środa, 5 maja 2021

J. C. Green - "Ukochany pacjent"

Autor: J. C. Green

Tytuł: Ukochany pacjent

Wydawnictwo: Muza

Data wydania: 2021

Ilość stron: ok. 300

Ocena: 💀/10

Opis:

Przy nim wszystko przestało się liczyć. Był uwodzicielski i seksowny. Był też przyzwyczajony do podziwu oraz posłuszeństwa okazywanych mu na każdym kroku. Był niebezpiecznym gangsterem i właśnie został jej pacjentem.

Jedna decyzja może zmienić całe nasze życie. Niewinnie rzucone spojrzenie, przypadkowy dotyk, zauważony na ulicy mężczyzna albo – jak w przypadku Luizy – niespodziewany pacjent.

To ON przywrócił jej radość życia, rozpalił płomień pożądania, otworzył na nowe doznania i jak nikt przedtem, otoczył opieką. To dzięki niemu dowiedziała się kim naprawdę jest. A może jedynie próbowała być taką kobietą, jakiej ON pragnął?

Luiza szybko i na własnej skórze przekonała się, że świat nielegalnych interesów, to rzeczywistość, w której nie można ufać nawet najbliższym. Wielkie pieniądze niemal zawsze idą w parze z wielkim rozczarowaniem. Kula przeszywająca jej serce może i nie była prawdziwa, ale powodowała prawdziwy ból. Tą kulą okazał się być on. Leo. Mężczyzna, który miał być tym jedynym i którego kochała do szaleństwa...

J.C. Green serwuje czytelnikom emocjonalny rollercoaster. Historia miłosna i pożądanie przeplatają się z mrocznymi sekretami z przeszłości. Takiego romansu mafijnego, z taką ilością adrenaliny i testosteronu jeszcze nie było! „Ukochany pacjent” to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanek grzesznych książek.

Recenzja:

Ta książka to debiut tej autorki... I to widać. Niestety jest wiele rzeczy, w tej pozycji, które napawały mnie obrzydzeniem i niesmakiem. Widać brak kunsztu, nierozwinięty warsztat... i fabuła też ma wiele zgrzytów, jest taka trochę bez ładu i składu. Zaraz oczywiście wszystko wytłumaczę po kolei - i opowiem o swoich wrażeniach - żeby nie był to hejt, a konstruktywna krytyka, bo autorce (Polce), życzę jak najlepiej. Ale ta powieść - która jest wzięta z Wattpada, z tego co wiem, powinna tam niestety pozostać. A z tego co wiem, to "Ukochany pacjent" ma jeszcze kontynuację... Do niej jednak już się nie przymierzam. Moja ocena jest raczej dosyć oczywista... Chyba tej emotki nie muszę nikomu tłumaczyć, prawda? Pierwszy raz mi się to zdarza, odkąd książki recenzuje, natomiast dawno nie czytałam tak niedopracowanej książki.

Luiza kocha swoją pracę i swojego męża, chociaż ostatnio w małżeństwie średnio jej się układa. Gabriel - jej mąż - jest sparaliżowany, dostał kulkę, która uszkodziła rdzeń kręgowy. Obecnie porusza się on na wózku - i jakoś też te kontakty z Luizą nie wychodzą mu tak, jakby chciał, bo już nie jest w stanie w pełni kontrolować swojej żonki.

Luiza natomiast bierze coraz więcej zleceń dla mafii - i pomaga im jako lekarka. Już tu, na samym starcie, jest pewien zgrzyt: dziewczyna wychodzi z pracy na ponad godzinę, nikt jej szuka i nikt nie potrzebuje chirurga. A wiadomo, że lekarzy zawsze brakuje, nawet, kiedy nie ma pandemii. Wystarczy przeczytać jakikolwiek artykuł na ten temat - a Luiza i jej praca wygląda mniej więcej tak, jakby istniały tylko zaplanowane zabiegi i to raz na ruski rok. Już samo to średnio mi się podobało, ale później było jeszcze gorzej...

