piątek, 24 lipca 2026

Ludka Skrzydlewska - "Lavender Kiss"


Autor: Ludka Skrzydlewska

Tytuł: Lavender Kiss

Wydawnictwo: Niegrzeczne Książki [współpraca reklamowa z Audioteka]

Data wydania: 2026

Ilość stron: 512

Narracja: pierwszoosobowa

Gatunek: romans

Ocena: 6/10


Opis:

"Małżeństwo z rozsądku. Uczucia, których nie da się zaplanować.

Lavender Lang zna zasady świata wielkiego biznesu – chłodną kalkulację i decyzje, które muszą się opłacać. Nie spodziewała się jednak, że sama stanie się częścią jednego z takich układów. Po katastrofie samolotu firma jej rodziców staje na skraju upadku, a jedynym rozwiązaniem okazuje się fuzja z konkurencją. Warunek jest jeden: ślub z Alexandrem Atwoodem.

Dla Alexandra to tylko biznes – układ, który ma uratować dwie potężne firmy i uspokoić media. Przynajmniej tak próbuje to sobie tłumaczyć, bo od początku trudno mu ignorować fakt, że Lavender działa na niego znacznie bardziej, niż zakładał. Wspólny czas, ukryte napięcie i emocje, których nie da się zignorować, sprawiają, coraz trudniej odróżnić to, co zaplanowane, od tego, co prawdziwe.

Kiedy na jaw wychodzą sekrety, które mogą zniszczyć nie tylko ich wizerunek, ale i to, co zaczyna się między nimi rodzić, Lavender i Alexander muszą zdecydować, czy to wciąż tylko biznes… czy coś, o co warto zawalczyć."


Recenzja:

Znam wszystkie książki Ludki Skrzydlewskiej, jakie wyszły w druku - ale znam ją także od czasu publikacji na Wattpadzie, więc miałam okazję poznać także historie, które ostatecznie w druku się nie ukazały. Pokazuje to jednak, że jestem chyba całkiem wierną fanką - i gdy twierdzę, że "Lavender Kiss" podoba mi się najmniej z całego dorobku autorki - to definitywnie tak w moim odczuciu jest.

I nawet całkiem fajna wersja lektorska - bo słuchałam tej książki w Audiotece - gdzie głosu postaciom użyczali Katarzyna Domalewska i Mariusz Witkowski - nie sprawiła, że jakoś byłam w stanie powstrzymać myśli, że wiele książek od Ludki Skrzydlewskiej wyszło jednak dużo, dużo lepiej: a już szczególny sentyment mam do tych cegiełek, które łączyły w sobie nie tylko romans, ale także elementy sensacji czy wręcz thrilleru.

"Lavender Kiss" opowiada o Lavender - młodej dziewczynie, która stara się piąć po szczeblach rodzinnej firmy, żeby udowodnić, że jest ona w przyszłości gotowa na to, by zarządzać - a nie tylko być ozdobą dla męża, jak twierdzą jej rodzice - ci sami zresztą, którzy w pewnym momencie dają swojej córce wybór: albo weźmie ślub z facetem, który jest prezesem konkurencyjnej firmy, albo po prostu nic nie odziedziczy z rodzinnej firmy lotniczej - bo po katastrofie jednego z samolotów rodzinna firma zaczyna mieć problemy finansowe, z których wybawić może ich tylko Alexander Atwood.

Lavender godzi się na wszystko - w końcu jest posłuszną córką - chociaż robi to bardziej dlatego, żeby ochronić miejsca pracy, które dotychczas zajmowali ludzie w jej obecnej firmie. Postanawia nawet sama iść do Alexandra i spisać z nim umowę na temat tego, jak ma wyglądać ich ślub - i z jakimi warunkami będzie się on wiązał...

To, że nienawidziłam rodziców Lavender przez całą książkę to oczywiście tylko jeden malutki niuans - ale to, że Lavender czasami dawała się krzywdzić i z łatwością wybaczała, było dla mnie nie do przejścia. Dosłownie odnosiłam wrażenie, że ona czasem nie jest w stanie zadbać o swój interes i się ochronić... albo była w stanie przyjąć dosłownie każde wytłumaczenie, co sensu momentami nie miało. I ja rozumiem - jest mnóstwo ludzi, którzy potrafią biernie żyć i biorą tylko tyle, co dostają, nie walcząc o lepsze jutro dla siebie - ale momentami to była aż przesada i trudno mi się o tym czytało.

Alexander też wyszedł na takiego, który od samego początku miał obsesję na punkcie Lavender - od kiedy tylko ją zobaczył - i był w stanie zaryzykować całym swoim majątkiem, żeby z nią być, gdzie dosłownie dotyk go przeraża - i nie jest on w stanie nawet podać komuś ręki, co też jest spowodowane traumą z dzieciństwa. I jak Alex mimo wszystko w wielu fragmentach plusował swoim zachowaniem i tym, jak się starał - tak w wielu momentach miałam go ochotę udusić za takie traktowanie dziewczyny, na której podobno tak bardzo mu zależało...

Wydaje mi się, że "Lavender Kiss" ma fajnie zestawione wątki - ale nie jest to jedna z tych historii, o których trudno zapomnieć. Raczej jest to czytadełko "na jeden raz" i tyle - a bywały książki od Ludki Skrzydlewskiej, które wstrząsały mną do głębi. Oczywiście, dalej książka jest świetnie napisana - opisy i dialogi są na wysokim poziomie, tak jak i przedstawienie emocji oraz uczuć... Ale może dlatego, że postawa Lavender i Alexandra nie zawsze mi odpowiadała, "Lavender Kiss" według mnie jest w tym momencie najgorszą historią spod ręki tej pisarki. Tylko "Puck off" może jeszcze konkurować z nią o ten tytuł - ale w chwili obecnej mam wrażenie, że przynajmniej tamta powieść nadrabiała pikantnymi scenami. W "Lavender Kiss" erotycznych scen mamy bardzo mało - no w sumie kto by się dziwił, skoro jednym z motywów jest kwestia tego, że jakiś facet boi się dotyku...

Podsumowując: dalej trzymam kciuki za Ludkę Skrzydlewską - bo dalej planuję czytać wszystkie jej książki - ale mam małą nadzieję, że niebawem wróci trochę takich klimatów, jakie autorka prezentowała podczas swojego debiutu. Myślę, że na to jej fanki liczą jednak najbardziej...

1 komentarz:

  1. Nie pamiętam czy, czytałam coś autorki. Może kiedyś się skusze.

    OdpowiedzUsuń