Tytuł: Małe ludzkie potrzeby
Wydawnictwo: Time4YA [współpraca reklamowa]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 384
Narracja: pierwszoosobowa
Gatunek: thriller young adult
Ocena: 6/10
Opis:
Sariyah zawsze wie, czego brakuje innym. Długopisu. Gumki do włosów. Ładowarki. Czasem czegoś, co może uratować komuś życie. Kiedy wyczuwa, że jej przyjaciółka Deja potrzebuje gazu pieprzowego, przypuszcza, że coś jest nie tak. Wkrótce potem, podczas festiwalu, który miał być spełnieniem marzeń, Deja znika bez śladu. Pięć lat wcześniej zaginęła również Tessa – pierwsza prawdziwa przyjaciółka Sariyah. Tym razem dziewczyna nie pozwoli, by kolejna bliska jej osoba została zapomniana. Rozpoczyna własne śledztwo, ale każdy nowy trop wciąga ją coraz głębiej w niebezpieczną grę. Czy niezwykły dar pomoże Sariyah odnaleźć Deję, czy zaprowadzi ją prosto w pułapkę?
Recenzja:
Lubię czytać thrillery w stylu młodzieżowym lub young adult - i często przyłapuję się na tym, że podobają mi się bardziej niż niektóre książki, które docelowo są pisane dla osób dorosłych. W przypadku "Małe ludzkie potrzeby" także się całkiem dobrze bawiłam - i chociaż nie okazuje się to najlepszą książką, jaką czytałam we wrześniu, Wydawnictwo Time4YA po raz kolejny wydało pozycję, która jest innowacyjna!
Nasza główna bohaterka - Sariyah - ma wyjątkowy dar, który podobno odziedziczyła po swojej zmarłej babci: doskonale wie, czego brakuje innym, chyba, że kogoś kocha/jest jej bardzo bliski, wtedy w jej głowie nie pojawiają się już potrzeby dotyczącej tej osoby. Tych osób nie ma wiele - a nawet jej najlepsza przyjaciółka nie należy do grona tych osób, u których Sariyah nie wyczuwa potrzeb...
Gdy więc mają iść na festiwal, a Sariyah wyczuwa od Dei, że będzie potrzebowała gazu pieprzowego, nasza główna bohaterka ma dziwne wrażenie, że w ogóle nie powinny się tam udawać. Jednak bilety w pewien sposób dostała przypadkiem, a są urodziny Malcolma: jej najlepszego przyjaciela, więc ostatecznie dziewczyna decyduje się dać przyjaciółce to, czego potrzebuje... Ale mimo wszystko wystarczy jedno pójście do toalety, by stracić Deję z oczu: i żeby uzyskała ona ostatecznie status zaginionej...
Co gorsza, siostra bliźniaczka Malcolma - Tessa - także zginęła pięć lat temu i do dziś nikt o niej nie słyszał, nie znaleziono też jej ciała, przez co cierpi nie tylko Sariyah, ale też cała jej rodzina, która chciałaby po prostu godnie ją pochować, jeśli jest martwa... Nasza główna bohaterka ma więc wrażenie, że powtarza się jej koszmar z dzieciństwa, ale zamierza tym razem dać z siebie wszystko, by wyciągnąć wszystkie brudy od Dei na światło dziennie: bo wie, że to może bardzo pomóc, by ocalić niewinne życie...
Jak zakończy się poszukiwanie czarnoskórej dziewczyny i czy posty o jej zaginięciu w końcu staną się viralem? Okazuje się, że trudno pomóc w poszukiwaniach czarnej dziewczynie, bo dużo lepiej udostępniają się i publikują posty o kimś z innym kolorem skóry... "Małe ludzkie potrzeby" to pewien manifest, który pokazuje, że powinniśmy traktować wszystkich równo, niezależnie od koloru skóry: bo gdy ginie młoda dziewczyna, jeszcze nastolatka, nie powinno nikogo obchodzić nic więcej, oprócz chęci jej odnalezienia.
"Małe ludzkie potrzeby" ma całkiem ciekawe zakończenie, ale przyznam, że ta książka i tak najbardziej zaskoczyła mnie w dwóch kwestiach: tego, jak fajnie był przedstawiony ten dar Sariayh (jednocześnie dar i klątwa), a także, z czym ostatecznie wiązało się zaginięcie czarnoskórej nastolatki. Niemniej jednak te ostatnie strony, które naszej głównej bohaterce wydają się snem: też było to takie super zakończenie wszystkiego, taka wisienka na torcie, żeby domknąć wszystkie wątki. Pozwólcie, że nie będę spojlerować - tylko właśnie zaznaczę pewne rzeczy, a Wam pozwolę je odkryć na własną rękę, okej?
Channelle Desamours pisze w taki sposób, że czuć było właśnie ten młodzieżowy klimat - w pewnym momencie byłam wraz z Sariyah wściekła na jej bliskich, innym razem miałam serce pełne współczucia. Prawda jest jednak taka, że świadczy to właśnie o tym, że jest to pozycja skierowana idealnie dla osób young adult - ale jak się czujesz wiecznie młody lub wiecznie młoda, to będziesz przy "Małe ludzkie potrzeby" się także dobrze bawić, zupełnie jak ja!
Ta książka ma kilka wad - przede wszystkim kilka scen, które ostatecznie nic w żaden sposób nie wnoszą, ale rozumiem, że autorka chciała, żeby myśli czytelnika i przypuszczenia odnośnie zaginięcia sobie szły różnymi torami: i że to był jednak bardziej zabieg celowy, a nie próba zapychania stron dodatkowym tekstem.
Podsumowując: "Małe ludzkie potrzeby" to całkiem innowacyjny thriller young adult, który jestem w stanie polecić! Miło było go czytać, a samo czytanie poszło mi bardzo szybko - głównie dlatego, że bardzo chciałam się dowiedzieć, jak się to zakończy i jak się to ostatecznie ułoży!
Okladka skojarzyła mi się z grą Zgadnij, kto to
OdpowiedzUsuńJakoś ta kombinacja trillera i młodzieżówki do mnie nie przemawia😅
OdpowiedzUsuńPierwszy raz widzę ją na oczy 😅
OdpowiedzUsuń