poniedziałek, 24 sierpnia 2020

Danielle Lori - "The Sweetest Oblivion"

Autor: Danielle Lori
Tytuł: The Sweetest Oblivion
Wydawnictwo: NieZwykłe
Data wydania: 2020
Ilość stron: 451
Ocena: 5/10

Opis:

Elenę nazywają słodką Abelli. Kobieta uważa, że to ze względu na jej pogodne usposobienie, jednak w szeregach mafii z zupełnie innego powodu otrzymała taki przydomek… Mężczyźni wodzą za nią pożądliwym wzrokiem i wielu z nich oddałoby wszystko, żeby dowiedzieć się, jak słodka może być Abelli.
Szczególnie jeden z nich – szef mafii o pseudonimie „As”, z wytatuowanym na przedramieniu asem pik. Jednak w aranżowanym małżeństwie Nicolas ma poślubić młodszą, nie starszą siostrę Abelli.

Elena nie może zaprzeczyć, że mężczyzna jest bardzo seksowny i kiedy znajduje się w pobliżu, jej serce bije w rytmie uderzających o szybę kropli deszczu.

Tylko że on jest zbyt straszny, zbyt niebezpieczny i zostanie jej szwagrem…


Recenzja:

Chyba powoli zaczyna mi się ciut nudzić wątek mafii - a może po prostu ta książka miała na tyle niedociągnięć, że właściwie średnio kojarzyła mi się z typową mafią. W większości książek, gdzie występuje włoska mafia, każdy don dna o to, żeby jego córki były niewinne i grzeczne, a tutaj... powiedzmy, że bohaterzy zachowują się czasem jak rozpieszczone dzieciaki. Są także plusy, ale oceniam tę pozycję na dosyć przeciętną...

Elena - główna bohaterka - nazywana jest mianem słodkiej dziewczyny. Szczerze - nie do końca to zauważyłam w jej charakterze, ale jak opis mówi - chodzi o to, że faceci szaleją na jej punkcie. Szkoda, że nie do końca jest to tak wytłumaczone na początku książki: a przynajmniej nikt tego nie mówi wprost. Niemniej jednak jest ona córką z rodziny Abelli - jednej z potężnych mafijnych familii z włoskim pochodzeniem. Chociaż jest ona starszą z rodzeństwa - Nicolas ma poślubić jej młodszą siostrę, która tak naprawdę wcale nie rwie się do tego małżeństwa. Za to Elena zaczyna definitywnie czuć coś w obecności Nicolasa... Tylko nie do końca powinna, skoro ma to być mąż jej siostry, prawda?

Nicolas jest facetem, który robi co chce - nawet w momencie, kiedy znajduje się on w rezydencji Abelli. Postrzela brata Elany, a jej matka mówi do głównego bohatera, że jej syn sobie na to zasłużył, z racji tego, że stłukł trzy jej wazony. Wracając jednak do Nicolasa - facet jest zdeterminowany do osiągania swoich celów i jest uznawany za seksownego i niebezpiecznego. I pragnie Eleny, a nie jej młodszej siostry. I co tu z tego wyniknie?

Jak mówię, nie do końca tak sobie wyobrażam mafię. Bo tutaj właściwie jest normalna rodzina - łącznie z jakimiś recitalami i występami w teatrze, a trochę brutalności jest po prostu takim marginalnym dodatkiem. Do setnej strony praktycznie nie umiałam się wciągnąć, wszystko wydawało mi się takie przeciętne, wcale mnie nie poruszało. Potem się to trochę rozwinęło, ale niemniej jednak... dalej jakoś ta pozycja do mnie nie przemawia. Na dodatek na początku autorka używa strasznie wiele imion, a zanim ja je wszystkie zapamiętałam, to trochę minęło: to też nie było fajne.

Na dodatek zakończenie sprawiło, że mam ochotę ziewać. Było totalnie przewidywalne... nie licząc tego, kto ostatecznie ma się związać z jedną z sióstr Abelli. To jeszcze bardziej utwierdziło mnie w tym, że to nie jest typowa książka o mafii. A przecież napis na książce głosi, że jest to "Romans mafijny, idealny dla fanów ZŁĄCZONYCH HONOREM!" - cóż, nie ma porównania. Seria, z którą porównują "The Sweetest Oblivion" jest cudowna, pełna emocji, pełna świetnych akcji i niezwykłych bohaterów. Natomiast książka, którą dzisiaj recenzuje... to naprawdę przeciętniak, który z mafią ma mało wspólnego - to jedna z tych powieści, gdzie bardziej skupiono się na romansie niż na tym, żeby stworzyć przy okazji odpowiedni klimat. Szkoda.

Książka ma ponad czterysta stron - więc jest dosyć obszerna, szczególnie, że na pojedynczej stronie jest mnóstwo tekstu. Autorka zdecydowanie wolała pisać opisy niż dialogi. Marginesy są więc minimalne, żeby zmieścić ten tekst w jak najmniejszą liczbę stron. Dobrze, że chociaż czcionka jest standardowa, a nie specjalnie pomniejszona: bo w niektórych książkach spotykam się z czymś takim, a tego nienawidzę. 

