Autor: Vi Keeland
Tytuł: Póki ślub nas nie rozłączy
Wydawnictwo: Papierowe Serca [współpraca reklamowa z Audioteka]
Data wydania: 2025
Ilość stron: 392
Narracja: pierwszoosobowa
Gatunek: romans
Ocena: 5,5/10
Opis:
Nie każdy happy end zaczyna się od „tak”
Po tym, jak została porzucona przed ołtarzem, każde „tak” sprawia, że ma ochotę krzyczeć. Co stanowi problem, biorąc pod uwagę, że Sloane jest redaktorką magazynu „Bride”. Kiedy wydawało jej się, że ta praca nie może być już gorsza, została poproszona o bycie druhną w ostatniej chwili... jako para lekko bezczelnego, piekielnie przystojnego drużby o intensywnie niebieskich oczach.
Sloane stara się zdystansować od mężczyzny, ale ten ją jednocześnie intryguje. Wilder wydaje się równie zaciekawiony jej niechętną postawą. Między nimi natychmiast rodzi się napięcie, którego nie sposób ignorować. Czeka ich wieczór pełen flirtu i jedna bardzo nieoczekiwana chwila w szafie na płaszcze.
Nie jest to najlepszy moment w karierze Sloane Carrick... a może jednak? Bo ten pocałunek to zdecydowanie najgorętsza rzecz, jakiej kiedykolwiek doświadczyła.
Z dwojga złego przynajmniej nie będzie musiała go więcej oglądać.
Aż do poniedziałku, kiedy to – niespodzianka! – okazuje się, że jest synem jej szefa i nowym partnerem w pracy na ten sezon.
To połączenie idealne... albo piekielne
Ta historia jest naprawdę SPICY. Sugerowany wiek: 18+
Recenzja:
Lubię książki od Vi Keeland i czytam je w miarę na bieżąco, jak tylko coś się ukazuje na polskim rynku wydawniczym. Tym razem to nawet miałam okazję przesłuchać "Póki ślub nas nie rozłączy" w formie audiobooka, bo skorzystałam sobie z tego, że był on dostępny w ofercie Audioteki - a że akurat miałam trochę rzeczy do zrobienia w domu, to aż przyjemniej się pracowało, gdy w tle leciał sobie całkiem przyjemny romans...
Bo "Póki ślub nas nie rozłączy" to naprawdę spoko książka, chociaż dałam jej przeciętną notę. Ot, po prostu nie urywa czterech liter, łatwo o niej zapomnieć - ale żeby się oderwać od rzeczywistości i dobrze bawić przy jej czytaniu, jest idealnym wyborem. W ogóle pozycje od tej autorki są doskonałe, jeśli ktoś po prostu ma ochotę na całkiem dobrej jakości romans, który nie jest do końca schematyczny. Tylko no... Vi Keeland miała już lepsze powieści od tej, którą dziś recenzuję. Stąd moja nota jest taka, a nie inna: i stąd też wiele osób w internecie ocenia "Póki ślub nas nie rozłączy" dużo wyżej niż ja.
Przejdźmy jednak do fabuły! Bo poznajemy w narracji aż dwóch głównych bohaterów. Na pierwszym planie mamy Sloane - dziennikarkę, której zawsze marzyło się stanąć przed ślubnym kobiercem... i która zostaje porzucona przed ołtarzem, a praca (z racji tego, że jest dziennikarką z branży ślubnej) zmusza ją nieustannie do słuchania "tak" u innych osób. Na drugim planie mamy zaś Wildera - bogatego mężczyznę, który spotyka Sloane na jednym ze ślubów... i o której nie jest w stanie przestać on myśleć, bo tak bardzo zawróciła mu w głowie - a szczęśliwy traf chce, aby wpadali na siebie dużo, dużo częściej: także na innych ślubnych uroczystościach, które niebawem mają się odbyć...
