem daję tej książce pięć na dziesięć - bo zamysł w wielu kwestiach naprawdę był mega spoko, ale wykonanie niestety pozostawia wiele do życzenia: i opowiem Wam szczegółowo, dlaczego warto dać tej pozycji szansę, z jednoczesnym wzięciem pod uwagę, że to taka historia do przeczytania "na jeden raz".

Phedre od lat nie widziała ciotki, ale teraz otrzymuje ona od niej spadek, z racji tego, że jest jedyną żyjącą krewną. Dziewczyna nie spodziewała się tego, ani tym bardziej tego, jak zawrotna będzie to kwota. Jest jednak pewien haczyk: Phedre musi spędzić w remontowanym domu ciotki co najmniej kilkanaście miesięcy, żeby wszystkiego dopilnować, a wtedy spadek będzie jej. 

W życiu się nie spodziewa, że na dodatek przypadkowym dziennikarzem, który pojawi się pod jej domem, chcąc robić reportaż o nawiedzonych miejscach, będzie Adam, jej miłość z czasów nastoletnich. On sam także myślał, że spotka się ze zmarłą ciotką, z bardzo prostego względu: przejął to zlecenie w ostatniej chwili i nie spodziewał się, że w międzyczasie pojawi się jakiś śmiertelny zawał u osoby, z którą było umówione spotkanie...

Przypadek czy nie? Trudno powiedzieć, ale do książki jest dołączony taki czerwony liść, który pozwala odkrywać fragmenty starego listu, który Phedre napisała do Adama, a który obecnie jakimś cudem znajdują w częściach w różnych częściach domu. Czytelnik może go przeczytać, ale jest to trochę trudne, bo literki są naprawdę małe i ja, jak czytałam to wczoraj późnym wieczorem, to mimo włączonego światła ledowego na poziomie stu procent mocy miałam problem, żeby się w to dobrze wczytać.

Sam pomysł ukrytego przekazu jest jednak świetny, a sam listek jest genialnym posunięciem. W ogóle mam wrażenie, że "Tajemnice Little Balmoral" to taka najbardziej jesieniarska książka, którą czytałam w swoim życiu - mamy tu sporo o dyniach, o imprezie Halloween, o kwestii przyrządzania dodatkowych smaczków związanych z jesienią... Niby akcja kończy się już w porze zimowej, ale można powiedzieć, że jednak "Tajemnice Little Balmoral" to kwintesencja jesieni.

Ogólnie dodam, że historia miłosna Phedre i Adama w żaden sposób mnie nie zaskoczyła. Odkrycie tajemnic rodzinnych momentami było bardziej szokujące, ale w wielu aspektach było po prostu dosyć przewidywalne - a sen pod koniec, związany z bałwanem, który miał się okazać proroczy, to już w ogóle rozwalił mnie na łopatki, bo to było bardzo naiwne nawiązanie do tematu, zamiast znaleźć ciut lepszy sposób na to, żeby rozpocząć pewien wątek.

Nie jest więc to historia, która wbija w fotel i która trzyma czytelnika w napięciu, ale mimo wszystko czyta się tę pozycję bardzo szybko i przyjemnie, kibicuje się głównej bohaterce i chce się odkrywać niausne z jej życia. To taka swojska, małaomiasteczkowa opowieść, która podkreśla, że każdy zasługuje na drugą szansę i na odmianę swojego życia.

Wydaje mi się, że jak chcecie jeszcze poczuć klimat jesieni i trochę wprawić się w atmosferę Halloween, to bez wątpienia pozycja od Sophie Jomain się Wam do tego może przydać. Nie jest to moja ulubiona książka tego miesiąca, ale bez wątpienia ciepło o niej myślę i będę myślała, a jak ktoś mnie zapyta, co najbardziej pozwoliło mi poczuć klimat jesieni w tym roku, to odpowiem, że właśnie "Tajemnice Little Balmoral"!

PS. Dziś dodam jeszcze zdjęcie i może się uda dodać nawet rolkę odnośnie tej książki! Śledźcie na moich social mediach!

4 komentarze:

  1. Twoja recenzja mnie zaintrygowała zapisuje sobie tytułów ♥️

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoja recenzja sprawiła że chętnie sięgnę po tą książkę bo czuję się nią zaintrygowana

    OdpowiedzUsuń
  3. Karolina Zawierucha10 października 2026 14:57

    Zakochałam się w okładce, na pewno przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  4. Okładka przyciąga, ale jednak nie mam tej książki w planach (przynajmniej na razie)

    OdpowiedzUsuń