Tytuł:
Na krawędzi
Autor:
Krzysztof Numpsa
Wydawnictwo:
Novae Res
Rok
wydania: 2014 recenzja przedpremierowa
Liczba
stron: 226
Opis:
„Na krawędzi” daje możliwość spojrzenia na
świat przez pryzmat psychopatycznego umysłu, który świadomy swojej ułomności
stawia wszystko na jedną kartę.
Damian to ofiara losu, historii i złych
decyzji, dla której irlandzki raj epoki boomu budowlanego staje się szybko
piekłem na Ziemi, uwalniającym demony przeszłości. A tych dręczy Damiana
niemało: alkoholizm, seksualne perwersje i młodzieńcza fascynacja satanizmem
jedynie otwierają ich listę. Zirytowany jałowym życiem, wpada w kolejny ciąg,
podczas którego zaczyna malować się przerażający obraz człowieka opętanego,
stojącego nad krawędzią przepaści. Słabego, zboczonego i śmiesznego w swoich
frustracjach. Wydaje się, że nie ma dla niego ratunku. A może ratunek jest
bliżej niż się wydaje?
Recenzja:
Zacznę nietypowo, bo od przechwałek. Przeczytałam w
swoim życiu całe mnóstwo książek, musiałabym liczyć je w setkach. Mało co jest
w stanie mnie zaskoczyć i nie ma takiej książki, która mogłaby mnie zmusić, bym
jej nie skończyła – no chyba, że byłaby nudna, ale nie o to mi chodzi. Mogę
czytać nawet Mein Kampf i nie będę
zgorszona. Dlaczego piszę o tym wszystkim? Bo autorowi Na krawędzi udała się rzecz, która do tej pory wydawała mi się
niewykonalna. Czytałam jego książkę i zastanawiałam się CO JA DO DIABŁA CZYTAM?
Nie żebym przerwała w połowie, co to, to nie. Ale były momenty, w których
naprawdę nie wiedziałam, co sądzić o tej książce. Przeważnie wtedy, gdy do
głosu dochodziły seksualne perwersje bohatera. Zastanawiające, że autor opisał
je tak skrupulatnie. Zastanawiające jest również to, ile z tego, co zawiera ta
książka, jest fikcją, a ile prawdziwymi myślami autora. Po przeczytaniu
krótkiej informacji biograficznej na tyle książki, mam prawdziwe wątpliwości.
Otóż Krzysztof Numpsa jest „zdecydowanym przeciwnikiem przeludniania planety
oraz niezrównoważonym dysponowaniem zasobami naturalnymi w celu utrzymywania za
wszelką cenę wzrostu gospodarczego, który stał się katastrofalnym w skutkach
celem obecnej cywilizacji”. Na okładce jest też zdjęcie autora, uśmiechającego
się całkiem sympatycznie do czytelników. Jasne, to że ktoś pisze o seryjnym
mordercy, nie znaczy, że sam nim jest, ale czy można dać czytelnikom „możliwość
spojrzenia na świat przez pryzmat psychopatycznego umysłu”, nie będąc samemu
trochę… eee psychopatycznym? Bo wszystkie te perwersje myśli, które pojawiały
się w głowie bohatera książki, musiały przecież pojawić się najpierw w głowie
autora. Ale dość o tym.
Fabuła nie jest zbyt skomplikowana. W skrócie:
poznajemy Daniela, polskiego imigranta, który uciekł z kraju do Irlandii, by
tam ułożyć sobie lepsze życie. Przez pierwszych kilkanaście stron mamy
możliwość poczytać, jak użala się nad sobą. Nienawiść dosłownie zżera go od
środka, jest zgorzkniały, niemal pluje jadem, a ciężki dzień w pracy sprawia,
że postanawia się napić. W następnej kolejności mamy tak zwaną trzydniówkę,
podczas której bohater chla (towarzystwa dotrzymuje mu ukochana małżonka), uprawia
seks, potem znowu chla, oddaje się perwersyjnym rozmyślaniom, żeby później po
raz kolejny się napić. Po drodze mamy też garść retrospekcji. Potem długo
dochodzi do siebie, postanawia skończyć z nałogiem, dla żony i dla siebie (bo
dzieci nie ma). Oddaje się sportom, ale głównie silna wola sprawia, że wreszcie
wychodzi z nałogu. I na tym mogłoby się skończyć, ale autor napisał jeszcze
epilog, w którym podważył sens tego wszystkiego, co napisał wcześniej.
Opis książki z grubsza zgadza się z tym, co nam
oferuje. Rzeczywiście bohater jest ofiarą losu, historii i złych decyzji.
Rzeczywiście dzięki autorowi mamy możliwość spojrzenia na świat przez pryzmat
jego psychopatycznego umysłu. Pytanie tylko: po co? Po co to robić? Po co
czytać takie rzeczy? Mnie zainteresował opis na okładce, wybrałam więc sobie tę
książkę do recenzji, ale gdybym wiedziała, o czym przeczytam, zrezygnowałabym z
niej. Nie usiłuję nikogo zniechęcać, jeśli kogoś fascynują takie
klimaty, proszę bardzo, niech czyta. Ale przeciętni czytelnicy raczej nie
znajdą tu nic dla siebie.