Później coraz bardziej mafia zaczęła dawać o sobie znać - szczególnie, że Luiza musiała na szybko pomóc i operować Leo - takiego właściwie lokalnego szefa mafii, któremu ojciec jakiś czas temu oddał władzę. Leo nie do końca umiał zrozumieć słowo "nie", a do tego miał gdzieś, że główna bohaterka ma męża. W międzyczasie był też Marek, który ni to kochał Luizę po przyjacielsku, ni to niczym swoją wymarzoną kochankę...

Było mnóstwo absurdów. I tutaj trochę pospojleruje - ale ogólnikami - żeby autorka, jeśli dotrze do niej ta recenzja, wiedziała, że niektóre pomysły powinny zostać w sferze wyobraźni - i że przy pisaniu książki lepiej czasem odrzucić część plot twistów, które nam się nasuwają do głowy. Jak facet, który powinien być kaleką (i który pewnie miał masę badań, które to potwierdzały, skoro się miał udać na operację - gdzie samo przygotowanie do niej wymaga opracowania szczegółowego planu), nagle wstaje i okazuje się, że nigdy nie był sparaliżowany... albo jak kobieta nie mówi facetowi o tym, że była zgwałcona, ale w sumie on daje jej kwiaty i wszystko jest okej... Było tam mnóstwo scen, które obrażały wręcz kobiety - ja osobiście czułam się atakowana: bo morał według mnie tej książki jest taki, że kobieta powinna na wszystko pozwalać facetowi, byle tylko seks był dobry i byle tego seksu było dużo!

Samo zakończenie też według mnie nietrafione, niedopracowane. Takie trochę jakby wręcz z fantastyki, chociaż jest ono oparte o prawdziwe realia. Niemniej jednak nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Czym dalej, tym więcej bredni się działo. I to ma jeszcze kontynuację... Jakim cudem ktoś przyjął to w procesie wydawniczym - i nie kazał zmienić chociażby niektórych fragmentów, co byłoby na korzyść tej książki, tego nie wiem. Zakończenie według mnie też powinno być zmodyfikowane - do czegoś, co byłoby bardziej prawdopodobne. Z tego co czytałam przy okazji innych recenzji - dużo osób cieszy się, że autorka tak dobrze uśpiła ich czujność, żeby później uderzyć takim newsem - dla mnie jednak to się rozegrało za szybko i bez większego pomyślunku. Czegoś mi tam jeszcze zdecydowanie brakowało, dzięki czemu ta historia byłaby bardziej wiarygodna.

Jak dialogi były nawet jako takie (tu zdecydowanie największy plus!), tak opisy - szczególnie seksu, w których facet wchodził w kobietę i ona od razu miała orgazm (czasem nawet nie zdejmował jej majtek, ale w nią wchodził!), też takie dosyć nierealne. I niby to miała być gorąca książka dla niegrzecznych czytelniczek, ale samych scen seksu - chociaż Luiza co chwila seks uprawiała - było raczej niewiele, a jak już były, to raczej opisane w pięciu zdaniach, na mniej więcej pół strony, bez większych emocji i przeżyć: i czytało się o tym niczym o gotowaniu ziemniaków (mniej więcej takie same emocje to wzbudzało). Denerwowało mnie też to, że najczęstszym określeniem bohaterki było: "pani doktor" - a w połowie przypadków ona nawet wtedy nie zajmowała się jakąkolwiek pomocą medyczną, a mimo to było to najczulsze określenie, jakie wobec niej wymyślono - nawet jej kochanek nie był w stanie myśleć o niej inaczej, tylko pod kątem tego, jaką pracę wykonywała.

