
Autor: Beata Grzegorczyk
Tytuł: René i Syn Słońca
Wydawnictwo: Nyks [współpraca reklamowa]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 328
Narracja: trzecioosobowa
Gatunek: romantasy
Ocena: 1/10
Opis:
W KRAINIE ROZKOSZY NIE TOLERUJE SIĘ NIEPOSŁUSZEŃSTWA
René był następcą tronu Krainy Słońca. Jednak po śmierci króla i królowej został wygnany, a władzę przejął jego brat. Skromny żywot uciekiniera miał swoje dobre strony – René w końcu był wolny od dworskich protokołów. Do dnia, w którym został porwany.
Były książę został wciągnięty w odmęty Krainy Rozkoszy – instytucji, która produkuje posłusznych oblubieńców dla możnych wszystkich krain. Zostają oni poddani drobiazgowej tresurze, by jedynym ich pragnieniem było dawanie rozkoszy swojemu przyszłemu panu i spełnianie każdej jego zachcianki bez protestu.
CZY WOLNA WOLA RENÉ ZOSTANIE ZŁAMANA?
18+ UWAGA! W książce znajdują się sceny przemocy fizyczneji psychicznej. Przedstawione zostały toksyczne relacje, przemoc na tle seksualnym i niewolnictwo.
Recenzja:
"René i Syn Słońca" to jak na ten moment najgorsza książka, jaką czytałam w roku 2026. Nie spodziewałam się po opisie, że to będzie aż taka beznadzieja, że ani jeden aspekt nie będzie dla mnie godny pochwały i podziwu. Zaraz Wam napiszę dokładnie dlaczego mam takie myśli - ale od razu zastrzegam, że mogą się pojawić niewielkie spojlery, bo pewnie nie wszystko bez podania dokładnego powodu byłabym w stanie zrobić.
Rene był następcą tronu Krainy Słońca, ale po śmierci jego rodziców ktoś mu powiedział, że jest bękartem, ma spadać, więc został złodziejem na lokalnych straganach warzyw. Nie ma żadnego konkretu, dla którego moglibyśmy mieć świadomość skąd się wzięło to, że Rene jest bękartem - skoro przy urywkach wspomnień Rene i jego matka, i jego ojciec dobrze go traktowali i sami mu powtarzali, że kiedyś odziedziczy władzę.
To nie był jednak najmniej logiczny wątek... Nagle się okazuje, że Rene zostaje uprowadzony, żeby zostać swego rodzaju prostytutką. Zaczyna mieć trening związany z byciem idealnie wyszkolonym oblubieńcem Krainy Rozkoszy - i dosyć szybko dowiaduje się, że został wybrany, bo ktoś go zdążył już zamówić i za niego zapłacić, aby to właśnie jemu dawać przyjemność. Szkolenie Rene opiera się więc na tym, że nikt nie może spenetrować jego odbytu - chociaż i treser, i trener są mężczyznami. Cała ta kwestia ma być zostawiona na późniejszy etap...
Jakby już w momencie, zanim jeszcze Rene zaczął tresurę, a z innymi porwanymi podążał sobie w kierunku miejsca docelowego, to zdążył sobie porozmawiać z inną obcą sobie dziewczynie - między innymi o olejowaniu włosów i o tym, że chociaż jej nie zna, to właśnie dla niej nie pozwoli się złamać.
Jakkolwiek to nie brzmi - trudno jednoznacznie uważać, czy Rene został złamany, czy nie, bo później dosyć chętnie brał udział we wszystkich erotycznych gierkach. Czym dłużej jednak czytamy, tym wychodzi coraz więcej bezsensownych akcji. Logika kuleje tu na każdym kroku - już nie wspomnę o zakończeniu, które po prostu sprawiło, że miałam jeszcze większy mętlik w głowie.
Ogólnie sporo tu było obrzydliwych scen, a do tego multum zakochiwania się właściwie po chwili, bez żadnego logicznego wytłumaczenia. Ja się spodziewałam, że w pewnym momencie Rene dosłownie odzyska tron i koronę - nie będę spojlerować, jak się to wszystko potoczy, ale najwidoczniej kolejny powód nielogiczności się tu pojawił, że nikt Rene nie rozpoznał przez dobre kilka lat, a jakiś randomowy gościu w Krainie Rozkoszy wszystko o nim wiedział.
Czym dalej w las tym gorzej było, naprawdę. Ostatecznie mam wrażenie, że najchętniej bym to wyrzuciła ze swoich myśli i umyła oczy w kwasie. Niestety okazuje się, że debiut Beaty Grzegorczyk w żadnym aspekcie nie sprawił, że byłabym w stanie dać więcej niż jedną na dziesięć gwiazdek. Dla mnie to była droga przez mękę. Kilka dni się męczyłam z czytaniem tej powieści, ale okazuje się, że niesmak pozostał nawet po przeczytaniu.
Nie wiem jak tu więcej opowiedzieć o tym, jak ta książka bywa krzywdząca - i rozumiem, że jest ostrzeżenie, że jest dla osób dorosłych, że są motywy przemocy fizycznej i psychicznej, ale po prostu szkoda mi papieru, na którym ta historia została wydrukowana. Naprawdę największym plusem "René i Syn Słońca" jest to, że okładka była dobrej jakości i ze skrzydełkami, a do tego nie widziałam żadnej literówki.
Myślę sobie, że "René i Syn Słońca" w moim osobistym rankingu to najgorsza obecnie pozycja roku 2026. Nic jej nie ratuje - bo i opisy nie są zbyt dobre, i bohaterów się nie da polubić, i przedstawianie emocji jest raczej drętwe. Widać, że autorka dopiero stawia pierwsze korki w świecie pisarskim - i że jej warsztat literacki wymaga dalej dopracowania.
Jeśli książka ma sens, jestem w stanie ją polecać. Opisy masturbacji i treningu bycia idealnym uczestnikiem uczty nie miały dla mnie jednak sensu w uniwersum, które nie miało sensu i w fabule (oraz motywacjach), które były grubymi nićmi szyte.
Ze swojej strony nie polecam. Nie jestem w stanie znaleźć żadnego pozytywu - ale jak macie ochotę przeczytać, to nie będę Wam przecież tego zabraniać...
Ja jej nie przeczytam.
OdpowiedzUsuńPo takiej recenzji to już nawet nie będę spoglądać na tą książkę
OdpowiedzUsuń