środa, 9 czerwca 2021

Kristen Callihan - "Na jedną noc"

Autor: Kristen Callihan 

Tytuł: Na jedną noc 

Wydawnictwo: MUZA

Data wydania: 2021

Ilość stron: 448

Ocena: 7/10

Opis:

Zasady: nie całować w usta, nie zostawać na noc, nie mówić nikomu, a przede wszystkim... Nie zakochiwać się.

Anna Jones po prostu chce skończyć studia i postanowić, co chciałaby robić w życiu. Zakochiwanie się w Drew Baylorze, futbolowej gwieździe z drużyny uniwersyteckiej, z pewnością nie należy do jej planów. Pewny siebie i czarujący chłopak żyje w świetle reflektorów i jest zdecydowanie zbyt przystojny. Gdyby tylko potrafiła zignorować jego namiętne spojrzenia i przestać myśleć o robieniu z nim nieprzyzwoitych rzeczy! Przecież to łatwe, prawda?

Szkoda, że on postanowił nakłonić ją do złamania wszystkich tych zasad…

Recenzja:

Ależ ja lubię tę autorkę! To nie jest oczywiście moja ulubiona książka spod jej ręki - ale jest dosyć wysoko i tak, bo "Na jedną noc" było naprawdę fenomenalne. Ta pisarka zdecydowanie wie, jak pisać i jak sprawić, żeby czytelnik się nie mógł odkleić. No fantastyczna jest, po prostu - a jej twórczość jest prze-ge-nia-lna! Niby to "tylko" romanse, ale w wydaniu Kristen Callihan - to "aż" romanse! Możecie tę autorkę kojarzyć już z serii "VIP" - gdzie w Polsce wydano na razie trzy tomy, chociaż za granicą ma być ich więcej, a także z książki "Ukochany wróg". Seria z dzisiejszej recenzji - "Game on" - za granicą w tym momencie ma być jakoś pięć tomów, a raczej: piąty jest zaplanowany do wydania zagranicznego, z tego co czytam. Także no, mam nadzieję, że wydawnictwo Muza będzie dalej wydawać tę zdolną kobietkę - żebym miała wszystkie jej książki na półkach (a przede wszystkim - mam nadzieję, że seria "VIP" zostanie wydana do końca, bo zagraniczna premiera tego czwartego tomu jest dosłownie na dniach, więc może później szybko do tłumaczenia i u nas do wydania gdzieś chociaż w czasie późnej jesieni/zimy? Byle w tym roku, bo się doczekać nie mogę!).

Kończąc jednak ten wstęp i przechodząc do konkretów... Anna Jones kończy studia, ale w sumie nie wie, co chciałaby robić w życiu. Mimo swojego wieku, nie odnalazła jeszcze "tego czegoś", co by ją pasjonowało. Natomiast Drew Baylor - gwiazda drużyny futbolowej, który ma wielkie szanse przejść na zawodowstwo - doskonale wie, co chce robić w życiu, bo sport to nie tylko jego pasja, ale po prostu największa miłość na świecie. Do czasu - bo kiedy przypadkowa styka się on z Anną, okazuje się, że zakochał się praktycznie od pierwszego wejrzenia - i to było coś, o czym kiedyś opowiadała mu matka. Niemniej jednak Drew bardzo nieporadnie zagaduje do Anny - którą z powodu rudych włosów i bardzo kobiecych kształtów na samym początku nazywa... "Dużą Rudą". Strzał w kolano, co?

Niemniej jednak mijają dni, Anna i Drew dalej bacznie się obserwują - oboje zaczynają czuć do siebie gorące pożądanie... i jedna impreza wystarczy do tego, żeby w końcu się coś między nimi zadziało. Anna, wiedząc jednak, że nie chce się wiązać na stałe z kimś, kto ma niebawem wyjechać i rozpocząć zawodową karierę sportowca, ustala pewne warunki: przede wszystkim żadnego całowania, żadnego zaangażowania, żadnego zostawania na noc, tylko sam seks. I układ się sprawdza. Powiedzmy. Na samym początku, bo później... Zaczyna się on sypać niczym domek z kart, co sprawia, że u Anny odpala się raczej reakcja ucieczki, zamiast reakcja tego, żeby stawić temu wszystkiemu czoła...

Powiedziałabym, że początek dosyć nudny i stereotypowy - bo w końcu takich książek z romansem na uniwersytecie między sportowcem a jakąś dziewczyną jest sporo. Natomiast później ta książka zaczęła się bardziej rozwijać, wymykać ze schematów, poszerzać granice. Przede wszystkim dynamizm akcji bardzo do mnie przemawiał, ale też to, w jaki sposób ta książka została napisana!

Bo została napisana cudownie - tak, jak i inne książki tej autorki, które czytałam. Bohaterowie: mocni, charakterni, bardzo realni, a do tego wszystkiego wspaniałe opisy (w tym seksu - które to sceny są bardzo gorące), a do tego dialogi: na najwyższym poziomie. Nie brakuje też niesamowitej atmosfery (takiej chemii między postaciami), a co najważniejsze, pisarka nie zawiodła też w opisywaniu emocji i uczuć, od których w "Na jedną noc" się aż roi!

