Autor: Emily Stone
Tytuł: Świąteczny list
Wydawnictwo: Kobiece [współpraca reklamowa z Audioteka]
Data wydania: 2025
Ilość stron: 384
Narracja: trzecioosobowa
Ocena: 3,5/10
Opis:
Śnieżna magia i romantyczność rodem z The Holiday, Last Christmas i To właśnie miłość. Świąteczny list to powieść, z którą trzeba spędzić te święta!
„Nie wierzę w przeznaczenie” – szepnęła Holly.
„Naprawdę? – zapytał Jack. Sięgnął dłonią i kciukiem delikatnie musnął jej policzek. – Nawet po tym wszystkim?”
Każdego roku, w grudniu, Holly pisze list do nieznajomego, który spędza Boże Narodzenie samotnie. I co roku również otrzymuje list od takiej osoby. Członkostwo w klubie „List do Nieznajomego” to tradycja, która stała się dla niej niezwykle ważna, odkąd trzy lata temu wydarzył się tragiczny wypadek, a ona zaczęła spędzać święta sama.
Założeniem akcji jest, by nie poznać personaliów nadawcy listu. Tym razem jednak dzieje się inaczej: starsza kobieta podpisuje się imieniem i nazwiskiem, a do tego wspomina miejsce, które Holly zna aż za dobrze. Dziewczyna czuje, że musi ją odnaleźć.
Po zapoznaniu się ze smutnymi szczegółami postanawia pomóc w odbudowaniu relacji Emmy z jej wnukiem. Kiedy jednak trafia na przystojnego, ciemnookiego Jacka, uświadamia sobie, że już kiedyś się spotkali – a to spotkanie było elektryzujące. Nagle wspieranie nieznajomej, która powoli staje się dla Holly kimś ważnym, robi się znacznie bardziej skomplikowane…
Recenzja:
Słuchałam tej książki na Audiotece, jak już stwierdziłam początkiem listopada, że czas przejść na coś bardziej świątecznego. Jak widzicie, skończyłam ją dopiero wczoraj - mam wrażenie, że to była dla mnie swego rodzaju podróż przez mękę i gdyby nie to, że lektorka zrobiła swoją robotę rewelacyjnie (bo głos Magdaleny Zając jest naprawdę magiczny), to obstawiam, że bym się poddała dawno i chyba bym tego nawet nie skończyła.
Dlaczego? Przede wszystkim z powodu tego, że jest to reklamowane jako romans, a wątek romantyczny jest tutaj najsłabszym ogniwem. Mam wrażenie, nie licząc pierwszej sceny, że gdyby nie kwestia pewnego przypadku i takiego przeznaczenia, które wręcz na siłę chciałoby, żeby byli razem, to drogi Holly i Jacka rozjechałyby się dawno - i nie wiem czy by "Świąteczny list" jakoś bardzo na tym ucierpiał, skoro najgorsze, co mogło się zdarzyć to niezdecydowanie Holly, która jest w stanie przepuścić praktycznie wszystkie ważne dla siebie relacje z powodu tego, że się boi (ale żeby zasugerował jej ktoś terapię, to już nieee).
Holly w ogóle poznajemy w momencie, gdy razem ze swoją ciężarną siostrą jadą na święta rodzinne. Niestety główna bohaterka nie może wytrzymać trzydziestu minut bez kawy, więc zjeżdżają do pobliskiego miasteczka, by mogła ją kupić. W międzyczasie Holly zapomina nawet, że nie zabrała przez przypadek portfela, bo kawa jest tak ważna. Na szczęście w międzyczasie poznaje Jacka - uroczego mężczyznę, który jakby zauroczony jest tym jej roztrzepaniem i nawet daje jej swój numer telefonu, zapisując go starannie na kubku kawy.
Tyle, że na tym kończy się relacja Jacka - bo kubek po kawie ginie w momencie, w którym dochodzi do wypadku samochodowego. Holly kierowała i nic takiego jej się nie stało, ale dla Lily jest to powód do życiowej tragedii, bo traci ona dziecko i mówiąc w skrócie: nie chce więcej znać swojej siostry, którą o to wszystko obwinia, mimo że to ktoś w nie wjechał.
