piątek, 2 października 2020

Taylor Jenkins Reid - "Na zawsze, ale z przerwą"

Autor: Taylor Jenkins Reid


Wydawnictwo: Czwarta Strona

Data wydania: 2020

Ilość stron: ok. 350

Ocena: 7/10


Opis:

Debiutancka powieść autorki bestsellerowych "Daisy Jones & The Six" i "Siedmiu mężów Evelyn Hugo".
Elsie Porter to dwudziestokilkulatka, której życie składa się z monotonii, przewidywalności i pizzy z ulubionej knajpki Georgie?s Pizza. Kiedy w deszczowy pierwszy dzień nowego roku Elsie wpada odebrać swoje zamówienie, nie spodziewa się, że to właśnie teraz, w żółtych kaloszach i z mokrymi od deszczu włosami, pozna miłość swojego życia. Szybko staje się oczywiste, że Ben i Elsie byli sobie po prostu przeznaczeni. Uczucie rozwija się błyskawicznie i para, którą w styczniowe popołudnie połączyło gorące uczucie, już w maju przysięga sobie miłość i wierność na zawsze. Kilka dni później mężczyzna ginie w tragicznym wypadku, a świat Elsie rozbija się na milion kawałków i wydaje się, że nic już nie zdoła go po-sklejać. Taylor Jenkins Reid z delikatnością i wyczuciem pisze o rozpaczy i bólu po utracie ukochanej osoby, zgłębiając trudny i czasochłonny proces przepracowywania żałoby i wracania do życia na nowo. Przygotujcie karton chusteczek. Przy tej historii nie można nie płakać.

Recenzja:

Solidna siódemeczka ode mnie, jeśli chodzi o ocenę. Nie jest to powieść, którą można przeczytać w każdy dzień - raczej w taki, który jest długi, nostalgiczny, trochę smętny. Bo jednak najważniejszymi emocjami tutaj jest poczucie pustki, samotności, beznadziejności... A głównym tematem jest jednak odejście ukochanej osoby i żałoba po jej utracie. Niemniej jednak autorka tak pięknie zbudowała tę historię, tak cudownie ją opowiadała, że mimo wszystko po skończeniu tej powieści, w pewien sposób czuje się podbudowana psychicznie - wręcz z nadzieją na lepsze jutro. Już teraz polecam, ale zaraz opowiem bardziej szczegółowo, co i jak. 

Elsie Porter poznała swojego ukochanego kilka miesięcy wcześniej, a po zaledwie sześciu miesiącach znajomości, jest ona pewna, że chce spędzić z nim całe życie. Ba, on też jest tego pewien. Tak więc, po pół roku znajomości, Ben i Elsie biorą ślub. I wydawać by się mogło, że skoro tak bardzo się kochają, to ich życie będzie teraz idealne - aż do śmierci spowodowanej późną starością. Niestety, wypadek sprawia, że Ben ginie na miejscu, a Elsie bardzo szybko zostaje wdową. Dziewczyna czuje się tragicznie i ma wrażenie, że to wszystko jest jej winą - bo Ben poszedł na zakupy, żeby kupić coś właśnie dla niej. Do tego czuje, że już nigdy nie będzie w stanie nikogo pokochać, a jej życie już na zawsze będzie rozwalone na milion kawałków.

Do całej tej sytuacji miesza się najlepsza przyjaciółka Elsie, Ana, która chce pokazać dziewczynie, że żałoba nie może trwać wiecznie, pewien staruszek z biblioteki, a także teściowa głównej bohaterki, która jakiś czas temu także straciła swojego męża. "Na zawsze, ale z przerwą" to piękna historia o miłości, utracie i nauczeniu się życia na nowo. 

Przyznam szczerze, że w kilku momentach byłam bliska płaczu - ale nie uroniłam ani jednej łzy, chociaż opis wręcz mi ten płacz obiecuje. Myślę jednak, że niejedna osoba naprawdę będzie potrzebować chusteczek, bo jest to powieść głęboko poruszająca. Ja w niej jednak najbardziej lubię zakończenie, które jasno pokazuje nam, że nie jest ważne, w jakim dołku się znajdujemy, bo zawsze możemy liczyć na to, że mamy kolejny dzień, który może okazać się lepszy - niczym światełko w tunelu. No i warto także wspomnieć o tym, że wokół siebie mamy ludzi - czasem nieznajomych - którzy w odpowiednich momentach są w stanie wyciągnąć do nas pomocną dłoń.

Patrząc na to, że jest to niby debiut, to ja szeroko otwieram usta ze zdumienia. Ta powieść jest naprawdę rewelacyjna - chociaż jak już wspomniałam wcześniej: według mnie nie każdy i nie zawsze jest ją przeczytać, bo trzeba do tego odpowiedniego nastawienia i trochę czasu na przemyślenia. Czekam na kolejne pozycje tej autorki! Bo to, jak przedstawiła ona tutaj emocje i uczucia... Po prostu brawa!