Mogłabym wymieniać dalej, ale chyba już zakończę. To na razie najgorsza książka w tym roku, którą czytałam i mam nadzieję, że nie trafię na nic gorszego. Niemniej jednak autorce życzę szczęścia i powodzenia - tylko dokładniejszy research by się przydał, bo w wielu fragmentach wychodziło, że autorka nie wie, o czym pisze. Niemniej jednak z tego co wiem, to dopiero młoda dziewczyna, więc ma jeszcze dużo czasu rozwijać swój warsztat pisarski - i za to trzymam kciuki. W końcu nie każdy z nas od razu odnalazłby się jako pisarz!

Podsumowując: ja osobiście nie polecam, ale jeśli macie ochotę przeczytać - nie jestem w stanie Wam tego zabronić. Jeśli chcecie przekonać się na własnej skórze co i jak... To sięgnijcie po "Ukochanego pacjenta"!

Załączam kilka cytatów, trochę spojlerów, które bardziej zobrazują to, o czym pisałam...
UWAGA: SCENY +18 - PRZEMOC, SEKS... 






I co? Macie w planach tę książkę? 


12 komentarzy:

  1. Od razu gdy zobaczyłam kolejną okładkę z nagim męskim torsem, to mnie odrzuciło. Jednak postanowiłam przeczytać tę recenzję i dobrze, bo szerokim łukiem będę omijać tę książkę. I rzeczywiście sceny seksu są mooocno nudne i bardzo niedopracowane.
    Dziękuję za recenzję, bo dzięki niej będę miała więcej czasu na dobre książki

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie nie mam w planie. Czy już nie mozna wymyślić czegoś innego, tylko mafia. Juz mam doayc wszędzie tego, to jest po prostu nudne. Tylko widze gdzieś książkę i to magiczne słowo i mnie odrzuca, dosłownie. Jeszcze te klaty na okładkach, ich jest tyle co tych książek mafijnych, czyli zdecydowanie za dużo. Dzięki za recenzję, ale tym razem podziękuję

    OdpowiedzUsuń
  3. Renata Kozłowska5 maja 2021 08:57

    Nie, zdecydowanie nie mam jej w planach. Ostatnio wszędzie tylko sex i przemoc, szczerze mówiąc to nie dla mnie. A jeszcze Waszą recenzja punktuje niedociągnięcia tej książki więc szkoda mi na nią czasu. Jest tyle dobrych książek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za recenzję i ostrzeżenie. Beznadziejny debiut. Dobrze, że mogłam zajrzeć do tych kilku stron. Może nowe autorki chcą na siłę wejść na rynek wydawniczy, już nie wiedzą, co wymyślić, by zdobyć czytelników? Jak dla mnie, to żenada i klapa totalna.

    OdpowiedzUsuń
  5. aż boję się czytać, bo właśnie dziś do mnie dotarła. Wprawdzie nagie torsy na okładkach mnie denerwują ale liczyłam na fajną lektura. A tu czytam, że nie warto :) Mimo to wezmę się za nią i zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mam w planach. Okładka już mnie odstrasza (na prawdę tylko gołe klaty, jakby nie można trochę wysiłku włożyć i pomyśleć) a nota oraz recenzja przekonuje żeby nie tracić czasu na "Ukochany pacjent". Niestety niektóre historie powinny zostać na Wattpadzie, co czyta się dobrze na stronie nie ma odzwierciedlenia jak się tą historię wyda w postaci książki.

    OdpowiedzUsuń
  7. O borze szumiący... A myślałam, że nie zobaczę już nic gorszego od ostatnio czytanego "Blade'a" Anny Wolf. I że Muza to wydało... Nie wiem, brak słów. To nie literatura to rynsztok i na dodatek szkodliwy... Jak można takie rzeczy wypisywać o gwałcie. A czepiali się Lipińskiej, a tu następne radosne twórczynie... Nie, nigdy w życiu. Wystarczy to co przeczytałam tutaj, a czuję jakby wypaliło mi oczy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak właśnie myślałam. Powinnam skończyć czytać recenzje tej książki na jej ocenie, która jest bardzo wymowna, chociaż mnie rozbawiła. Jednak przez szacunek dla recenzentki i jej pracy przeczytałam. I... ręce mi opadły. Jak można pisać o gwałcie, traktując go jako coś normalnego?! Na tym pytaniu skończę, bo jak mnie poniesie, to mój komentarz będzie dłuższy niż recenzja. Błagam tylko, drogie Panie autorki, nie trzeba być psychologiem, by wrzucę się w przeżycia ofiary. Trochę więcej pracy przy pisaniu, a nie grafomanii.

