Autor: Sloane St. James
Tytuł: Walka
Wydawnictwo: Czwarta Strona [współpraca reklamowa z Woblink]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 456
Narracja: pierwszoosobowa (dwie perspektywy)
Gatunek: romans/erotyk
Ocena: 5/10
Opis:
Kobieta, która igra z ogniem.
Mężczyzna, który na co dzień z nim walczy.
Kapitan Callahan Woods całe życie spędził na walce z ogniem. Doskonale wie, że potrafi on zniszczyć wszystko, co naprawdę w życiu ważne. Pięć lat temu stracił jednego ze swoich ludzi i od tamtej pory żyje według prostych zasad: żadnych zobowiązań, żadnych emocji, tylko praca i przelotne noce z nieznajomymi, które nic dla niego nie znaczą.
Prescott Timmons ucieka przed przeszłością, która niemal ją zniszczyła. Nowe miasto, nowa praca, nowy początek. Nie planowała jednak spotkać aroganckiego, zamkniętego w sobie mężczyznę, który wie, jak grać z ogniem, ale nie z sercem.
Każde z nich ma własne zasady. I każde uważa, że to jego są jedynymi właściwymi.
Kiedy stają do walki z żywiołem, muszą sobie zaufać, by przetrwać. Uwięzieni przez naturę i zmuszeni do współpracy, odkrywają, że jest żar, którego nie da się ugasić.
Recenzja:
Zacznijmy od minuty ciszy. Moje pytanie jest naprawdę jedno odkąd przeczytałam tę książkę: jakim cudem można mieć jedne z najlepszych motywów, jakie ostatnio spotkałam (bo takie zestawienie jest po prostu porażająco super), a jednocześnie wszystko schrzanić tym, że relacja rozwija się zbyt szybko (nie byłam w stanie do końca uwierzyć w ich uczucia)?
Oczywiście było kilka nielogicznych rzeczy - ale o dziwo nie w opisach walki z żywiołem czy opisów pracy, a właśnie w takich relacyjnych rzeczach. Bolało mnie to okropnie, bo rzadko spotyka się w ogóle motyw strażaka - to jak szukanie igły w stosie siania - a dobrze ujęta praca strażaka przy gaszeniu pożaru lasów jest jeszcze rzadsze. I jakim cudem akurat to nie zostało schrzanione, a raczej kwestia kontaktów między dwójką głównych bohaterów: co wydaje się łatwiejszą częścią romansu?
Prescott zaczyna na nowo - ucieka przed przeszłością i zaczyna w nowym mieście, z nową pracą. Cieszy się, że już nie musi mieszkać w samochodzie, ale ma także wrażenie, że w ogóle wszystko było lepsze od tego, co było związane z jej poprzednim życiem. Nie spodziewa się jednak, że dosyć szybko pozna faceta, który się jej spodoba - szczególnie, że przede wszystkim chciała się nauczyć stawiać na siebie i o siebie dbać...
Callahan to strażak i lokalny playboy, który nienawidzi kłamstwa i zdrady. Dla niego rudowłosa ratowniczka, która pojawiła się na jego rewirze, także od razu zaczyna znaczyć o wiele więcej niż powinna: bo już po pierwszej rozmowie ma wrażenie, że mogłoby ich połączyć coś poważniejszego. Tyle, że niedługo później Callahan dowiaduje się, że Prescott ma męża - i niestety dzieje się to już po bardzo pikantnej scenie erotycznej, która odbywa się w karetce...
"Walka" ma swoje bardziej erotyczne momenty - miejcie tego świadomość. Jest to chyba bardziej erotyk niż romans - bo wydaje mi się, że autorka specjalnie zagęszczała ilość scen seksu, bo gdyby zostawiła tylko tę w karetce, a później jeszcze jakąś: chociażby w tym schronieniu, to też byłoby w porządku. Fabuła bez wątpienia by na tym nie ucierpiała - ale rozumiem, że wiele czytelniczek liczy jednak na to, by właśnie było gorąco...
Polubiłam głównym bohaterów. I myślę, że naprawdę do siebie pasują, ale jakoś bez głębi pokazano tę ich relację. Niby czynami Callahan bardzo udowadniał, że zależy mu na Prescott - ale myślę sobie, że zabrakło w tej kwestii większego budowania napięcia, bo bardziej interesowały ich łóżkowe igraszki niż kwestia chociażby zarysowania przeszłości kobiety...
A przeszłość kobiety jest jedną z ciekawszych rzeczy, jakie można znaleźć w tym tytule. W sumie to sobie uciekła z czegoś co przypomina sektę - i jeszcze można powiedzieć, że została skrzywdzona z powodu tego, że nie opowiada o swojej historii na samym początku, nowopoznanym ludziom. W końcu najwidoczniej to powinno być łatwe i w ogóle...
Jak wiele scen ubóstwiam: i opisy przyrody też mega mi się podobają, a kwestia dbania o przetrwanie mega mi się podobała, tak łatwe przechodzenie z rozmów dotyczących traum (i dosłownie PTSD) do scen erotycznych... Cóż, to mnie rozwalało na łopatki. Ja jako czytelniczka przeżywałam pewne emocje, a chwilę później dostawałam informację, jak bardzo Prescott jest gotowa do zabaw z Callahanem...
Plusem jest to, że czytałam tę książkę na platformie Woblink - i dosłownie pochłonęłam ją wzrokiem, bo akurat miałam ochotę na książkę elektroniczną, a "Walka" mimo swoich minusów jest napisana w taki sposób, że przymyka się oko i po prostu czyta. To nie jest jakaś lektura, która ma zmienić czyjeś życie - to typowe czytadełko, o którym się zapomina po zakończonej historii, jak już się widzi ostatnią kropkę.
Podoba mi się jednak kwestia motywów - i obstawiam, że kolejna opowieść z tej serii (pewnie z innymi bohaterami - raczej sobie dam rękę uciąć w tej kwestii) także znajdzie się na mojej czytelniczej liście - z nadzieją, że tym razem Sloane St. James jeszcze bardziej rozwinie swój warsztat pisarski.
Podsumowując: jak macie ochotę coś poczytać, co ma fajnie zestawione motywy (i niecodzienne motywy!), to "Walka" jest czymś, czego szukacie. Jeśli jednak unikacie nadmiaru spicy scen, to sobie możecie darować...

Kiedys z ciekawości po to sięgnę
OdpowiedzUsuń