niedziela, 27 września 2026

Johanna van Veen - "Krew na języku"

Autor: Johanna van Veen

Tytuł: Krew na języku

Wydawnictwo: Akurat [współpraca reklamowa]

Data wydania: 2026

Ilość stron: 336

Narracja: trzecioosbowa

Gatunek: gotycki horror

Ocena: 5/10


Opis:

„Jestem w twojej krwi, a ty jesteś w mojej...”

Holandia, 1887 rok. Sarah, bliźniacza siostra Lucy, przestaje jeść. Mamrocze niezrozumiałe słowa i z niepokojącą fascynacją myśli o liczących setki lat zwłokach, które niedawno odkryto w posiadłości jej męża. Lekarz nazywa to szaleństwem, ale Lucy podejrzewa, że za dziwnym zachowaniem siostry kryje się coś znacznie bardziej złowrogiego. Bo Sarah się zmienia - staje się porywcza, nieprzewidywalna. I głodna.

Próbując ocalić siostrę przed zamknięciem w zakładzie dla obłąkanych, Lucy zaczyna odkrywać tajemnice, które powinny pozostać pogrzebane. Wkrótce musi odpowiedzieć sobie na przerażające pytanie:

Czy Sarah traci zmysły, czy może coś przejmuje nad nią kontrolę? A gdy granica między szaleństwem a tym, co nadprzyrodzone, zaczyna się zacierać, Lucy musi spojrzeć w oczy potwornej prawdzie.

Mroczny, zmysłowy, gotycki horror o siostrzanej więzi, obsesji i miłości tak silnej, że nawet śmierć nie może jej przerwać.


Recenzja:

Nie jestem jakoś bardzo zachwycona tą książką - ciekawie mi się ją czytało i odkrywało pewne niuanse, które wymyśliła autorka, doceniam też sam koncept, ale kilku rzeczy nie jestem w stanie zrozumieć i docenić (zaraz będę o tym więcej pisać). Wydaje mi się jednak, że jak ktoś jest zakochany w gotyckich horrorach, to "Krew na języku" będzie dla niego strzałem w dziesiątkę.

Sarah i Lucy to siostry bliźniaczki. Sarah bogato wyszła za mąż (swoją drogą: za faceta, w którym wcześniej kochała się ta druga), a Lucy pracuje jako towarzyszka pewnej starszej pani, której brakuje towarzystwa. Gdy jednak Lucy dostaje od męża swojej siostry informację, że stan jego żony gwałtownie się pogorszył i obawia się on najgorszego, Lucy od razu wsiada w pociąg, żeby pomóc wydobrzeć jedynemu członkowi rodziny, jaki jeszcze jej został.

Wszystko zaczęło się od znalezionych na bagnach zwłok, o których Sarah zaczęła obsesyjnie wręcz myśleć, aż w pewnym momencie można było uznać, że oszalała: nie chciała nic jeść, chciała pozbawiać ludzi krwi, a na dodatek rzucała teksty, że ta zmarła kobieta w jakiś sposób ją nachodzi. Lucy z trudem to wszystko obserwowała, ale wiedziała, że w jej rodzinie zdarzały się już przypadki szaleństwa - bo nawet jej ciotka zmarła w zakładzie dla obłąkanych. Takiego losu z życiu nie życzyłaby swojej bliźniaczce, ale... Jak właściwie można by jej było pomóc, skoro dosłownie z dnia na dzień ewidentnie ma się coraz gorzej i wydawać się może, że nieustannie majaczy?

"Krew na języku" to historia, która łączy w sobie grozę, pewne bardziej brutalne i okropne sceny, a także odrobinę absurdu. Powiem szczerze, że sam koncept tej opowieści do mnie przemówił - to co działo się z Sarah było na tyle ciekawe i oryginalne, że dobrze mi się to wszystko czytało. Nie byłam w stanie natomiast zrozumieć tego, że siostrzane więzi wypierają wszystkie logiczne argumenty i racjonalne rozwiązania.

Powiem szczerze, że między Sarah a Lucy było sporo syfu - mimo tego że były siostrami. Już samo to, że Sarah dosłownie ukradła siostrze wymarzonego partnera powinno coś znaczyć, ale Lucy też nie zachowywała się wzorowo. Także nie rozumiem sytuacji, w której prawda o Sarah i jej dolegliwości wychodzi na jaw, a Lucy jakby w pełni to akceptuje, bo... Właśnie. Bo co? Bo utrzymanie dosłownie strzępków dawnej siostry jest dla niej aż tak cenne?

Prawda o Sarah jest znacznie bardziej złożona - szczególnie, że mocno wpływa ona na etykę i moralność Lucy, którą niebawem poznajemy z całkiem innej strony, ale pełen popis mamy w zakończeniu, które szczerze powiedziawszy czytałam z takim: "ale dlaczego to poszło w tym kierunku?". Może kwestia tego, że nie mam bliźniaczki sprawia, że nie jestem w stanie tego pojąć swoim umysłem, ale wydaje mi się, że wiele czytelników może mieć podobną zagwozdkę do mojej.

Nie chcę oczywiście spojlerować, dlatego myślę, że część rzeczy może nie być w pełni jasno wytłumaczona, ale jeśli sięgnęlibyście po tę pozycję, to wydaje mi się, że dosyć szybko się wszystko jasno wyklaruje. Uważam, że nie jest to zła powieść, ale definitywnie te obsesyjne wręcz siostrzane więzi mocno wpływają na mój odbiór - bo ja nie byłabym w stanie popaść w takie szaleństwo i obłęd dla swojej siostry, nawet gdyby była jedyną krewną, jaka mi została.

Jeśli czytacie tę recenzję i wydaje Wam się, że jesteście w stanie bardziej polubić tę historię - bo kwestia relacji między siostrami wydaje się Wam mniejszą drzazgą w palcu niż dla mnie, to pewnie dalibyście wyższą notę. Jak wspomniałam wyżej: sam koncept mnie urzekł, lubiłam ten klimat, ale pewnych toksycznych zależności relacyjnych już nie byłam w stanie znieść.

Podsumowując: zadecydujcie sami czy macie ochotę przeczytać! 

3 komentarze:

  1. Bardzo ciekawa opinia. 🩶 Gotyckie horrory z XIX-wieczną Holandią w tle to zdecydowanie moje klimaty, a sam koncept z szaleństwem i zwłokami z bagien brzmi super oryginalnie. 👏 Jednak to, co napisałaś o zachowaniu Lucy i jej wątpliwej moralnie akceptacji stanu siostry, mocno daje do myślenia. Też nie mam bliźniaka, ale intuicja podpowiada mi, że miałabym dokładnie taką samą zagwozdkę podczas czytania jak Ty! 📖 Szkoda, że zakończenie poszło w tak dziwnym kierunku, bo zapowiadała się świetna historia. Mimo wszystko Twoja recenzja bardzo dobrze pokazuje, czego się spodziewać – dzięki! 🫶

    OdpowiedzUsuń