Wolałabym, żeby tytuł był spolszczony - bo wydaje mi się, że większość czytelników, szczególnie tych dorosłych, którzy nie mieli już styczności z angielskim w szkole, średnio kojarzą słowo "oblivion". Ba, nie sądzę nawet, żeby w szkole było to słówko, które wyszczególnione jest gdzieś w typowym, pierwszym z brzegu podręczniku. Większość osób musi więc specjalnie tłumaczyć, co w ogóle znaczy tytuł. 

Podsumowując - pozycja ta dla mnie jest dosyć przeciętna, ale wydaje mi się, że znajdzie ona swoich odbiorców. Szczególnie wśród tych osób, którzy chcieliby przeczytać mniej krwawą mafię. Dla mnie jednak na pewno to nie była książka roku 2020 - ale też nie była to pozycja, która była najgorsza. Ot, naprawdę przeciętniak. Idealne 5/10. Jeśli macie ochotę zweryfikować moją ocenę - sprawdźcie. W internecie pozycja ta zbiera także dobre noty... Więc może po prostu ja już przyzwyczaiłam się do ciut innego stylu powieści mafijnych? 


7 komentarzy:

  1. Czyli nic nie straciłam ! Zgłaszałam się do wydzwnictwa jak poszukiwali do niej recenzentów, ale się nie załapałam. Było mi trochę smutno, ale teraz widzę, że nie ma czego żałować. 😁 Mi też się trochę przejadła tematyka mafijna, gangsterów i ochroniarzy. Co za dużo to nie zdrowo. Czekam na jakiś nowy pomysł, powiew świeżości w romansach ! ❤❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba jednak tak... Przyzwyczajenie do dobrych mafijnych powieści robi swoje, bo gdy pojawia się coś słabszego, to przychodzi lekkie rozczarowanie. Jeśli to właśnie "przeciętniak", to cieszę się, że moja długa lista poszukiwań i pragnień nie wzrośnie o pozycję "The Sweetest Oblivion"...

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy raz słyszę o tej książce i nie za bardzo mnie do niej ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdecydowanie tutaj okładka „The Sweetest Oblivion” od Danielle Lori skojarzyła mi się już od pierwszego wejrzenia z epoką czarno-białych filmów. Kolorystyka gdzie w te dwie barwy stopniowo, wnikają inne, w tym przypadku czerwień. Przepadłam, co ma w sobie, jak największy plus. Co do treści...z opisu mogłam się dowiedzieć, że mamy do czynienia z książką z gatunku romansu mafijnego. Gdzie główny bohater męski marzy nie o tej siostrze, którą zgodnie z ustaleniami ma poślubić. Nicolas i Elena. Sama lubię książki z gatunku mafijnego, a tutaj odnoszę wrażenie, że może czekać mnie spotkanie z lekką lekturą. I chociażby dla chęci samego przekonania się o odbiorze zawartości przez siebie sięgnę po nią. Zdecydowanie lubię wysnuwać pełne opinię na podstawie czegoś przeczytanego, zwłaszcza gdy nie jestem jej pewna na etapie dokonywania wyboru — przeczytać czy nie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przesyt romansów mafijnych jest (czekam na pojawienie nowego wątku w romansach), u mnie i tak rzadko pojawiają się, jak już mam wziąć się za ten typ to musi mnie czymś zainteresować. Książka Danielle Lori po przeczytaniu recenzji wydaje się z tych co po przeczytaniu od razu się zapomina, jakoś to mnie nie zachęca do poznania "The Sweetest Oblivion". Wiadomo że lepiej na własnej skórze poznać czy ta pozycja nam odpowiada ale nie spieszano mi do niej może jeśli trafi w moje ręce to przeczytam lecz nie będę jej szukać. Chociaż podoba mi się okładka, inna jest.

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że ostatnio mamy modę na romanse mafijne. Nie lubię książek mafijnych, ani tych mniej, ani bardziej krwawych. Podoba mi się za to okładka, inna niż pozostałych. Ale i tak odpuszczam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jesteś to książka mafijna, jednak mało w niej mafii a więcej romansu, chyba powinnam czuć się zachęcona a wcale tak nie jest. Z recenzji wyłapałam kilka wątków które mogłyby mi się w książce nie spodobać, i one przeważają szale. Sama fabuła jest średnia i jest też nie całkiem dopracowana, a 450 stron to dużo i wolałabym nie zmuszać się do przeczytania jej całej, teraz trafiła mi się książka w której mam problem z przeczytaniem 200 stron. Czytając opis nie czułam się zachęcona, a recenzja mnie tylko w tym utwierdziła, dlatego nawet to, że w internecie miała wysokie noty mnie nie przekonuje.
    Okładka jest całkiem spoko, nawet mi się podoba, nawet nie przeszkadza mi nie polski tytuł, choć faktycznie nie wszyscy mogą znać jego tłumaczenie, ale raczej nikt zbytnio na tytuły nie patrzy.

    OdpowiedzUsuń