Autor: Sandy Baker
Tytuł: Shout out my Ex
Wydawnictwo: Labreto [współpraca reklamowa]
Data wydania: 2025
Ilość stron: 480
Narracja: pierwszoosobowa (w dwóch perspektywach)
Ocena: 8,5/10
Opis:
Z miłością jest jak z modą – czasem trzeba wrócić do starego projektu, żeby odkryć jego prawdziwą wartość.
Elle, założycielka Bliss Designs, właśnie szykuje się na Fashion Week w Paryżu. Jej kariera szybuje, ale serce wciąż nie może zapomnieć o Leo – chłopaku ze studenckich lat, który zniknął bez słowa. Gdy Cassie, jej siostra, potajemnie zatrudnia agencję Ever After, do akcji wkracza Poppy – swatka od zadań specjalnych.
Kiedy na horyzoncie pojawia się Lorenzo – słynny projektant butów o zaskakująco znajomym spojrzeniu – zaczyna się gra pozorów, sekretów i niedopowiedzeń. Czy za modową maską kryje się Leo? A jeśli tak, czy da się zszyć to, co kiedyś zostało rozerwane?
Miłość, haute couture i ukryta tożsamość – ta historia pokazuje, że kiedy stawką jest serce, nawet Fashion Week może zejść na drugi plan.
Recenzja:
Zapytacie się pewnie, jak wygląda komedia romantyczna, od której nie sposób się oderwać... A ja wtedy pokażę Wam imię i nazwisko konkretnej autorki, a mianowicie: Sandy Baker. Pierwszy tom serii "The Ever After Agency" czytałam z uśmiechem na twarzy, ale "Shout out my Ex" to już było czytanie z wypiekami na twarzy (i nieustannym pytaniem: czy głównej bohaterce uda się odnaleźć swój happy end?).
Podkreślam, że to komedia romantyczna. Scen miłosnych rozumianych jako erotyczne... cóż, nie ma tu praktycznie wcale. Jeśli już, są to bardziej wspominki - i to głównie ze strony Poppy, dziewczyny, którą znamy z poprzedniej części - i która od kilku miesięcy jest szczęśliwą żoną, więc dalej przeżywa swój miesiąc miodowy i nosi różowe okulary. Nie sprawia to jednak, że jest mniej dobrą agentką matrymonialną - bo po "Shout out my Ex" dowiecie się, że jest w stanie zrobić chyba wszystko, by zapewnić klientowi szczęśliwe, pełne miłości zakończenie.
Od razu mówię, że rekomenduję jednak czytać ten cykl po kolei. Wiem także już, że za granicą tomów jest pięć: i jakimś cudem każdy kolejny jest oceniany lepiej od poprzedniego. Jak ja w tym momencie daję tak wysoką notę, to co będzie w sytuacji, w której faktycznie dorwę się do kontynuacji? Nie chcę nawet wiedzieć, ale mam nadzieję, że narracyjnie Sandy Baker rozwiąże to dokładnie tak samo, jak w przypadku tej historii.
W tej opowieści poznajemy przede wszystkim dwie siostry: Elle i Cassie, które od dłuższego czasu próbują szturmem wejść na rynek modowy. Nie jest to łatwe, bo konkurencja jest duża, ale Elle nazywana jest złotym dzieckiem, bo ma ogromny talent do projektowania, a Cassie to właściwie człowiek od zadań specjalnych, która jest w stanie organizacyjnie zrobić właściwie wszystko. Ich duet pod kątem kariery działa, ale oprócz tego Cassie zauważa, że Elle jest mistrzynią pierwszych randek (i to już od lat). Żaden z facetów, z którymi się widuje, nie jest w stanie bowiem zastąpić Leo - pierwszej miłości Elle, z którą ta spędziła cztery lata, po czym dokładnie dziesięć lat temu bez słowa wyjechał i już nigdy więcej się nie odezwał.
Dla Cassie sprawa jest prosta: trzeba albo odnaleźć Leo i rozbudzić ich uczucia, albo pozwolić chociażby na domknięcie sprawy. I takim sposobem ląduje w "The Ever After Agency", gdzie zostaje jej przypisana między innymi Poppy do tego, żeby zająć się sprawą. Już pierwsze wyniki śledztwa są intrygujące: bo okazuje się, że Leo to teraz słynny projektant obuwia, Lorenzo - i że mniej więcej od roku znajduje się rzut beretem od Elle. Teraz trzeba więc zrobić wszystko, aby jakoś ich w tajemnicy połączyć, żeby oboje uwierzyli, że to przeznaczenie, prawda? Dajcie chwilę popracować Poppy i Cassie - uwierzcie mi, że żadna wróżka nie poradziłaby sobie lepiej od tej dwójki...
Jak widzicie wyżej, w informacjach o książce, mamy dwie perspektywy. Ale nie są to perspektywy Elle i Leo. Są to perspektywy Elle - jako osoby, której życie miłosne ma się rozwijać i... Poppy - jako osoby, która robi wszystko, by agencja matrymonialna po raz kolejny osiągnęła sukces. Okazuje się, że takie połączenie narracji to istny geniusz: poznajemy wtedy fabułę z różnych stron, ale tak się to wszystko sprawnie uzupełnia, że znamy i szczegóły emocjonalne, i szczegóły bardziej logiczne. Autorka na koniec wspomniała, że takie pisanie było dla niej większym wyzwaniem niż "Match me if you can" - ale efekty są cudowne i mega zadawalające.
Piękna okładka (w ogóle cała ta seria ma śliczne okładki), do tego dopracowany i dopieszczony środek (znalazłam w całej książce tylko jeden błąd, dwa razy powtórzyło się słowo "to" - a ustalmy, że była to raczej nieumyślna drobnostka, skoro więcej jakichś ewidentnych błędów nie znalazłam, okej?). Do tego styl Sandy Baker, który powoduje, że czytelnik nie jest w stanie oderwać się od czytania - bo jest jak ciepły i wygodny kocyk, pod którym można się zakopać. Poczucie humoru oczywiście jest, często oparte o komizm sytuacyjny, ale także zdarzają się momenty, w których serce się na chwilę zatrzymuje - lub właśnie te momenty, gdy czyta się z wypiekami na twarzy, bo jest się ogromnie ciekawym, dokąd to wszystko zmierza...
"Shout out my Ex" to naprawdę dobra komedia romantyczna. Cały ten cykl w ogóle jak na razie jest godny polecenia - trzymam więc kciuki, aby w całości ukazał się w Polsce i żeby trzeci tom nadszedł w miarę szybko, bo definitywnie jest to seria, z którą chciałabym się w dalszym ciągu bliżej poznawać.
Na ten moment polecam - tylko i aż, bo nie jestem w stanie zrobić nic innego. Mam nadzieję, że moja recenzja Was przekona do czytania, ale jeśli nie, to strzelać do Was za to nie będę. Pamiętajcie, że oprócz wersji papierowej, jest także e-book i audiobook (oba dostępne na platformie Legimi).
PS. Cena papierowego wydania bezpośrednio u wydawcy powala na kolana - niecałe dwadzieścia pięć złotych. Zerknijcie!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz