Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawo jazdy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawo jazdy. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 września 2014

Julia Hebdzyńska - "eLka"

Tytuł: eLka
Autor: Julia Hebdzyńska
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 95
Ocena: 3/10

Opis:

Młoda dziewczyna, maturzystka, rozpoczyna naukę w szkole jazdy. Nieoczekiwanie jednak nauka ta staje się dla niej szkołą uczuć, wewnętrzny egzamin z instruktorem – egzaminem dojrzałości, a pierwszy pocałunek – niezwykle trudnym manewrem w ślepej uliczce. Jak zawracanie na trzy. Czym skończy się fascynacja znacznie starszym instruktorem? Czy dziewczyna zda swój pierwszy egzamin z życia?

Recenzja:

eLka to kolejna króciutka książka młodej autorki, którą wydało wydawnictwo Novae Res i którą przyszło mi recenzować. Podobnie jak w przypadku Zagubionej Pauliny Machnickiej, nie napiszę zbyt wiele o eLce, bo ciężko napisać dużo o książce, która nie ma nawet stu stron.
Bohaterką jest bezimienna dziewczyna, osiemnastoletnia maturzystka, która postanowiła we wrześniu rozpocząć kurs prawa jazdy. Jej instruktor okazał się niezwykle przystojnym mężczyzną o zniewalających oczach, a wiadomo jak młode, niedoświadczone dziewczyny reagują na takich mężczyzn.
Na okładce można przeczytać, że autorkę cechuje chaotyczny umysł – sposób narracji, który opierał się w głównej mierze na zapisie myśli bohaterki, też taki był, głownie dlatego, że jej myśli były, cóż – chaotyczne. Chociaż całe te 95 stron wypełniają rozważania bohaterki, tak naprawdę ciężko stwierdzić, czy zakochała się w swoim instruktorze czy nie, czy czuła coś do niego czy nie – paradoksalnie opisów uczuć nie było tu zbyt wiele.
Dobre dwa lata temu sama robiłam kurs prawa jazdy, więc mam to za sobą i wiem, jak wygląda. Zastanawiam się, czy zaliczyła go autorka, bo dla mnie wydało się niewiarygodne, żeby ze sposobem myślenia bohaterki w ogóle wyjechać na ulice.
Zawracanie z wykorzystaniem infrastruktury: Przełykam ślinę, bo wiem, że to trudne. […] Patrzę mu głęboko w oczy. Takie brązowe, myślę, takie piękne i powabne. […] Zaczynam kręcić kierownicą. On zakłada sobie ręce na ten swój wojskowy tors, pewnie umięśniony, męski. I siedzi tam skupiony na moich ruchach. Kompletnie nieświadomy moich myśli galopujących jak tornado. […] Cofam się, wychodzi krzywo. Załamuję ręce. To bez sensu. No nie mogę się skupić. Tyle myśli, tyle spraw…
Też macie przed oczami kraksę?
Cała miłosna historia kursantki i instruktora ogranicza się do obowiązkowej liczby jazd, jednej herbaty i kilku spotkań w samochodzie. Trudno, żeby była porywająca. I nie była. Do tego zakończenie, które tak naprawdę nie było zakończeniem sprawia, że można nazwać eLkę raczej opowiadaniem niż powieścią.
Autorka ma swój własny styl, który mnie osobiście nie urzekł. Książka jak na debiut wypada przeciętnie, głównie dlatego, że nie doszukałam się w niej niczego wartościowego. Przekaz? No tak, autorka napisała na końcu, w stylu niemalże Elizy Orzeszkowej i jej tendencyjnych powieści – „Żyj odważnie i nie bój się kochać”. Ale podobną myśl można przeczytać w ciasteczku z wróżbą albo nawet na odwrocie kapsla z Tymbarka. ELka nie jest ani porywająca, ani ciekawa. Ot, taka sobie opowiastka, ale wierzę, że za kilka lat autorka może zaskoczyć czytelników czymś o wiele lepszym. 
Ach, i byłabym zapomniała - okładka jest urocza! 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res