piątek, 24 lipca 2026

Hannah Bailey - "Ten jeden raz. Ranczo Wellsów. Tom 2"

Autor: Hannah Bailey

Tytuł: Ten jeden raz. Ranczo Wellsów. Tom 2

Wydawnictwo: Książnica [współpraca reklamowa]

Data wydania: 2026

Ilość stron: 432

Narracja: pierwszoosobowa

Gatunek: romans z kowbojem

Ocena: 6/10


Opis:

Ognisty romans na kanadyjskiej prowincji w uniwersum Rancza Wellsów. Witajcie w Wells Canyon – tu zawsze jest gorąco!

Cassidy Bowman ma reputację grzecznej dziewczynki i surowe zasady. Nie umawia się z miejscowymi ani nie sypia z mężczyznami, z którymi nie jest w związku. Ale wystarczyło jedno spotkanie z byłym chłopakiem i kilka nadmiarowych drinków, aby pozwoliła sobie na noc szaleństwa z pewnym przystojniakiem.

Trafiło na lokalnego kowboja – Chase’a „Rudego” Thompsona, który z kolei jest mistrzem w łamaniu zasad. Od dawna podkochiwał się w Cassidy, więc nie musiała go długo namawiać na randkę na parkingu.

Chociaż było zaskakująco miło, oboje postanowili zapomnieć o tej nocy. Tyle że sześć tygodni później na teście ciążowym pojawiły się dwie kreski… Cass i Rudy wprowadzają więc kolejne zasady: razem wychowają dziecko, ale jako przyjaciele. Ona nie szuka związku z kowbojem o szemranej reputacji, a on nie chce słuchać, że nie jest dla niej wystarczająco dobry. Ale zasady są po to, żeby je łamać…


Recenzja:

Powiem Wam tak - pierwsza część mi się średnio podobała, ale "Ten jeden raz. Ranczo Wellsów. Tom 2" było naprawdę sensownie napisane, autorka zestawiła ciekawe motywy i stworzyła fajnych bohaterów... Tyle, że odnoszę także wrażenie, że tłumaczenie w wielu kwestiach dokopało tej pozycji. Zacznijmy w ogóle od tego, że w opisie mamy Rudego - i Rudy występował także w poprzednim tomie. W tej części w tekście mamy jednak... Reda (cały czas, nie jako jednorazową wpadkę), co skłania do myślenia, że coś w tej kwestii pod kątem tłumaczenia nie do końca zagrało, a przy najmniej nie jest tak jak być powinno.

Pierwszy tom i drugi tom tłumaczyła ta sama osoba - a jednak w pierwszym tomie nie było tak wielu tekstów jak "myszka" czy "bolec", które - nie ukrywam - mnie raziły w oczy podczas czytania. Naprawdę nie wiem co tu nie zagrało: a może to jednak wierna wersja tłumaczenia oryginału i to autorka oszalała z chęcią używania "ciekawszego" słownictwa... Tego się niestety nie dowiem, bo nie mam oryginalnej wersji "Ten jeden raz. Ranczo Wellsów. Tom 2" - i sorki, ale zdobywać nie zamierzam tylko po to, by to wychwycić. Jak ktoś jednak będzie miał możliwość zerknięcia na oryginał - czekam na wiadomość zwrotną, jaka była prawda!

Przejdźmy jednak teraz do plusów - bo właściwie wszystkie minusy już wypunktowałam. Dodam od razu, że w tym tomie nie mamy żadnych akcji typu znakowania bydła - mamy oczywiście informacje o pracy na ranczo, o tym jak Red wstaje do pracy o godzinie czwartej i tak dalej - ale bez jakichś większych opisów, nacisk jest tu położony na relację z Cass i na... rozwój ciąży.

Cassidy to miejscowa dziewczyna - jej ojciec jest właścicielem jedynego baru w okolicy, a jej matka dawno ją porzuciła. Teraz także porzucił ją facet - i dosłownie w jej miejscu pracy obłapia inną. Nic więc dziwnego, że ostatecznie Cass decyduje się na jednorazowy numerek - i to nawet z facetem, który nie ma zbyt dobrej reputacji i którego dziewczyna nie jest największą fanką. Niemniej jednak seks na samochodzie jej byłego chłopaka wydaje się naprawdę genialnym pomysłem: przynajmniej wówczas.

Kilka tygodni później Cassie wie już jedno - że jest z Redem w ciąży. Mimo tego że się zabezpieczali, a na dodatek ona ma PCOS i Hashimoto (czyli dwie choroby hormonalne, które mogą utrudniać jakiekolwiek macierzyństwo) jakimś cudem okazuje się, że Cass będzie matką - i postanawia ona urodzić dziecko, bo wie, że może już nigdy jej się nie udać zajść w ciążę przy swoim obciążeniu chorób, a to, co się wydarzyło, było niczym cud.

O wszystkim oczywiście dowiaduje się Red - i chce aktywnie uczestniczyć i w czasie ciąży, i w życiu dziecka. Nawet, gdyby oznaczało to dla niego dosłownie próbę stania na rzęsach - bo ustalmy, że życie kowboja nie jest usłane różami. On jednak nie chce być jak jego rodzice - i zamierza zrobić wszystko, by dziecko wiedziało, jak bardzo je kocha.

"Ten jeden raz. Ranczo Wellsów. Tom 2" to fabuła, którą chce się czytać - i nawet wątek nieplanowanej ciąży nie jest tu jakoś dziwnie czy źle przedstawiony, bez wątpienia mi się podobał. Gdyby nie kwestie związane z tłumaczeniem, myślę, że spokojnie mogłabym dać jeszcze wyższą notę niż tę, co dałam - ale oceniam całokształt, w różnych aspektach - i staram się Wam jak najrzetelniej wszystko recenzować, więc zaznaczam tylko, że tę książkę czyta się jednym tchem: a mimo wszystko przy wielu sformułowaniach człowiek umiera z zażenowania...

Jak macie ochotę poznać właśnie takie motywy, bez wątpienia powinniście sięgnąć po "Ten jeden raz. Ranczo Wellsów. Tom 2" - ale sama autorka twierdzi, że jak ktoś z powodu trigger warningów ominie jakiś tom jej serii, to nic takiego się nie stanie: bo każdy tom jest mimo wszystko o innym bohaterze i co najwyżej trochę "smaczków" się nie wyłapie.

Podsumowując: chyba nikogo nie zdziwi, że mimo wszystko czuję lekki zawód, bo widzę, że potencjał był taki, że mogłabym ten tytuł polecać jako jeden z najlepszym wątkiem nieplanowanej ciąży, jaki ostatnio czytałam, a tu klops - bo mimo wszystko pewne zgrzyty tłumaczeniowe są, co najlepiej pokazuje opis (gdzie jest Rudy, a w tekście jest Red).

1 komentarz:

  1. Marta Dańska24 lipca 2026 09:10

    Nie mam tej książki w planach, to nie moje klimaty

    OdpowiedzUsuń