Dodam też, że książka ma ponad czterysta stron, nieistniejące praktycznie marginesy i chyba standardową czcionkę. Niemniej jednak czyta się okropnie. Wolałabym mieć ponad pięćset stron, dopłacić jakieś 5 złotych za książkę za to, że zużyli więcej papieru w drukarni - ale jednak wzrok by się nie męczył, bo wieczorem, po całym dniu siedzenia przez laptopem, a później po kilku godzinach czytania - dosłownie bolały mnie oczy i czasem musiałam czytać kilka razy dany fragment, bo mi wzrok przeskakiwał między tymi ciasnymi, wąskimi linijkami. No jednak wolę bardziej czytelny tekst - chociaż bez wątpienia: dla tej treści warto się nawet trochę pomęczyć. Szczególnie, że już niebawem będzie kontynuacja tej serii u nas, w Polsce!

Podsumowując: "Na jedną noc" to praktycznie taki "must read", jeśli lubicie te klimaty - ale dodam od razu, że warto też się zapoznać z innymi książkami tej autorki, bo mam przeczucie, że jak raz sięgniecie po twórczość pani Callihan, to się od niej uzależnicie - dokładnie tak, jak ja. Niemniej jednak to niegroźny nałóg, raczej dosyć na plus... W końcu dobre książki zawsze warto czytać, nie? A czasem na dobre romanse też się nie da łatwo trafić.... 




9 komentarzy:

  1. Renata Kozłowska9 czerwca 2021 08:40

    Skoro tak zachwalasz, to widocznie książka warta by ją przeczytać. Wpisuje na listę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie, że mam w planie. Jeszcze nic tej autorki nie czytalam, ale od dłuższego czasu mam ochotę sprawdzić, czy mi sie jej książki spodobają. Więc moge zacząć i od tej. Opis brzmi bardzo interesująco. Chętnie przeczytam ten romansik. Wasza recenzja jak zawsze świetna i widzę, że wam też się podobała ta książka. Wiec trzeba dać jej szansę. Dzięki za recenzję

    OdpowiedzUsuń
  3. Z twórczością Kristen Callihan spotykam się w Niedopasowani w duecie z Samantha Young, książka przypadłą mi do gustu. Teraz pora na poznanie pisarki w solowej propozycji.
    Gorąco się zrobiło za sprawą "Na jedną noc". Lubię historie o sportowcach rozgrywające się na uczelni. Historia jak ich wiele na rynku wydawniczym ale mi to nie przeszkadza, wydaje się, że książka ta posiada też drugie dno. Można poczuć chemię między bohaterami za sprawą recenzji. U mnie na liście "must read" (pomimo małej czcionki).
    P.S. Okładka taka sobie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta mała czcionka mnie przeraziła. Ostatnio walczę z problemami w oku i czytanie małych literek jest bardzo męczące

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam książek tej autorki, ale zwrócę uwagę na to nazwisko. Może i mnie spodobają się jej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  6. Skoro "Must read" to "must read"... Bo jakże mogłoby być inaczej skoro schematy wyłamują się ze schematów, bohaterowie wiedzą czego chcą i uciekają, super opisy i dialogi... tylko ta czcionka- porażka. Ja "must read".

    OdpowiedzUsuń
  7. No cóż. Znowu facet z nagim torsem na okładce. I znowu schematyczna fabuła. I znowu książka, do której wcale a wcale mnie nie ciągnie. Nie lubię "tych klimatów", jakbym znalazła się w innej bajce. I nie przemawia do mnie ani "dynamizm akcji", ani "w jaki sposób ta książka została napisana", tematyka niszczy wszystko.
    Współczesne romanse są, moim zdaniem, pozbawione wszystkiego tego, co powinien mieć w sobie prawdziwy romans. Przede wszystkim zaś obdzierają ludzi z wyższych uczuć i sprawiają, że dla bohaterów ważny staje się tylko popęd seksualny. Nie lubię takich sposobów budowania fabuły.
    Aleksandra Miczek

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znam tej autorki, i nie wiem czy kiedyś sięgnę, romanse czytam rzadko 😁

    OdpowiedzUsuń
  9. Autorka romansów i ja jej jeszcze nie znam?!Kurczę pieczone,gęś by kopło,a ja bym się o tej autorce nie dowiedziała,gdyby nie nie Wasz blog,dziękuję za polecenie😘 Dodaje oczywiście,tą autorkę i jej twórczość do listy "must read"🥰Tylko czemu w teorii,to tak wszystko pięknie i ładnie,a jak przychodzi co do czego w realizacji, to książkoholicy,zawsze mają pod górkę,żadnych dodatków za czytelnictwo,nie wymyślą dla książkoholików 😁😉😀Bardzo dziękuję za recenzję 😘B.B

    OdpowiedzUsuń