Podsumowując: świetna książka, po której Wasze myślenie może się odrobinę zmienić. Piękna opowieść, obok której nie można przejść obojętnie. Jak zaczęłam czytać, to pochłonęłam ją dosłownie w kilkadziesiąt minut. Nie będziecie żałować, jeśli sięgniecie po "Na zawsze, ale z przerwą"! Polecam z całego serca!

8 komentarzy:

  1. Rozbudziłaś moją ciekawość. Lecę kupić pudełko chusteczek i książkę...
    A, tak na serio ( jak mówi mój syn), to przyznaje, że teraz, kiedy przede mną długie jesienne wieczory, pogoda, która raczej nie zachęca do spacerów, mam ochotę sięgnąć właśnie po taką książkę, która uświadomi mi, że życie jest strasznie kruche, a miłość która po nim zostaje ( zwana tęsknotą) strasznie boli. Lubię historię, przy których można sobie popłakać, pod warunkiem, że jednak dają odrobinę nadziei i pozwolą ruszyć w przyszłość z podniesioną głową, a taka wydaje się być ta powieść.
    Ps. Też jestem w szoku, że to debiut.

    OdpowiedzUsuń
  2. Taylor Jenkins Reid spotkałam dwukrotnie za sprawą 'Dwa szczęścia do wyboru' oraz 'Jedyna miłość razy dwa' dlatego jestem bardzo ciekawa recenzowanej książki.
    Jestem z osób które szybko można doprowadzić do płaczu więc chusteczki na pewno będą potrzebne. "Na zawsze, ale z przerwą" będzie dla mnie emocjonalnym rollercoasterem, idealnie się na daje na jesienne wieczory nie kiedy lubię takie smutasy. Pisarka ukazuje że życie jest nieprzewidywalne a żałobę da się przetrwać, że po burzy wschodzi słońce tylko trzeba przerwać tę burzę i mieć nadzieję. Będę rozglądać się za tą pozycją.

    OdpowiedzUsuń
  3. Od czasu do czasu sięgam po książki, przy których potrzebuję pudełka chusteczek, ale dla odmiany, lubię czytać takie książki, nie jesienią, kiedy sama pogoda nastraja do zadumy i przytłacza wycie wiatru za oknem, ale kiedy na polu widać budzącą się do życia wiosnę. Wtedy na przekór sięgam po łzawe pozycje, wiedząc, że pogoda mnie podniesie na duchu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Andrzej Majewski powiedział: "Życie to taki dziwny teatr, gdzie tragedia miesza się z farsą, scenariusz piszą sami aktorzy, suflerem jest sumienie i nigdy nie wiadomo, kiedy otworzy się zapadnia". Życie jest nieprzewidywalne. Człowiekowi wydaje się, że ma monopol na wszystko, że swoimi rączkami może sterować wszystkim. Taki wielki, taki wszechmocny, taki potężny, a jednocześnie taki malutki i bezbronny wobec losu, którego nieprzewidywalność jest chyba jeszcze większa niż ludzkie pomysły.
    Książek pokroju "Na zawsze, ale z przerwą" nie odbieram jako ckliwych historii czy wyciskaczy łez. Dla mnie to lustro, w którym odbija się prawdziwe życie. Elsie i Ben to para, jakich wiele wokół nas. Zwyczajni ludzie, którym los pozwolił przeżyć niezwyczajną miłość. Mijamy ich codziennie na ulicy, na klatce schodowej, w sklepie. Może to my sami? Proza ludzkiej egzystencji i szarogęszące się w niej problemy czy kłopoty nie pozwalają nam dostrzec znaczenia tej małej, a wielkiej jednocześnie rzeczy. Nie doceniamy jej, dopóki jej nie stracimy.
    Takim pozycjami powinna być zalana czytelnicza przestrzeń ludzi, szczególnie tych, dla których uczucia i relacje z bliskimi nie są tak istotne jak status materialny. Takie historie otwierają (nawet bardzo szeroko) oczy na to, co w życiu ma największą wartość i na to, że koniec tego żywota jest wpisany w jego kod genetyczny równie mocno jak jego początek. Zapominamy o tym. A niesłusznie.
    I niech osobie inni nazywają tę książkę ckliwą historią czy wyciskaczem łez, dla mnie to mądra opowieść, która pozwoli człowiekowi zatrzymać się w biegu i znaleźć w życiu czas na to, co faktycznie w nim powinno się znaleźć.
    Aleksandra Miczek

