Autor: John Green
Tytuł: Gwiazd naszych wina
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 2013
Ilość stron: 312
Ocena: 10/10
Opis:
Szesnastoletnia Hazel choruje na raka i tylko dzięki cudownej terapii jej życie zostało przedłużone o kilka lat.
Jednak nie chodzi do szkoły, nie ma przyjaciół, nie funkcjonuje jak inne dziewczyny w jej wieku, zmuszona do taszczenia ze sobą butli z tlenem i poddawania się ciężkim kuracjom. Nagły zwrot w jej życiu następuje, gdy na spotkaniu grupy wsparcia dla chorej młodzieży poznaje niezwykłego chłopaka. Augustus jest nie tylko wspaniały, ale również, co zaskakuje Hazel, bardzo nią zainteresowany. Tak zaczyna się dla niej podróż, nieoczekiwana i wytęskniona zarazem, w poszukiwaniu odpowiedzi na najważniejsze pytania: czym są choroba i zdrowie, co znaczy życie i śmierć, jaki ślad człowiek może po sobie zostawić na świecie.
Wnikliwa, odważna, pełna humoru i ostra Gwiazd naszych wina to najambitniejsza i najbardziej wzruszająca powieść Johna Greena. Autor w błyskotliwy sposób zgłębia w niej tragiczną kwestię życia i miłości.
Recenzja:
"Gwiazd naszych wina" jest książką, która od pierwszych stron zawładnęła moim sercem. Nigdy nie spotkałam historii, która byłaby tak zabawna, wzruszająca, smutna, ale przede wszstkim prawdziwa.
Nastoletnia Hazel nie należy do grupy osób, które są rozpieszczane przez życie. Nie jest taka jak inne dzieci i to nie tylko dlatego, że choruje na raka. Dziewczyna jest niezwykle mądrą osobą, jak na swój wiek przerosła psychicznie większość rówieśników. W jej życiu parktycznie wszystko jest z góry zaplanowane, ustalone przez bardzo opiekuńczych rodziców. Począwszy od tego, co zje na śniadanie do tego, co obejrzy w telewizji. Jest jednak jedna wielka niewiadoma. Kiedy hazel umrze? Czy ma miesiąc życia, a może rok? Wie jednak, że nie dojrzeje do wieku staruszki.
"Wszelki ratunek jest chwilowy - odparł. - Kupiłem im minutę. Może ta minuta kupi im godzinę , a ona rok. Nikt nie kupi im wieczności, Hazel Grace, ale moje życie dało im minutę. A to już coś."
W życiu dziewczyny pojawia się nagle niezwykły chłopak. Augustus Waters jest przystojny, inteligentny i zabawny, ale także choruje. W przeciwieństwie do Hazel, chłopak zatrzymał się w stadium, kiedy może cieszyć się pozornym zdrowiem. Jednak, jak to mówią, nic w świecie nie trwa wiecznie...
W tej książce nie znajdziecie tandetnej historii o tym, jak to dwaj nastolatkowie zakochiwali się w sobie bez żadnych przeszkód. Autor podejmuje trudny temat życia z chorobą. Z jednej strony pokazuje, że to życie może być szczęśliwe, a z drugiej prawdę, którą świat znał od wieków - nic nie trwa wiecznie. Hazel zmaga się ze sobą i swoimi uczuciami. Jak powinna postąpić? Czy może napiętnować życie ukchanego swoją śmiercią? Okazuje się, że nawet mały moment szczęścia jest wart bólu, bo właśnie tak to wszytsko działa. Nie ma radości bez smutku. Nawet, a może w szczególności granat zasługuje na dodatkową minutę z uśmiechem.
"Jestem... jestem jak... Jestem jak granat. Mamo, jestem granatem, który w pewnej chwili wybuchnie, więc chcę zminimalizować ofiary, rozumiesz?"
Teraz coś od strony technicznej. Przede wszystkim winszuję autorowi za jego umiejętności pisarskie. Postacie, które stworzył były dla mnie tak prawdziwe, że razem z nimi przeżywałam wszystki wzloty i upadki, śmiałam się i płakałam. Może nie jestem typem osoby, która roztkliwia się nad innymi, ale ci bohaterowie poruszyli moje serce i długo nie zapomnę przygody z książką. Jak dla mnie to nie jest zwykła powieść. Biorąc ją do ręki, automatycznie zgadzamy się na burzę myśli, która spustoszy umysł.
Styl autora po prostu powalił. Użył prostego języka, a jednocześnie znalazł sposób, aby przemycić do tektu złote myśli, od których wręcz się roi. Wiele osób skarży się na brak większego zakończenia, jak dla mnie nie robi to większego znaczenia. Doszłam do wniosku, że to także miało swoją funkcję. Warto by się zastanowić nad tym dłużej po przeczytaniu książki.
Nie jestem w stanie przekazać Wam wszytskich uczuć, które kłębiły się w mojej głowie podczas czytania. Musicie to po prostu sami sprawdzić. Książka to nie typowy tandetny wyciskacz łez, ale bardzo piękna historia, która dodatkowo uczy wdzięczności wobec tego, co mamy.
Wasza Ariada :)