Można byłoby powiedzieć, że Sloane jest naprawdę fajną bohaterką, która miała sobie zrobić przerwę od mężczyzn. Tyle, że w przypadku Wildera wytrzymuje ona mniej niż dwa miesiące, a później ich relacja zaczyna coraz bardziej nabierać tempa. Trudno powiedzieć, czy to slow burn - bo z jednej strony nie poszli od razu do łóżka, a z drugiej: mimo wszystko główna bohaterka nie dotrzymała swoich postanowień.
W "Póki ślub nas nie rozłączy" mamy wątek cukrzycy typu pierwszego - i znowu: chociaż choruję na tę przypadłość od ponad dwudziestu lat, używane przeze mnie techniki i sposoby leczenia są trochę inne. Może to kwestia tego, że nie było to aż tak dobrze opisane, jak być powinno: pod kątem tego, co ile sprawdza się cukier i skąd człowiek wie o poziomie insuliny, ale nie był też ten wątek potraktowany całkowicie po macoszemu, a wręcz w pewnym momencie odegrał całkiem dużą rolę. Co prawda nie wyobrażam sobie zachować się tak, jak Sloane - i przy okazji zbagatelizować pewne objawy i symptomy, które musiały się pojawić - ale także jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, bo takie rzeczy zdarzają się jednak na co dzień.
Wątek miłości Wildera z czasów studiów mógł być trochę bardziej pogłębiony i ciut bardziej rozwinięty, aby wszystko się to spięło w sensowne klamry. Tak to w pewnym momencie od czapy dostajemy jakieś urywki z przeszłości i totalnie nie wiemy, czego one mają dotyczyć i z czym się wiązać. Później co prawda ma to więcej sensu... ale mimo wszystko pozostał mi po tym zabiegu retrospekcji pewien niedosyt.
Samo zakończenie zmiotło mnie z planszy - też mi brakło trochę większej ilości medycznego zaopiekowania w pewnym momencie, skoro Wilder jest taki bogaty, a Sloane jest jego oczkiem w głowie, ale to może kwestia pewnych naleciałości związanych z tym, co ja bym zrobiła na ich miejscu po pewnych komplikacjach, o których nie będę teraz wspominać: bo naprawdę nie chcę spojlerować. Uważam, że jak będziecie znali treść "Póki ślub nas nie rozłączy", łatwo będziecie w stanie pokojarzyć o czym tutaj pisałam.
Nie ukrywam, że mimo wszystko największą przyjemnością z poznawania tej historii było to, że mogłam ją odsłuchać w wersji audio - i to z dwoma lektorami, a kocham podział na głosy. Szczególnie, że zarówno Adrian Rozenek, jak i Magda Emilianowicz mają naprawdę piękne i przyjemne dla ucha głosy - a ich profesjonalizm cenię sobie od dawna. Bez wątpienia dali w "Póki ślub nas nie rozłączy" sto procent siebie i to definitywnie słychać w doskonałej audioprodukcji.
Podsumowując: "Póki ślub nas nie rozłączy" to także przyjemne pióro autorki, świetnie wykreowani bohaterowie i wychodzenie poza typowe schematy gatunku. To nie tak, że książka Vi Keeland nie ma żadnych plusów - bo ma ich całkiem sporo. Mimo wszystko myślę sobie, że znam lepsze tytuły od tej autorki - chociaż pomysł na "Póki ślub nas nie rozłączy" był naprawdę udany i całkiem oryginalny.
Jeśli macie ochotę zapoznać się z tym tytułem, nie będę Wam odradzała - bo to pozycja, którą można dosłownie pożreć wzrokiem (lub w moim przypadku: pochłonąć uszami), ale nie jest to też książka, o której będziecie pamiętać na długo (i do której będziecie wracać myślami). Jeśli szukacie czegoś przyjemnego i lekkiego - "Póki ślub nas nie rozłączy" zdecydowanie się poleca!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz