Autor: Briar Boleyn
Tytuł: Królowa Róż. Krew Fae. Tom 1
Wydawnictwo: StoryLight [współpraca reklamowa]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 520
Narracja: pierwszoosobowa
Gatunek: romantasy
Ocena: 4/10
Opis:
Niemożliwa miłość, niebezpieczna misja i królestwo na krawędzi wojny…
Odrzucona księżniczka… Morgan Pendragon nigdy nie mogła decydować o swoim losie. Mimo że urodziła się, by władać królestwem, nie mogła nic zrobić, gdy postanowiono, że to nie ona zasiądzie na tronie. Nie miała też nic do powiedzenia, kiedy zdecydowano, że resztę życia spędzi, wiernie służąc trzem boginiom — by raz na zawsze uciszyć plotki o jej skażonej krwi. Gdy więc przyrodni brat — król — rozkazuje jej wyruszyć na misję i odnaleźć legendarną broń fae o niezwykłej mocy, Morgan desperacko chwyta się tej szansy na zmianę własnego przeznaczenia.
Niebezpieczna pokusa… Podczas podróży Morgan trafia do osobliwej grupy wyrzutków, na czele której stoi mroczny i enigmatyczny wojownik. Serce dziewczyny nie pozostaje obojętne. Kiedy jednak próbuje pogodzić własne pragnienia z poczuciem obowiązku, ona i jej nowi towarzysze zostają zmuszeni stawić czoło niebezpieczeństwom, jakich nie wyśniliby nawet w najgorszych koszmarach.
Uśpione królestwo przebudzone krwią… Stulecia temu królestwo fae zniknęło z powierzchni ziemi. Teraz powraca — i chce odzyskać wszystko, co dawno utraciło. Morgan stopniowo poznaje zupełnie nowy świat oraz misterną sieć kłamstw i tajemnic, a wraz z nimi uświadamia sobie straszną prawdę: sekrety ukryte w jej krwi czynią ją zagrożeniem większym, niż kiedykolwiek mogła sobie wyobrazić.
Pierwsza część nowej, pełnej akcji serii romantasy, nasyconej magią, niebezpieczeństwem, moralnie niejednoznacznymi bohaterami i hipnotyzującym romansem slow burn.
Recenzja:
Okazuje się, że to druga książka Briar Boleyn, którą miałam okazję poznać w tym roku - i kolejna, która według mnie ma bardzo niewykorzystany potencjał. Oczywiście, znajdują się też plusy, ale patrząc na to, że przez wciskanie scen erotycznych (prawie na siłę), jest to romantasy dla dorosłych - to cóż, mogę chyba opisać, jak bardzo pewne sceny i zachowania mi nie podpasowały, prawda? Oczywiście będę podawała przykłady, żebyście nie mieli wrażenie, że to hejt - raczej konstruktywna krytyka, która pozwoli Wam na świadome podjęcie decyzji, czy macie ochotę zapoznać się z tym tytułem.
Punkt pierwszy: Morgana, nasza główna bohaterka, ma w sobie krew fae (prawdopodobnie, bo nie pozwala sobie tego odkryć). Przez to wszystko, chociaż jej jedynym znakiem szczególnym są siwe włosy w wieku mniej więcej dwudziestu lat, jest wytykana palcami - a później się okazuje, że w sumie powodem, dla którego nie chce rozwijać w sobie magicznej części, tylko tłumi ją eliksirami, jest to, że... boi się, że stanie się krwiożercza, jeśli przestanie sobie to robić... albo że jej jakieś rogi urosną.
I jeszcze miałoby to sens, gdyby po dwudziestu latach picia eliksiru Morgana znała jego smak i potrafiła powiedzieć, że jak coś smakuje inaczej, to coś ewidentnie nie jest w porządku - a nie zwalała na to, że ewidentnie się zioła zepsuły i pewnie dlatego smakuje inaczej, dopijając napar do końca. To oczywiście tylko jedna z sytuacji, gdzie Morgana nie zabłysnęła swoim intelektem - a niestety było ich bardzo, bardzo dużo.
