niedziela, 18 października 2026

Liz Tomforde - "In Her Own League"

Autor: Liz Tomforde

Tytuł: In Her Own League

Wydawnictwo: Niezwykłe 

Data wydania: 2026

Ilość stron: 488

Narracja: pierwszoosobowa

Gatunek: romans sportowy

Ocena: 6/10


Opis:

Reese Remington przez lata przygotowywała się do roli właścicielki drużyny w MLB, i tak się składa, że będzie pierwszą kobietą na tym stanowisku. Opinia publiczna jednak widzi w niej jedynie damę w męskim świecie - nie osobę, która zapracowała sobie na tę pozycję. Z racji ogólnej presji Reese nie może pozwolić sobie na to, by cokolwiek ją rozpraszało.

W szczególności kiedy tym rozproszeniem uwagi okazuje się pociągający Emmett Montgomery, były najlepszy zawodnik MLB, a obecnie trener drużyny.

Emmett traktuje zawodników jak własną rodzinę, a boisko jak dom. Po latach zarządzania drużyną na własnych zasadach nie potrzebuje nowego przełożonego. Niestety jest zmuszony spędzać długie godziny w biurze i na meczach wyjazdowych przy boku szefowej, a to powoduje, że zaczyna zauważać, skąd bierze się pasja Reese do przewodzenia i niewzruszona determinacja, by udowodnić wszystkim swój profesjonalizm.

Gdy zapalczywe sprzeczki powodują wzajemne przyciąganie, zawodowe granice zaczynają się zacierać. Reese natomiast wie, że wiele osób tylko czeka, aż powinie się jej noga, dlatego najbezpieczniej jest utrzymać Emmetta z dala od siebie.

Wydaje się, że pośród tej dwójki nie ma wygranych w grze pozorów i trzymaniu się na dystans.

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.


Recenzja:

Tę książkę przeczytałam sobie na Woblink, gdy czekałam ostatnio u lekarza w poczekalni. Ściągnęłam sobie szybko na półeczkę, bo nie byłam w stanie słuchać audiobooka, a nie miałam przy sobie żadnej papierowej pozycji. Było warto się z "In Her Own League" poznać, chociaż wychodzę z założenia, że to chyba najsłabsza książka od Liz Tomforde, którą miałam okazję czytać.

Fajnie było wrócić do serii Liz Tomforde, chociaż tutaj jest luźniej powiązana niż faktycznie z cyklu o przyjaciołach, którzy znajdują swoje drugie połówki. Pojawiają się tu dwie pary - bo są stricte powiązane z Emmettem (jako rodzina lub drużyna) - ale nie mamy wszystkich postaci, które wykreowała wcześniej autorka.

Emmetta poznaliśmy już w historii o jego córce - i ja osobiście mocno kibicowałam, żeby też znalazł swoją miłość i szczęśliwe zakończenie. W końcu było to tak, że poświęcił on w pewien sposób swoją karierę sportową, by być trenerem i wychowywać dziecko - a teraz, gdy jego córka jest już dorosła, a on ma trochę ponad czterdzieści lat, to w końcu może zacząć myśleć o sobie i o tym, by znaleźć tego "swojego człowieka".

Nikt się jednak nie spodziewa, że pierwszą kobietą, która Emmettowi zawróci w głowie (od jakichś dwudziestu lat!) będzie Reese, nowa właścicielka jego drużyny, która jest jego bezpośrednią szefową i która jest co najmniej kilka lat młodsza. To oczywiście zakazany związek - ale ciągnie go do niej jak ćmę do światła, a z perspektywy Reese (która znosi mnóstwo hejtu - w końcu kobieta w świecie męskiego sportu ma wiele trudności) też widać, że nie jest w stanie jakoś przestać myśleć o tym, jak Emmett na nią oddziałuje... 

"In Her Own League" to bardziej takie podchody, czasem oparte na tym, że powinno się odbyć bardziej szczerą i poważną rozmowę, zamiast trzymać się pewnych niedomówień. Szczególnie w zakończeniu to było widać, gdzie nawet ja się wkurzyłam, że pewne działania Reese zaczęła, a w żaden sposób nie powiedziała niczego Emmettowi, żeby w jakiś sposób zatroszczyć się o jego emocje.

W wielu sprawach oczywiście było tak, że ta dwójka mega się wspierała - ale niemniej jednak czasem miałam taką frustrację, że można by to było pociągnąć w takim kierunku, by w pełni byli dla siebie oparciem. Było to widać już na zakończeniu - i super - ale te ich początki czasem powodowały, że wariowałam.

Jeśli chodzi o ilość scen erotycznych - nie jest tego wcale aż tak dużo, bo mam wrażenie, że ostatnio w romansach sportowych duży nacisk kładzie się na spicy momenty, a nie na rozwój pewnego zaufania, poczucia bezpieczeństwa i ogólnie na budowaniu mocnych podstaw związku bohaterów. Tutaj Liz Tomforde uszanowała to, że Emmett nie jest już młodzikiem, chociaż zdarzało się, że czasem myślał nie tym, czym powinien.

Fajnie wyszedł też ten wątek kobiety w świecie sportu - lubię takie motywy i cieszę się, że pisarka tak dobrze to ujęła i pokazała, że jest jednak duża dysproporcja między postrzeganiem kobiety a mężczyzny jako właściciela klubu sportowego. Tutaj autorka dużą kreatywnością co do problemów się wykazała, ale też myślę sobie, że Reese i tak miała ogromną cierpliwość, bo wydaje mi się, że ja na jej miejscu bym kilku problemów się pozbyła mimo wszystko szybciej niż później, chociaż by to mogło wywołać pewne zdziwienie u jej dziadka, który zostawił jej swoją drużynę.

Podsumowując: fajnie było wrócić do tego świata, ale nie uważam, że "In Her Own League" jest najlepszą książką tej pisarki - ot, przyjemny dodatek, przy którym można dobrze spędzić czas, ale jak ktoś nie pozna tego tytułu to też niewiele straci.

4 komentarze:

  1. Zapisuję sobie tytuł bo czasem lubię sięgać po zagranicznych autorów

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi nawet, nawet. Ale nie mam w planach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam ksiazki Liz Tomforde, a ta jest dopiero przede mną 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubie ksazki z motywem sportowym. Przyjemnie sie je czyta, choć są akurat przewidywalne. Nie wiem czy tą bede czytala, ale dziękuję za polecenie

    OdpowiedzUsuń