niedziela, 8 lutego 2026

Weronika Krzempek - "Dziewczyna Caleba"

Autor: Weronika Krzempek

Tytuł: Dziewczyna Caleba

Wydawnictwo: BeYA [współpraca reklamowa]

Data wydania: 2026

Ilość stron: 288

Narracja: pierwszoosobowa (dwie narracje)

Gatunek: young adult / dużo dramatyzmu

Ocena: 6/10


Opis:

To powinieneś być ty, Coltonie!

Brooke Ward, studentka Uniwersytetu Columbia, podejmuje decyzję, by zmienić uczelnię. Odtąd będzie się uczyć w Bostonie, co bardzo nie podoba się jej ojcu Zachary'em u. Dziewczyna zwykle mu się nie sprzeciwia, jednak tym razem stawia na swoim - nie chce zostać w Nowym Jorku i patrzeć, jak jej matka powoli stacza się w otchłań alkoholizmu. Nie chce też wciąż wracać wspomnieniami do wydarzeń sprzed trzech lat, w wyniku których życie stracił Caleb Black - jej bratnia dusza.

Wbrew sobie Brooklyn zgadza się odwiedzić ojca i jego narzeczoną. Naprzeciw ich domu mieszkał Caleb. Jego matka, Valerie, założyła fundację, która finansuje stypendia sportowe dla zdolnych uczniów. Takie stypendium hokejowe otrzymał kiedyś zmarły syn Valerie. Lepszy z jej synów. Doprawdy to ironia losu, że jej i Brooke odebrano właśnie Caleba, podczas gdy jego starszy brat, Colton, pozostał wśród żywych...

On sam nie wie, dlaczego jeszcze żyje. Może po to, by wraz z Brooke wypełnić ostatnią wolę Caleba?

Książka dla czytelników powyżej szesnastego roku życia.


Recenzja:

Znam twórczość Weroniki Krzempek, chociaż bardziej z innych klimatów. Tym razem nie spodziewałam się, że będzie tu bardziej dramatycznie niż romantycznie - ale okazuje się, że w sumie wyszło to całkiem w porządku. Chociaż miejcie świadomość od samego początku, że nie jest tu tak słodko i cukierkowo, jak mogłoby się wydawać.

"Dziewczyna Caleba" to dużo emocji - zwykle tych bolesnych, pełnych cierpienia i samotności. Weronika Krzempek nie oszczędzała swoich czytelników, zawarła na kartach historii wszystko, co tylko mogła. Dobrze się to czyta: po prostu. Widać, że dziewczyna ma talent pisarski - i trochę żałuję, że tak mało ma wydanych książek na koncie, bo zasługuje ona na to, by było o niej w Polsce głośniej. Tyle, że myślę sobie, że dużo lepiej wyszłaby, gdyby jednak trochę więcej optymizmu zawarła: chociaż pod koniec swojej opowieści.

Historia, którą dziś recenzuję łamie serce. Czytelnik jest przez nią zmiażdżony emocjonalnie - szczególnie podczas zakończenia. Wychodzę z założenia, że dawno nie czytałam niczego tak mocnego pod kątem zakończenia - a jednocześnie żałuję, że się to tak rozwinęło, bo miałam trochę inne nadzieje co do tego wszystkiego.

Brooke straciła swojego najlepszego przyjaciela - i swoją bratnią duszę. Trzy lata temu jego życie zostało brutalnie odebrane: Caleb się wykrwawił. W tym samym czasie z życia dziewczyny zniknął też Colton, brat Caleba - z którym Brooke potajemnie zaczęła się spotykać. Teraz życie bohaterki układa się trochę pod dyktando ojca, a ona sama od śmierci Caleba nie umie pozbierać się emocjonalnie i tylko nosi maskę, udając, że wszystko jest okej. Ale nie jest - szczególnie wtedy, gdy wraca w rodzinne strony, spotyka mamę zmarłego przyjaciela i odkrywa przy okazji, że Caleb zostawił w swoim pokoju listę rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Listę, którą teraz to Brooke chce zrealizować, aby w pewien sposób się pożegnać i zamknąć ten etap na stałe...

Colton wychodzi z odwyku. Jego muzyczna kariera wisi na włosku, ale wychodzi na to, że mało się tym przejmuje, bo stracił sens życia. Od czasu, gdy brat umarł w jego rękach, a on sam usłyszał od swojego ojca, że zmarł nie ten syn, co powinien, nie jest już taki sam. Jego monotonię przerywa ponowne pojawienie się Brooke w jego życiu - chociaż trwało to tylko chwilę, a w międzyczasie ona uderzyła go torebką.

