Autor: Agnieszka Szubert
Tytuł: Nie ratuj mnie
Wydawnictwo: MOVA [współpraca reklamowa]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 296
Narracja: pierwszoosobowa
Gatunek: kryminał
Ocena: 5/10
Opis:
Czy zaginięcie dziecka jest końcem, czy zaledwie początkiem?
Natalia Adamczuk przeżyła ogromną tragedię – straciła swoje jedyne dziecko podczas wakacji. Trzyletni Kubuś został porwany z plaży w Ustroniu Morskim w biały dzień, a jego ciało znaleziono dopiero dwa miesiące później.
Mija pięć lat. Natalia poznaje Borysa Kellera – byłego policjanta z trudną przeszłością. Borys jest obecnie wykładowcą akademickim i wygląda na to, że zostawił przeszłość za sobą i układa życie od nowa. Wszystko się jednak zmienia, kiedy Natalia znika niespodziewanie pewnego wieczoru. Szukając jej Borys odkryje tajemnice, które przed nim skrywała. Na jaw wyjdą także informacje o tym, że Kubuś nie był jedynym dzieckiem, które zaginęło w Ustroniu Morskim…
Nie ratuj mnie to wciągający kryminał. Zwroty akcji, ukryta prawda i trudna przeszłość bohaterów sprawią, że nie będziesz mógł się od niego oderwać, a Ustronie Morskie już nigdy nie będą dla Ciebie takie same.
Recenzja:
Chciałabym, ale nie mogę dać wyższej noty. Może dlatego, że dosyć szybko domyśliłam się kto jest sprawcą całego zamieszania (chociaż nie zgadłam motywu - bo według mnie był on totalnie szalony), a może też dlatego, że język napisania (głównie w perspektywie Natalii) był bardzo toporny, wyglądał czasem niczym połączenie streszczenia i kartki z pamiętnika. Zaraz postaram się jednak przedstawić większą listę "za" i "przeciw" - byście podjęli świadomy wybór, czy macie ochotę przeczytać "Nie ratuj mnie".
Przede wszystkim warto zarysować sytuację: Borys - były policjant - od roku spotyka się z Natalią, chociaż niewiele wie o jej przeszłości. Nawet to, jak doszło do tragedii, że pięć lat temu ktoś zamordował jej trzyletniego syna, Borys dowiedział się głównie za sprawą mediów. Teraz jednak, gdy prawdopodobnie wyszedł nowy trop, Natalia prosi Borysa, żeby pojechał z nią do Ustronia Morskiego, gdzie to wszystko miało miejsce - i gdzie policjantka chce przeprowadzić rozmowę.
Szybko okazuje się, że od śmierci Kubusia znaleziono zwłoki jeszcze jednego dziecka, a kolejne zostało niedawno uprowadzone - ale nikt nie wie w jakim jest stanie, bo od pięciu lat policja za bardzo nie ruszyła do przodu: mają jedynie słabej jakości nagranie z monitoringu (na którym mógłby być dosłownie każdy) oraz informację, że każda z trzech rodzin, której zaginęło dziecko, dostała wcześniej e-mail z informacją o wygranym pobycie w jednym z hoteli w Ustroniu Morskim (z której to oferty każdy skorzystał, mimo że żadna z rodzin nie brała udziału w konkursie).
Gdy na dodatek z dnia na dzień znika Natalia, Borys zaczyna swoje własne śledztwo chcąc się dowiedzieć, co tu się wydarzyło i kto może stać za tym wszystkim. Prawda okazuje się nie tyle piorunująca, co pokazuje po prostu naszemu głównemu bohaterowi, że nigdy tak naprawdę nie znał kobiety, z którą dzielił życie... I oczywiście to jest dopiero preludium do odkrywania nowych tajemnic: zarówno tych z przeszłości, jak i z teraźniejszości.
To nie tak, że czytelnik nie jest w stanie się pewnych rzeczy domyślić. Po prologu wiedziałam, dlaczego dana grupa jest brana pod celownik - i domyśliłam się bardzo szybko, kto w ogóle stoi za tym wszystkim, ale nie byłam w stanie tego racjonalnie powiązać, uzasadnić i umotywować. Tyle, że dosyć szybko okazało się, że w sumie trudno tu u jakiś większy sens - bo zakończenie całej tej sprawy utwierdziło mnie tylko w tym, że Agnieszka Szubert potrafi pisać (z małymi wyjątkami - bo perspektywa Natalii naprawdę była dla mnie trudna do przejścia) - ale zabrakło "tego czegoś" by skończyć ten wątek jakimś większym "bum", które powaliłoby czytelnika na kolana i nie pozwoliło zapomnieć o lekturze "Nie ratuj mnie".
Mówiąc w skrócie: "Nie ratuj mnie" to pozycja, którą dobrze się czyta - fajna historia "na jeden raz", ale nie ma w niej za bardzo nic odkrywczego, co pozwoli ją na dłużej zapamiętać i pozwoli odróżnić ją od innych z tego gatunku. W tej kategorii książek zwykle liczy się to, kto wymyślił najlepszą intrygę - i niestety samo stworzenie ciekawej postaci, która prowadzi swoje własne śledztwo (bo taki właśnie był Borys) jest tylko jednym ze składowych elementów.
Bardzo mi się podobało, że akcja była osadzona w Polsce - i że możemy przeskakiwać między miejscami, które można realnie odwiedzić (bo część z nich nawet miałam już okazję zwiedzić, głównie w dzieciństwie). Pewne realia (szczególnie z przeszłości Natalii) zostały zachowane w taki sposób, że czytelnik jest w stanie ją lepiej zrozumieć - ale no nie ukrywajmy: zawiodłam się na tym zakończeniu jak nie wiem, i chociaż wyobrażałam sobie, że idzie to w tym kierunku, nie spodziewałam się, że faktycznie się okaże, że nic się nie zmieniło w międzyczasie.
Jeśli chodzi o psychologiczną stronę książki - przez wielu bardzo wychwalaną - jako psycholog jestem w stanie zrozumieć pewne umotywowania, ale zakończenie dalej wydaje mi się pozbawione sensu. Przede wszystkim chodzi mi po głowie, dlaczego musiało minąć bodajże szesnaście lat, żeby ktoś chciał dokonywać zemsty? Nie ma to najmniejszego sensu, większych wytłumaczeń też nie było. Jasne, łatwiej jest zrozumieć Natalię i Borysa przez to, jaką historię zrobiła im autorka, ale dalej nie zmienia to faktu, że samo zakończenie świadczy o przeciętnym kryminale, a nie o czymś, przez co byłabym w stanie zarwać noc.
Podsumowując: jeśli macie ochotę, przeczytajcie "Nie ratuj mnie" - ale miejcie świadomość, że to dobre czytadełko w stylu "przeczytam, odłożę, zapomnę" - a nie opowieść, która w jakiś sposób cokolwiek zostawi w Waszym życiu.

Ładna okladka, przyciąga wzrok. Ale niestety nie kusi mnie.
OdpowiedzUsuńSzkoda,że wypadł przeciętnie.
OdpowiedzUsuń