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba miałam szczęście, że wcześniej o niej nie słyszałam. Wątpię, że sięgnę po ten debiut.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie, nie... po prostu jakoś skrzywiło mnie na widok tej okładki, graficznie kompletnie wykracza to poza me gusta. Niestety w negatywnym sensie, przez co jestem również wstępnie uprzedzona do tej akurat publikacji. Niestety pomimo tego, że naprawdę chciałam dać szansę na zrehabilitowanie się książce, to jednak po lekturze opisu, jak i recenzji, a także spojrzeniu na zdjęcia przedstawiające strony publikacji, jednak podziękuję. Akurat tego typu treści mam już przesyt, wiem, że mogę znaleźć całkiem dobrze napisane książki z pokrewnej tematyki, a tutaj nie ukrywam, że treść nie jest zbyt zachwycająca, jakoś odnoszę wrażenie — ale to już było. Powtarzający się zarys ogólny, który jednak nie wniósł czegoś dla efektu wow przez co, ja sama odpadam, jako czytelniczka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Należę do tego pokolenia, któremu w szkole wpojono myśl, że literatura czegoś uczy. I kiedy tak odkrywam od prawie połowy wieku oblicza owej literatury, to coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, ze owo stwierdzenie ze wszech miar wydaje się być słusznym.
    Książki pokroju "Ukochanego pacjenta" stają się wyjątkami potwierdzającymi tę regułę. To, ze się takie literackie "perełki" pojawiają na rynku wydawniczym, wydaje się być przykrym niedociągnięciem kogoś, kto na ten fakt pozwolił, jednak w moich oczach najbardziej przykre jest to, ze takie wydawnicze "perełki" ogromnymi falami zalewają ten rynek i promują tematykę nie tylko płytką, ale i przedstawiająca człowieka jako istotę pozbawioną wyższych uczuć, istotę, której życie sprowadza się wyłącznie do zaspokojenia chuci. Quo vadis, literaturo? Zapytałby zapewne mistrz Sienkiewicz.
    "Ukochany pacjent" nie jest odosobnionym przypadkiem. Wystarczy spojrzeć na nowości wydawnicze, wystawy księgarni, nowości biblioteczne. Mnóstwo okładek z wyrozbieranymi facetami, zazwyczaj pozbawionych (chyba nie bez powodu) twarzy, które do niczego nie są im w tych książkach potrzebne.
    Czy naprawdę jest ktoś, kto zagląda do takich pozycji?
    Aleksandra Miczek

    OdpowiedzUsuń
  12. Z góry przepraszam,ale już po samych fragmentach książki ze zdjęć,to czytelnik potrzebuje lekarza, książkowego lekarza,który wyleczy jego wyobraźnię z traumy i czytelniczej niemocy,bo takie rzeczy ta książka spowoduje. Niedobrze się robi,od samego czytania fragmentów książki,że aż boję się pomyśleć co by było po czytaniu całości 😱 Naprawdę ostatnimi miesiącami jest wysyp tego rodzaju książkowych grzybów, ale niestety w większości bardzo trujących ☹ Nie wiem czym jest spowodowany ten wysyp,ale przez niego, wiele wartościowych książek jest gdzieś na szarym końcu lub słuch po nich znika bo nie mają sił przebicia. Literatura ma coś przesyłać,oddać interesującego,fajnego, nie powodować spadek czytelnictwa. Przepraszam autorkę, ale oby jak najmniej była już takich książek. Bardzo dziękuję za ostrzegawczą recenzję 😘B.B

    OdpowiedzUsuń