Musicie wiedzieć, że w moim odczuciu to właśnie kreacja bohaterki jest największym minusem tej książki. Bo jest naprawdę pięknie wydana - zarówno barwione brzegi, jak i cudowna okładka, a pod kątem tłumaczenia wydawnictwo StoryLight się spisało na medal. Tyle, że Morganie ewidentnie brakuje szarych komórek.
Po drugie: chociaż Morgana jest siostrą króla Artura - bo oczywiście mamy tu wątki legend arturiańskich - to wszystko to zostaje przedstawione w strasznie dziwny sposób. Na przykład Merlin jest kobietą - kapłanką, która nie wykazuje ani grama mocy, a na dodatek chce, żeby schedę po niej przejęła Morgana, która ani nie uczestniczy regularnie w naukach (mimo że jej ojciec obiecał ją świątyni), ani też nie ma magicznych zdolności, ani tym bardziej nie ma totalnie chęci na to, by w ogóle się religią zajmować.
Drugą bolączką jaką mam pod kątem tego, że Morgana jest członkiem królewskiego rodu, jest fakt, że jest regularnie molestowana i traktowana jak worek ziemniaków przez przyjaciela króla Artura - i ona, chociaż codziennie z pasją trenuje walkę, nie jest w stanie nic z tym zrobić, nie przeciwstawia się temu, ani nawet nie zgłasza tego swojemu bratu - z którym może nie ma najlepszych stosunków, no ale może jednak by nie pozwolił na okaleczanie swojej siostry, skoro jest rodziną królewską?
Po trzecie: ktoś to szumnie nazwał romantasy... I na tym powinnam chyba skończyć. Głównych bohaterów łączy to, że raz to on uratował jej życie, raz ona jemu i w międzyczasie mają wspólną misję (na której ona ma kilka erotycznych scen z całkiem kimś innym). Między głównymi bohaterami nie dochodzi nawet do pocałunku, dlatego zakończenie (nie będę spojelrować, zostawię to tak, jak jest - jak macie ochotę, to sami to poznacie) dosłownie zwala mnie z nóg...
Po czwarte: opisu akcji polowania na dzika mamy mniej więcej tyle samo, co akcji prawdziwej walki na śmierć i życie. W mojej ocenie trochę zostały tu zaburzone proporcje, które utrudniają dynamikę akcji - bo albo coś jest za bardzo rozwleczone (a nie jest istotne), albo jest praktycznie wspominkiem (a zasługiwało na kilka dodatkowych akapitów lub nawet stron).
W międzyczasie mamy jednak całkiem sensownie stworzone uniwersum, o którym chciałoby się czytać - sensowne historie wojen ludzi z fae, czy doskonale zobrazowaną przyjaźń, kilka sensownych opisów walki... To nie tak, że "Królowa Róż. Krew Fae. Tom 1" jest totalnie zła - po prostu jest mega przeciętna. I byłabym w stanie wybaczyć kilka błędów, gdyby to było skierowane do młodszego czytelnika - bo nastolatkowi zależy na innych aspektach niż dorosłemu czytelnikowi. Ale ewidentnie nie jest to takie stricte dla młodzieży, więc czuję frustrację. Bo pomysł był fajny - ale jest to druga książka Briar Boleyn, którą mam okazję czytać, gdzie pomysł nie jest zły, a wykonanie zawiodło totalnie.
Trudno mi powiedzieć, że powinniście tę książkę przeczytać, ale miejcie świadomość, że bez wątpienia ma ona swoje mocniejsze strony, chociaż wypunktowałam bardziej te słabe - żebyście sobie zdawali sprawę, że w moim odczuciu nie jest to historia mlekiem i miodem płynąca, która każdemu się spodoba. Jeśli jednak mimo wszystko macie ochotę przeczytać "Królowa Róż. Krew Fae. Tom 1" - zróbcie to.

Nie mam w planach tej serii 🙆🏻♀️
OdpowiedzUsuńTrochę słaba ocena, ale i tak mnie kusi poznac, zobaczymy jak to będzie
OdpowiedzUsuń