Teraz już nie są w stanie przestać o sobie myśleć - a Colton zrobi wszystko, by zawieźć Brooke do Meksyku, na oglądanie motyli, chociaż nie ma zielonego pojęcia, że nie jest to jej marzenie... Kilkanaście tygodni we wspólnej podróży - co może pójść nie tak?

"Dziewczyna Caleba" potrafi zachwycić, szczególnie warsztatem literackim, chociaż sam pomysł nie był jakoś bardzo rozbudowany. Fabuła momentami była dosyć prosta: aż zbyt prosta. Niemniej jednak czyta się tę książkę z zapartym tchem i nie da się od niej oderwać.

Nie zdziwcie się, że ta książka nie ma trzystu stron. Miałaby, gdyby czcionka nie była takim drobnym maczkiem. Nie był to standardowy układ i druk, przez co moje oczy się trochę męczyły, szczególnie o szóstej rano, gdy akurat sobie wstałam, piłam kawę i ledwo co rozczytywałam maleńki druczek. Nie jest to jeszcze najgorszego rodzaju katastrofa, którą widziałam, ale ustalmy: lepiej byłoby dołożyć trochę stron, a zwiększyć komfort czytania. To powinien być jakiś odgórny wymóg, żeby nie zniechęcać ludzi do czytania: szczególnie naprawdę fajnych fabuł.

"Dziewczyna Caleba" to pozycja, którą polecam - ale podkreślam, że kończy się ona w nieoczekiwany sposób, którego ja bym sobie dla niej nie zażyczyła. Nie zapowiada się także, żeby miała się pojawić jakaś kontynuacja. Weronika Krzempek wychodzi spoza schematów lekkiego young adult - dowalając czytelnikowi taką dawką dramatu, że już teraz wiem, że nie będzie to lektura dla wszystkich.

Jeśli jednak macie ochotę przeczytać: sięgnijcie po ten tytuł! Przede wszystkim dobrze zaopiekowana część związana z emocjami sprawia, że czyta się tę powieść jednym tchem. Jeśli Weronika Krzempek wyda niebawem coś innego - pewnie z automatu sięgnę po kolejną premierę, bo myślę sobie, że drzemie w tej dziewczynie ogromny potencjał, który tylko należy rozwijać. Także pisz, pisz, droga autorko - i podbijaj serca czytelników, nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Tego życzę z całego serca - bo "Dziewczyna Caleba" to naprawdę kawał solidnej historii.

6 komentarzy:

  1. Nie znam jeszcze książek Autroki I moze kiedys sie skuszę na przeczytanie którejś. Tu widzę ciekawa historie, ale jeśli zakończenie nie jest dobre, to ja jednak nie będe czytała. Dziękuję za szczerą opinię

    OdpowiedzUsuń
  2. Na razie nie mam w planie ale nie mowie nie

    OdpowiedzUsuń
  3. Najpierw się dziwiłam, a raczej szokowałam tym, że ta książka ma prawie 3 000 stron, a potem w recenzji przeczytałam, że nie ma nawet trzystu 😅 umiecie zaskoczyć (we wprowadzeniu jest inna liczba).
    A jeśli chodzi o książkę... Na plus, że to nie kolejny romans kopiuj-wklej. Nie przepadam za stanami, ale powiem szczerze, że w tej książce mogłabym znaleźć coś dla siebie, jest nieco inna, wreszcie coś. No i polska autorka! Nie wiem, co się takiego znalazło w zakończeniu, ale cieszę się, że wyszło coś takiego. Zobaczymy, czy będzie ta kontynuacja, czy nie.
    No i ta okładka jest tak zjawiskowa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już zmienione - jedna 8 weszła dodatkowo i nie zauważyłam :D DZIĘKI ZA CZUJNOŚĆ!

      Usuń
    2. Nie ma problemu, przepraszam za zwrócenie uwagi, ale ta liczba wydawała się taka zabawna, że aż żal było o tym nie wspomnieć.

      Usuń
  4. "Dziewczyna Caleba" to książka pełna emocji tych pozytywnych jak i tych mniej, namąci w głowie czytelnikowi. Ja dla mnie lektura ta jest warta przeczytania.

    OdpowiedzUsuń