Zombie apokalipsa!
Zombie nadeszły i zdominowały zupełnie współczesną literaturę.
Gdzie nie spojrzymy, tam znajdziemy wylewające się flaki. Czytelnicy to
kochają, a autorzy jeszcze bardziej. Problem w tym, że wszystko już było i coraz
więcej amatorów zombiastycznych klimatów ma coraz większe wymagania co do
wschodzących powieści. Nie sposób tutaj nie wspomnieć o wielkim fenomenie jakim
jest generacja The Walking Dead. I serial, i książki, i komiksy. To, co
wyróżniło dwóch panów tworzących tę historię, to odrażające sceny i szokująca stylistyka
gore. Tacy bohaterzy jak Rick czy Glenn przeszli do historii z taką pompą jak
Iron Man, czy Spiderman lub inne kultowe postacie Marvela. Można powiedzieć, że
te zombie są najbardziej klasyczne. Nie czują, tylko jedzą i zostają zabite.
Chociaż z tym zabijaniem to też dość trudna sprawa, ponieważ zabijanie czegoś
nieżywego … jest oględnie mówiąc dosyć trudne, jeśli nie niemożliwe. Jednak, co
to obchodzi przeciętnego zjadacza chleba? Chyba wszyscy znamy odpowiedź na to
pytanie. Jest dużo flaków i płynu mózgowego? No to jesteśmy w domu!
Świeży powiew do tego rodzaju literatury postapokaliptycznej
wprowadziła Mira Grant, pisząc świetną trylogię „Przeglądu Końca Świata”. W tym
przypadku autorka stworzyła wirus Kellis-Amberlee, powodujący zmianę człowieka
w nieumarłego. Te zombie nie różnią się zbytnio od tych Jaya Bonansingi, ale
wielka różnica jest jeśli przyjrzymy się światu, w którym się poruszają. To
jest przyszłość w pełnym tego słowa znaczeniu. Nowoczesność, technologie prosto
jakby z kosmosu i pośród tego żywe trupy. To troszkę się nie klei, jednak dla
pani Grant chyba nie ma rzeczy niemożliwych.
Jednak maglownica przerobiła pewnego zombiaka na ciepłe
kluchy. Mówię tutaj oczywiście o książce/filmie „Warm bodies”/ „Ciepłe ciała”/ „Wiecznie
żywy”. R przypomina mi Edwarda Cullena z tym, że jest może bardziej emocjonalny
nawet jako zombie. Fanki „Zmierzchu” mnie za to zabiją, jednak musiałam to
napisać i jestem gotowa do poniesienia Internetowego linczu niczym jak w
nieposłuszeństwie obywatelskim. Film, który oglądałam mam nadzieję, że jego
celem było zabawienie, ponieważ to się udało. Cały czas się śmiałam i nie
jestem aż tak ortodoksyjnym wyznawcą „zombioholizmu”, aby poprzysiąc zemstę
reżyserowi.
Co ciekawego o zombie i rytuałach?
Przyznam się, że
naprawdę nie wiedziałam o tym przed przeprowadzeniem małego reaserchu.
Na koniec powiem Wam, że mam szczerą nadzieję na to,
aby świat zombie się rozwijał. W jakim kierunku? To pokarze czas!
PS. Do tego wstawiam Wam jeszcze link, do pionsenki, która chodzi za mną od jakiegoś czasu. Świetna!

Więcej takich ciekawych notek! Osobiście może nie jestem wielką fanką motywu zombie, ale np w ksiażce "Las Zębów i Rąk" (może to nie dokładnie zombie, ale bardzo mi się ten motyw podobał) :)
OdpowiedzUsuń