Autor: Suzanne Collins
Tytuł: Wschód słońca w dniu dożynek
Wydawnictwo: Must Read [współpraca reklamowa z Audioteka]
Data wydania: 2025
Ilość stron: 432
Ocena: 8/10
Opis:
Piąty tom cyklu „Igrzyska śmierci”
Skoro masz stracić wszystko, co kochasz, po co jeszcze
walczyć?
W dzień dożynek mieszkańcy Panem budzą się zdjęci strachem.
W tym roku, z okazji drugiego Ćwierćwiecza Poskromienia, dwukrotnie więcej
trybutów trafi na arenę.
Haymitch Abernathy z Dwunastego Dystryktu woli nie
zastanawiać się nad tym, co przyniesie los. Chce tylko przebrnąć przez ten
dzień i spotkać się dziewczyną, którą kocha.
Gdy słyszy swoje nazwisko, czuje, że jego przyszłość legła w
gruzach. Musi zostawić bliskich i jechać do Kapitolu w towarzystwie trójki
innych trybutów z Dwunastki: przyjaciółki, która jest jak młodsza siostra,
kompulsywnego analityka i największej snobki w mieście.
Haymitch od samego początku wie, że przeznaczono go do
odstrzału, lecz coś pcha go do walki... Pragnie tylko jednego: by jej skutki
odbiły się echem daleko poza zabójczą areną.
Recenzja:
Okej, powiem tylko tyle, że długo się zabierałam za papierową wersję (odkąd książka została wydana w marcu), a ostatecznie wzięłam się za audiobook - no bo czyta Filip Kosior, więc chyba jestem w pełni usprawiedliwiona, prawda? Jeden z najlepszych polskich męskich głosów... Cóż, dzięki niemu "Wschód słońca w dniu dożynek" był jeszcze bardziej magiczny: a wciągnęła mnie ta historia tak, że przesłuchałam te trochę ponad jedenaście godzin w dwa dni!
Swoją drogą, historia Haymitcha dodaje tu taki smaczek do opowieści o Katniss - bo okazuje się, że ojciec Katniss był przyjacielem Haymitcha z czasów dziecięco-nastoletnich, więc można powiedzieć, że być może dlatego robił też on wszystko, aby ona przeżyła.
No, mniejsza. Przejdźmy jednak stricte do opowieści o Haymitchu! To nie jest odgrzewany kotlet - bo chociaż wiemy na start, że on musi wygrać, skoro był we wcześniejszych tomach mentorem z dwunastego dystryktu, to jednak tutaj poznajemy jakby kwestię tego, jakim cudem w ogóle trafił on na arenę, jak przeżył i co robił, żeby zepsuć głodowe igrzyska, za co później dostał bardzo wyraźną karę.
To nie tak, że Haymitch od początku był alkoholikiem, który nie miał nic do stracenia i któremu brakowało bliskich osób. Można powiedzieć, że kiedyś było wręcz przeciwnie: a my dowiadujemy się, co doprowadziło do jego upadku.
We "Wschód słońca w dniu dożynek" dowiadujemy się także dużo więcej szczegółów związanych z tym, jak głodowe igrzyska działają zza kulis. To nie jest tylko opowieść stworzona przez Suzanne Coliins, która ma po prostu podbić jej stan portfela - miało być to uzupełnienie uniwersum z jeszcze innej strony. I oprócz poznania szczegółów związanych z życiem "przed" i "po" wygranej przez Haymitcha, dostajemy także mnóstwo ciekawostek z Kapitolu.
Jeśli jeszcze dołożymy do tego wcześniejszy tom, o Snowie, który tutaj też oczywiście ma swoją (dużą) rolę, to tym bardziej odnosi czytelnik wrażenie, jakby autorka wszystko sobie dokładnie wykalkulowała i stworzyła to tak, żeby te opowieści się uzupełniały i wzajemnie się przez siebie przenikały.
Trudno mi w tym momencie powiedzieć, który tom Igrzysk Śmierci jest moim ulubionym - bo każdy z nich ma "to coś". Jak wspomniałam też wyżej - Filip Kosior sprawił, że "Wschód słońca w dniu dożynek" w tym momencie kojarzy mi się wręcz magicznie, bo odczuwałam każdą emocję, którą przekazywał lektor swoim cudownym głosem, ale i oryginalna trylogia mocno zapadła w moją pamięć i moje serce.
Suzanne Collins w tym momencie jest klasą samą w sobie, tworzy pewien poziom: i mam wrażenie, że każda jej książka jest nie tylko przemyślana, ale także dobrze napisana. Jestem ciekawa czy napisałaby coś jeszcze, na przykład z perspektywy kolejnych pokoleń, jak Katniss byłaby już dużo starsza?
Jestem szczęśliwa, że udało mi się w końcu zapoznać z treścią tej konkretnej historii. Myślę sobie, że powinnam już po ten tytuł sięgnąć bliżej premiery, w marcu, ale ostatecznie dobrze, że w ogóle go nie pominęłam. Czasem mam wrażenie, że wychodzi za dużo książek i trudno czasem w pełni skupić się na wszystkich interesujących nas tytułach...
Podsumowując: "Wschód słońca w dniu dożynek" bardzo polecam, a już szczególnie w wersji audio!
Pamiętam jak pochłonęłam tę serię 🖤 a ta będę musiała nadrobić
OdpowiedzUsuńNie czytałam żadnej książki z tej serii, ale oglądam filmy. Podobały mi się. Czy sięgnę po całość, nie wiem. Dziękuję jednak z opinie
OdpowiedzUsuńNie czytałam żadnej książki z tej serii.
OdpowiedzUsuńUwielbiam Igrzyska Śmierci, więc ta pozycja to lektura obowiązkowa.
OdpowiedzUsuńJak to piąty tom cyklu? To tylko historię uzupełniające... Forma zwarta jest już wyprodukowana. Te osobne tony to "osobně tony", dodatki, po które można sięgnąć lub nie. Bez różnicy. Główny trzon to te 3 tomy.
OdpowiedzUsuńWcześniej było dopowiedzenie w kwestii historii Snowa, a teraz Haymitcha. Biedy Haymitch... Moja ulubiona postać, choć pewnie takich jest wielu, bo naprawdę dobrze zrobiona postać, pełnowymiarowa. Do tego dobry aktor użyty w ekranizacji... Trudno twierdzić inaczej.
Z tym dobry nastawieniem do Katniss - nie. To przecież Pete namówił go do tego. W książce zawsze było mówione, że on twierdzi, że Katniss jest bardzo do niego podobna, że widział w niej siebie. Także tu będę bezwzględna.
Pewnie sięgnę po tą książkę, byłoby dziwnie, gdybym tego nie zrobiła. Mam sentyment i uważam, że autorka naprawdę dobrze pisze, kreśląc postaci z wypracowanym dobrze researchem, czego współcześni autorzy zwykle nie potrafią. Jednak nawet historia Snnowa nie robiła już na mnie wrażenia. Wyglądało jak powielenie kolejnego obrazu Katniss. To już nie to.
Mam nadzieję, że autorka znacznie coś nowego i że to będzie ostatni - bez znaczenia, do której listy dodany - tom.
Ja właśnie jestem w trakcie czytania "Wschód słońca w dniu dożynek". Ten cykla jest moim ulubionych zatem historia Haymitcha musiałabyć przeczytana. Powracamy do znanych bohaterów poznajemy ich młodość.
OdpowiedzUsuń