    OdpowiedzUsuń
  5. Poczucie pustki, samotności, beznadziejności... To na pewno nie zachęca do czytania w takich depresyjnych czasach jak pandemia. Przepraszam, trochę to przeżyłam, wiele się wydarzyło i wolałabym do takich klimatów nie wchodzić, przynajmniej przez jakiś czas, mimo że książki o melancholijnym nastroju mają coś w sobie przyzywającego, jeśli są dobrze napisane. Cieszę się, że mamy wreszcie przed sobą mocny debiut, to wiele obiecuje w przyszłej karierze tej pisarki. Dobry zresztą temat, na pewno przyciągnie do siebie wiele czytelników, w końcu raczej większość z nas w swoim życiu jednego dnia straciła kogoś bliskiego.
    Tytuł bardzo mi się spodobał, bardzo ciekawe połączenie dwóch przeciwstawień, ale do tematu jak najbardziej pasujące. Mam wyłącznie pewne "ale" co do okładki, bo jednak moim zdaniem zapowiada zwykłą powieść młodzieżową i wiele osób może się pomyślić. Co nie oznacza, że jest zła, przypomina mi teledysk bodajże z Nicole Kidman leżącą w jeziorze przy magnoliach w sytuacji pełnej grozy (nooo... grała martwą). Tytuł zupełnie wypadł mi z głowy, mimo że kojarzę nawet melodię tej piosenki...

    OdpowiedzUsuń
  6. No cóż, był już film (i książka) Ps. Kocham Cię, a także Sparksa Jesienna miłość, sfilmowana pt. Szkoła uczuć, a w Bollywood temat utraty i żałoby po mężu/żonie porusza film Babul, polecam cudny film, ja zawsze na nich płaczę, choć widziałam parę razy. A więc temat jaki porusza ta powieść to nic nowego, ale skoro jest dobrze napisana, to muszę sięgnąć, na pewno się rozpłaczę, jestem za barszo wrażliwa 😂😂 A autorki książki chodzą za mną od dawna, więc muszę w końcu przeczytać. 😁

    OdpowiedzUsuń
  7. Widząc okładkę od razu stwierdziłam, że fajnie byłoby ją mieć. Jest po prostu piękna. Niby nic nadzwyczajnego ale połączenie tych kolorów... no cudne. Ja jestem zakochana, tylko brać i przytulać. Fabuła też nie zawiodła.. jest to książka pełna emocji o utracie bliskiej osoby. Jestem pewna że u mnie wywołała by fale wzruszeń. Ja uwielbiam takie książki przy których można popłakać, i choć wolałabym żeby zakończenie zostawilo nas z kacem, to może być też takie które pokazuje nam, że nie ważne jak jest w tej chwili, nie zawsze tak będzie, któregoś dnia zaświeci słońce i że zawsze mamy na kogo liczyć choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę.
    Podziwiam autorkę za tak emocjonujący debiut, widać, że jeszcze nie raz nad zaskoczy. Czekam na kolejne jej książki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Okładka „Na zawsze, ale z przerwą” od Taylor Jenkins Reid przywodzi mi na myśl coś nierealistycznego, niczym z baśni. Swego rodzaju ułudny wizerunek dziewczyny, która mogłaby za chwile zniknąć. Mankament kryje się w zbyt dużej wielkości czcionki odpowiadające za personalia twórcy. Zmniejszenie o 2 lub 3 rozmiary wprowadziłoby sporą pozytywną zmianę, a to wpłynęłoby na postrzeganie ogółu. Jednak i tak daje tutaj solidne 8/10. Elsie Porter, dziewczyna, której życie jest przewidywalne, a jednak nagle zmienia bieg rzeczy, gdy ubrana w żółte kalosze idzie odebrać zamówienie z Georgie?s Pizza. Poznaje tam Bena, który staje się jej miłością od pierwszego wejrzenia, a ona jego. I chociaż od stycznia do maja niewiele miesięcy to tyle czasu właśnie mija, gdy para pewnego majowego dnia staje na ślubnym kobiercu. I to, co zapowiadałoby historię pt. I żyli długo i szczęśliwie zostaje przerwane przez wypadek w którym ginie Ben. Potwierdzam, że będzie tutaj konieczne spore pudło chusteczek, ponieważ już sama lektura opisu wywołała u mnie smutek, współczucie względem Elsie. Śmierć, odejście bliskiej osoby, smutek, żałoba. Cała paleta barw, z którą przychodzi się zmierzyć Elsie, paleta barw, którą zapewne niejedna (niejeden) z nas przeżywał. Wiem, że lektura tej książki przyniesie mi wzruszenie i smutek, a jednak ode mnie punktacja 10/10 a ocena finalna to 5 (punktów 18/20) z adnotacją, aby przed czytaniem kupić pudło chusteczek.

    OdpowiedzUsuń