Tak mijają dosłownie lata - Holly nauczyła się w pewien sposób żyć na nowo, chociaż bez wsparcia rodziny jest jej trudno. Gdy otrzymuje świąteczny list od nieznajomego, nie wie jeszcze, że zmieni to całe jej życie - że zdobędzie starszą (i schorowaną) przyjaciółkę, której będzie chciała pomóc odzyskać wnuka na ostatnie miesiące jej życia. A że los bywa przewrotny, dosyć szybko w ogóle wychodzi na jaw, że ów wnuk to właśnie Jack - chłopak z kawiarni z tej chwili sprzed wypadku...
Nie brzmi ten zarys fabuły najgorzej, prawda? Ale gdy dodamy w sumie to, że fabuła ma niewiele dynamiki, że w międzyczasie to mamy nie jedne, a chyba ze trzy święta Bożego Narodzenia i gdy wiemy, że chociaż po wypadku Holly powinna iść do psychologa lub psychoterapeuty, żeby jakoś ruszyć z miejsca, a ona tego nie zrobiła... No to mamy w sumie to miejsce, w którym się znajdujemy. Pełne lęków, niepewności i ograniczania samej siebie, aby tylko jakoś żyć dalej: niekoniecznie w pełnym szczęściu i rozkwicie.
Jack w sumie jest całkiem fajną postacią, który w tym wszystkim nie zrobił nic złego. W większości sytuacji to on stara się coś próbować zdziałać, ale często odbija się od muru, jakim otoczyła się Holly i jej irracjonalność (niestety częsta). Dlatego ja wychodzę z założenia, że ostatecznie Jackowi byłoby nawet lepiej samemu, albo by mógł szukać sobie dużo bardziej stabilnej i zrównoważonej kobiety, z którą by mógł spędzić życie - ale wtedy by nie wyszło, że on i Holly są sobie przeznaczeni i że zrządzeniem losu powinni być razem...
Motyw przyjaźni jest tu pokazany naprawdę dobrze - w sumie z każdym, z kim Holly się przyjaźni. Do tego wszystkiego nawet jestem w stanie zrozumieć traumy jej siostry (chociaż kilka lat ciszy raczej by sprawiło, że ja osobiście bym to wolała przepracować - bo są ku temu odpowiednie formy pomocy). Pokazanie choroby nowotworowej: dosyć szczegółowe, widać, że był w tej kwestii dokonywany jakiś research. Ale wątek miłosny? Bez tego wszystkiego byłaby może bardziej owocna powieść obyczajowa i ja bym się bardziej z niej cieszyła. Ale romans? Romans to serio jest z tego słabiutki.
Jak już wspomniałam, największy plus tej książki to magia głosu lektorki, który był dla mnie kojący - więc uwielbiałam go słuchać, gdy wracałam samochodem z pracy i chociaż te kilkanaście minut dziennie mogłam się wsłuchiwać w brzmienia, które sprawiały, że w ogóle chciałam dowiedzieć się, jak zakończy się historia głównych bohaterów. Jeśli jednak w kwestii zakończenia liczycie na jakieś większe plot twisty i dużą magię świąt: nie tym razem, takiego obrotu spraw można się było spodziewać.
Podsumowując: w Audiotece jest dużo innych tytułów, znalazłam już sobie wczoraj kolejny i go powoli dziś będę słuchać podczas sprzątania. Mam nadzieję, że spodoba mi się bardziej niż "Świąteczny list" - ale jak macie ochotę dowiedzieć się czegoś więcej o Holly i jej życiu, to możecie to zrobić: ten tytuł jest w ogóle dostępny w trzech formatach (wersja audio, papier i wersja elektroniczna).

Nie przepadam za świątecznymi książkami, to po pierwsza, a po drugie za narracja trzecioosobowa 😅. Dwa wielkie minusy na wstępie 😅. Zupelnie mnie to nie kusi, do tego widać po waszej recenzji, że po co marnować na nią czas. Podziękuję 😅
OdpowiedzUsuń